Connect with us

Pod napięciem

Czytelnik skarży się na MOSIR. „Nie wszyscy czekają z kąpielą na św. Jana”

Przerwa w ełckim parku wodnym, jak i brak ratowników na miejskich plażach nie podoba się ełczaninowi. W liście nadesłanym do naszej redakcji czytelnik zarzuca MOSIR-owi złe zarządzanie jednostką, jak i złe planowanie sezonowych prac.

Renata Szymaszko

Publikacja

/

https://pixabay.com/pl

Nowa ustawa z lipca 2017 Prawo Wodne wymusiła na samorządach pewne zmiany, do których muszą się dostosować. W Polsce sezon kąpielowy zgodnie z nowym prawem zaczyna się 1 czerwca i trwa do 30 września. Samorządy posiadające „swoje” plaże muszą przestrzegać wymogów, które nakłada ustawa. Do końca każdego roku (31 grudnia) poprzedzającego sezon organizatorzy (w naszym przypadku MOSIR) muszą zgłosić legalne plaże tzn. wykaz kąpielisk.

„MOSiR w Ełku dostał do zagospodarowania kolejną plażę i nie od dziś było wiadome, że większe zasoby ratowników będą niezbędne. W mojej ocenie należało podpisać umowy ze szkołami, stowarzyszeniami i klubami na korzystanie z Parku Wodnego maksymalnie do końca maja, przegląd technologiczny zaplanować na wrzesień i to wtedy, a nie teraz wysłać ratowników na zasłużone urlopy. Ten model sprawdzał się przez wiele długich lat. Oczywiście sprawdza się również doskonale model przerwy technologicznej w czerwcu, ale….w miejscowościach, które nie mają kąpielisk otwartych. Ja rozumiem, że w modelu wrześniowym okres pobierania opłat od dzieci za zajęcia z nauki pływania w Parku Wodnym trochę się skróci, ale pojawi się możliwość uruchomienia, chociażby jednego miejsca do kąpieli nad jeziorem. I tu należy zadać sobie pytanie. Kto planował, kiedy planował, jak i dlaczego właśnie tak???” – pisze niezadowolony Czytelnik.

– Początek czerwca to jedyny dla nas dobry okres, aby naszych ratowników wysłać na urlopy. Mamy w Ełku dwa kąpieliska. Na sezon kąpielowy zatrudniliśmy dodatkowo 10 nowych ratowników – mówi Konrad Siemienkiewicz dyrektor MOSIR. Ełckie plaże będą od 20 czerwca do 1 wrześnie objęte nadzorem i kontrolą ratowniczą w godz. od 10 do 18.

Pierwsze dni czerwca zaskoczyły upałami, a ełczanie już korzystają z uroków lata na miejskich plażach. Wg czytelnika MOSIR powinien przewidzieć warunki pogodowe i zgłosić plażę wcześniej, co oznaczałoby, że już teraz, a nie od 20 czerwca kąpieliska były strzeżone.

 „Gdzie troska o bezpieczeństwo ludzi? Nie wszyscy czekają z kąpielą do momentu poświęcenia wody przez św. Jana. Ostatnie lata pokazały, jak piekielnie gorący może być maj czy czerwiec”. – pisze. – Kierownictwo MOSiR o tym nie wiedziało, a może wkradła się w ich poczynania rutyna; i to w momencie, gdy obiektów nad wodą im przybywa, a nie ubywa? Nie podejrzewam tu nikogo o złą wolę, ale chyba przydałby się w firmie człowiek, który na chłodno przeanalizowałby tę całą sytuację i pokusił się o właściwe wnioski – sugeruje ełczanin.

Do 19 czerwca na plażach miejskich kąpiecie się na własną odpowiedzialność. Od 20 czerwca do 1 września na plażach miejskich przebywać będą ratownicy. Obecność ratowników nie zwalnia rodzica z opieki nad dzieckiem. Ratownicy nie pełnią też roli niańki czy opiekuna.
Ełckie plaże w porównaniu do niektórych sąsiadujących gmin są najdłużej strzeżonymi kąpieliskami w sezonie.


Szanowna redakcjo,
Po przeczytaniu artykułu, który pojawił się dzisiejszego dnia na łamach waszego wydania internetowego, nie mogłem pozostać obojętny na to, o czym mowa w tekście. Czytelnikowi – ełczaninowi, nie podoba się, że na plażach miejskich w Ełku nie ma jeszcze ratowników. W myśl przepisów, które ów ełczanin zapewne doskonale zna, sezon kąpieliskowy w Polsce można zaczynać 1 czerwca i kończyć 30 września. Każdy organizator kąpieliska, w naszym przypadku Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Ełku, ma obowiązek do końca roku kalendarzowego poprzedzającego sezon kąpieliskowy dokonać zgłoszenia zamiaru utworzenia tego kąpieliska odpowiednim organom. Procedura nie jest prosta, ale z pewnością do przejścia, o czym przekonałem się już dwukrotnie.

Faktem jest, że skompletowanie wszystkich niezbędnych dokumentów jest czasochłonne i pracochłonne, ale właśnie dlatego ustawodawca wskazał termin, którego przekroczyć nie wolno. Przygotowując dokumentację dotyczącą planowanego kąpieliska, należy wskazać termin jego otwarcia i zamknięcia. Biorąc pod uwagę wiele czynników, każdy zarządca robi to indywidualnie, ale tak, by zmieścić się w ustawowo wskazanym okresie od 1 czerwca do 30 września. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Ełku wskazał datę otwarcia obu kąpielisk (pierwszy dzień pracy ratowników na kąpieliskach), którymi zarządza – 20 czerwca 2019, a datę zamknięcia (ostatni dzień pracy ratowników na kąpielisku) – 1 września 2019 r.

Analizując sytuację funkcjonowania innych kąpielisk w regionie (strona https://sk.gis.gov.pl) łatwo zauważyć, że Ełk nie jest wyjątkiem. W Olecku jedno kąpielisko będzie pracowało w okresie od 20.06 do 31.08, a drugie od 01.07 do 31.08. W Augustowie jedno kąpielisko zacznie pracę 23.06, a skończy 01.09, drugie zacznie 01.07, skończy 31.08. W Suwałkach kąpielisko będzie otwarte od 01.07 do 31.08. W Mikołajkach i Gołdapi – od 15.06 do 31.08 (pięć dni wcześniej niż w Ełku). W Giżycku jedno (miejskie kąpielisko) – od 21.06 do 31.08, a Kąpielisko Centralnego Ośrodka Sportu-Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Giżycku (COS-OPO) wyjątkowo od 15.06, aż do 30.09. W Węgorzewie kąpielisko zacznie pracę 22.06, skończy 31.08. Olsztyn wszystkie kąpieliska otwiera 19.06, a zamyka 01.09. Jasno widać, że Ełk nie stanowi na tym tle żadnego wyjątku. Biorąc pod uwagę naszą strefę klimatyczną (możliwość upalnego czerwca, jak również ulewnego), koszt utrzymania ratowników w gotowości (gdyby kąpieliska były otwarte od 01.06), koszt zwiększonej liczby badań wody oraz inne mniej istotne składowe, zarządcy decydują się jednak na rozpoczynanie sezonu kąpielowego właśnie wraz z początkiem wakacji. To w okresie wakacji osób korzystających z kąpielisk jest najwięcej.

Przerwa technologiczna w ełckim Parku Wodnym, od kilku lat jest prowadzona w okresie czerwcowym. Ustawiona została tak, by zajmować dwa ostatnie tygodnie pracy szkół i pierwszy tydzień wakacji (wtedy pracują już ratownicy na kąpieliskach). Jest to optymalny czas zarówno pod kątem pracy Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, jak i szkół korzystających z pływalni. Umowy, o czym skarżący ełczanin zapewne nie wie, są podpisywane z podmiotami korzystającymi z Parku Wodnego właśnie do chwili rozpoczęcia przerwy technologicznej. Wrzesień to zdecydowanie zły okres na trzytygodniową przerwę w pracy Parku Wodnego, chociażby z uwagi na klasy pływackie w naszych miejskich szkołach. Okres wakacji to półkolonie, których jesteśmy organizatorem i które korzystają z Parku Wodnego, a także liczne zgrupowania klubów sportowych, dla których Ełk jest atrakcyjnym miejscem na zorganizowanie zgrupowania właśnie ze względu na możliwość skorzystania z pełniej infrastruktury – boiska, hala, pływalnia. Kwestia planowania pracy ratowników to pilnowanie również przestrzegania prawa do wypoczynku, w tym do urlopu. W okresie roku szkolnego trudno jest wygospodarować dwutygodniowy urlop dla ratownika pracującego w Parku Wodnym, z uwagi na wiele czynników. Uzupełnianie składu ratowników o ratowników sezonowych zaczyna się już w lutym. Wielu z nich (ratownicy zatrudnieni na sezon) to uczniowie lub studenci, którzy mogą rozpocząć pracę w określonym, konkretnym czasie. Nasi stali ratownicy idą na urlop właśnie w czasie przerwy technologicznej i tuż przed otwarciem kąpielisk. Wypoczęty pracownik to dobry pracownik.

Podsumowując – byłbym daleki od oceny pracy innych jednostek nie znając ich specyfiki. To, co widzimy i czujemy, nie czyni z nas ekspertów. Rozumiem, że dzisiejsza technologia pozwala rozwijać wodze fantazji na internetowych forach i poddawać ocenie wszystko i wszystkich. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Ełku jest otwarty na wszelkie uwagi i sugestie swoich klientów, niemniej milej jest, gdy ktoś zgłasza się do nas osobiście na konkretną, merytoryczna, rzeczową rozmowę, a nie wykorzystuje ekran komputera by schować się za nim i oskarżać jednostkę o złą wolę lub brak działań. Takie zachowanie obraża tych, którzy na co dzień pracują dla ełczan i na rzecz ełczan, poświęcając nieraz więcej niż etat.
W Powiecie Ełckim zgłoszone są tylko dwa kąpieliska. Oba są w zarządzie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Ełku. Jeśli skarżący ełczanin chciałby uzyskać więcej informacji na poruszane przez siebie tematy, zapraszamy do nas, do biura Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Ełku.

Z wyrazami szacunku
Konrad Siemienkiewicz
Dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Ełku

Czytaj więcej
Reklama
2 komentarze

2 komentarzy

  1. Avatar

    Skarżypyta

    13 czerwca 2019 w 12:39

    Oj Paweł, Paweł …

  2. Avatar

    Jan

    13 czerwca 2019 w 08:51

    Nie zawracajcie głowy basenem. Prezio po dziwną nagrodę pojechał wszyscy czekają. Wypełnił ankietę. Wie już jak to robić. Nie samymi kwiatkami i mostkami się przecież zajmuje.

Zostaw odpowiedź

Pod napięciem

Trudna droga na Mazury. „Ratujmy Mazury” chce dialogu o S16

miasto-gazeta.pl

Publikacja

/

Z końcem maja Sejmik Województwa Warmińsko – Mazurskiego wykreślił z podjętej uchwały poparcie dla budowy drogi S16 w wariancie proponowanym przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. „Ratujmy Mazury” uważa, że to ważny krok na drodze do zatrzymania inwestycji dewastującej przyrodniczo i ekonomicznie Krainę Wielkich Jezior Mazurskich oraz rozpoczęcia faktycznego dialogu społecznego. Bo, z tym że drogi trzeba zmodernizować, zgadzają się wszyscy.

Uchwała w sprawie budowy drogi ekspresowej S16 na odcinku Olsztyn – Ełk została podjęta przez Sejmik Województwa Warmińsko-Mazurskiego 28 maja. Wniosek o jej podjęcie złożyli radni PIS, natomiast ostatecznie, tuż przed głosowaniem, wyszli z sali, gdyż z treści wykreślono poparcie dla działań GDDKiA. Mimo to uchwała w sprawie poparcia budowy drogi S16 została przyjęta. Proponowany przez drogowców przebieg tej trasy – mającej służyć przede wszystkim ciężarowemu ruchowi tranzytowemu – we wszystkich zakładanych wariantach prowadzi przez najcenniejsze przyrodniczo i krajobrazowo tereny Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Z wykreślenia poparcia dla GDDKiA przez Sejmik cieszą się członkowie inicjatywy społecznej „Ratujmy Mazury”.

— Działania GDDKiA wzbudzają ogromny opór społeczeństwa. Nie chcemy wybierać między złym wariantem u nas a złym u sąsiadów — podkreślają działacze „Ratujmy Mazury”. — Drogi muszą być modernizowane, ale Kraina Wielkich Jezior Mazurskich to nie trasa dla tysięcy tirów dziennie. Zamiast wspierania rozwoju oznacza gospodarczą i turystyczną śmierć regionu. Koncepcja transportu na Mazurach musi brać pod uwagę unikalny charakter tego miejsca – dodają.

W wydanym oświadczeniu mówią jasno: — Chcemy dobrych, bezpiecznych i wygodnych dróg dla mieszkańców województwa. Nie uważamy, że żółwie i orły są ważniejsze od ludzi. Uważamy jednak, że Kraina Wielkich Jezior Mazurskich – Cud Natury – jak głosi od lat hasło promocyjne regionu, nie jest przestrzenią odpowiednią dla tysięcy tirów dziennie. Cudy natury należy chronić, a nie niszczyć, a żeby to zrobić, trzeba odróżnić potrzeby regionu od potrzeb międzynarodowego ciężarowego ruchu tranzytowego. Te pierwsze zasługują na dobre rozwiązanie drogowe, te drugie na alternatywę.

W sprawie działań GDDKiA zabrali również głos samorządowcy Mrągowa, Mikołajek, Orzysza i Rynu, wydając wspólne stanowisko.

— Droga krajowa nr 16 ma po przebudowie spełniać funkcję międzynarodowego korytarza transportowego i przebiegać przez cenne przyrodniczo, krajobrazowo i turystycznie tereny, które stanowią podstawę gospodarki tego obszaru […] Nie chcemy być postrzegani jako ci, którzy hamują rozwój naszego województwa, nie możemy jednak dopuścić, aby decyzje w tak ważnej dla Mazur sprawie zapadły bez pełnej analizy możliwych skutków tego przedsięwzięcia, zarówno tych przyrodniczych, krajobrazowych, jak i gospodarczych czy społecznych.

„Ratujmy Mazury” uważa, że uchwała i wyrażony w niej brak poparcia ze strony Sejmiku Województwa dla obecnych działań Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad to pierwszy tak poważny krok do rozpoczęcia w tej sprawie dialogu społecznego z prawdziwego zdarzenia. Dlatego „Ratujmy Mazury” oraz samorządowcy z gmin zagrożonych inwestycją nie ustają w wysiłkach zmierzających do przeprowadzenia dyskusji i rzetelnych konsultacji społecznych, które nie będą sprowadzały się jedynie do pokazania kolejnych wersji trasy S16, ale pozwolą wspólnie wypracować możliwe rozwiązania, godząc interesy transportu drogowego przy zachowaniu obecnego charakteru Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.

Inne zdanie w sprawie budowy S16 ma Jerzy Szmit szef struktur PiS w okręgu olsztyńskim. — Okazało się, że środkowe Mazury: Ryn, Orzysz, Gmina Mrągowo, Mikołajki nie chcą drogi — pisze na swoim profilu społecznościowym. — Należałoby raczej powiedzieć, że ze środkowych Mazur dochodzą głosy, że nie chcą drogi. No może trochę chcą, ale żeby szła gdzieś tam na północy, a może na południu. W każdym razie, żeby ich tereny omijała, bo w sumie jest im bardzo dobrze i żadnej zmiany nie potrzebują. Dzieciaki już dawno wyjechały w świat, może jest nudno, biednie, czasem nawet beznadziejnie, ale życie bezstresowe ma wiele uroków. Cisza, spokój, czyste powietrze. Nikomu nie spieszy się, zawsze jest czas, żeby pogadać. Tam, gdzie trzeba dotrzeć, żeby sprawy pozałatwiać to i rowerem da radę dojechać. Po co więc tak droga — tylko smród i hałas.

Inni niezadowoleni to Mazurzy wakacyjni, odwiedzający nasz region okazjonalnie, czasem kilka razy w roku. Oni również drogi nie potrzebują. Mają dobre auta, jakoś dojadą, do swoich domów, pensjonatów, hoteli. Trochę dłużej trzeba będzie jechać, droga kręta, na pieszych i rowerzystów należy uważać, czasem dzikie zwierzęta ominąć, albo hodowlane przepuścić — ale w sumie w końcu na odpoczynek się jedzie. Co im potrzebne na kilka dni, ze sobą przywiozą, nikogo i niczego nie potrzebują. Tylko żeby nikt i w nic im się nie wtrącał i spokój był.

Na wpis polityka PiS inicjatywa „Ratujmy Mazury” nie pozostała obojętna. — Drwi Pan z naszej „ciszy, spokoju, czystego powietrza” – a to jest majątek naszego kraju! — odpowiadają na swoim FB. — Potrzebujemy lepszych dróg, ale nie tysięcy TIR-ów, które sprowadza nam Pan do Cudu Natury — Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Drwi Pan z nas, Polaków, z których część głosowała na Pana partię — także w nadziei, że inaczej będziecie z nami rozmawiać. Drwi Pan z turystów i ludzi, którzy kochają Mazury i stają w ich obronie. Mają do tego prawo, bo to jest przestrzeń, której nikt nie jest właścicielem, ale odpowiadamy za nią wszyscy — bo jest dobrem Polski, a nie miejscem pod drogę tranzytową.

22 maja, na sesji miejskiej samorządowcy ełccy jednogłośnie poparli budowę drogi S16. 
Realizowana od lat budowa odcinków drogi nr 16 w ramach kolejnych etapów inwestycji przyczynia się do rozwoju całego obszaru województwa warmińsko-mazurskiego, a w szczególności subregionu ełckiego. Ma wpływ na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym i zmniejsza wykluczenie komunikacyjne regionu. Inwestycja ta stanowi ogromną szansę dla mieszkańców, ale również turystów i inwestorów. Jej realizacja, a w szczególności wybór wariantów inwestycji powinna odbywać się na zasadach zrównoważonego rozwoju. W sposób szczególny priorytetowo powinno być brane pod uwagę dziedzictwo przyrodnicze Mazur, uwarunkowania społeczne, przyczyniając się do rozwoju społeczności lokalnych, poprawiać bezpieczeństwo i wspomagać wzrost gospodarczy — brzmi treść uzasadnienia stanowiska Rady Miasta Ełku.

Czytaj więcej

Pod napięciem

Na „świętych hektarach” ma powstać hala. Mieszkańcy protestują

Renata Szymaszko

Publikacja

/

W miejscu dwóch boisk ma pojawić się hala sportowa

Towarzystwo Salezjańskie ma ambitne plany budowy. Oprócz zbudowania prywatnej szkoły podstawowej planuje na swoim terenie także budowę trzykondygnacyjnej hali sportowej.

Mieszkańcom okolicznych bloków nie do końca podoba się ta inwestycja. Jak twierdzą, wybudowanie hali sportowej nie tylko wpłynie negatywnie na krajobraz osiedla, ale także obniży wartość ich nieruchomości. Dodatkowo nowa inwestycja, wg protestujących, pozbawi ich promieni słonecznych, jak i zasłoni widok na jezioro.

Innym argumentem podnoszonym przez sprzeciwiających się mieszkańców jest argument likwidacji kolejnych terenów zielonych, parkingów czy miejsc rekreacyjnych pod wybudowanie drogi pożarowej, która jest niezbędna przy tego typu inwestycji.

Lokatorzy w ramach swojego sprzeciwu wystosowali pisma z prośbą do prezydenta Ełku, jak i do zarządu Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Złożyli też petycję do Komisji skarg, wniosków i petycji.

Dziś już wiadomo, że protestujący mają poparcie Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej. Teraz szukają go u radnych. Jak dowiadujemy się z posiedzenia KSWiP, na wsparcie urzędu mieszkańcy raczej liczyć nie mogą. Budowa hali nie będzie nawet przedmiotem konsultacji społecznych, które odbędą się w najbliższym czasie w sprawie m.in. budowy salezjańskiej szkoły. Dyskusję o budowie pawilonu sportowego oponenci będą musieli podjąć sami.

— Mamy nadzieję, że uda nam się osiągnąć jakiś kompromis — mówi jeden z protestujących. — Salezjanie robią naprawdę fajne rzeczy, ale dobrze byłoby, gdyby brało też pod uwagę nasz interes, a nie tylko swój. Budowa szkoły i hali to bogata oferta dla potencjalnego klienta. Nam natomiast wartość naszych mieszkań spadnie.

O ile budowę szkoły przez salezjanów mieszkańcy okolicznego bloku są w stanie „przełknąć”, tak hala zaczyna być kością w gardle. Tym bardziej że jeszcze do niedawna o jej budowie nie wiedziała duża część mieszkańców, jak i sama MSM.

Obecne ustalenia miejscowego planu zagospodarowania dla tej działki pozwalają na zabudowę sakralną tj. kościół z Domem Zakonnym oraz Oratorium wraz z zespołem rekreacyjno — sportowym. Wychodzi na to, że zespół rekreacyjno — sportowy, który jest obecnie kompleksem boisk, zostanie zamieniony na halę. Hala sportowa ma sięgać 11 metrów wysokości – to praktycznie 4 piętrowy blok. Cudem architektonicznym też raczej nie będzie.

— Nie jestem przeciwnikiem szkół prywatnych, ale w tym przypadku uważam jej lokalizację za wysoce niefortunną — mówi radny Ireneusz Dzienisiewicz.— Miasto planuje wydać ponad 20 milionów złotych na rozbudowę już istniejącej szkoły i to znajdującej się w odległości kilkuset metrów. Dodatkowo lokalizacja hali sportowej w samym środku osiedla, oszpeci okolicę oraz panoramę naszego jeziora. Kościół znajduje się na wyjątkowo atrakcyjnej działce. Szkoda, że kolejny fragment naszego miasta może zostać oszpecony budynkiem niepasującym do reszty krajobrazu.

Komentarz
„Kościół” i związki wyznaniowe są uprzywilejowane, jeżeli chodzi o obrót gruntami i nieruchomościami. Ziemię pod np. zabudowę sakralną mogą kupić od samorządu już nawet z wieloprocentową zniżką. Ustawa z 1989 roku zagwarantowała im wysokie ulgi podatkowe, ubezpieczenie zdrowotne, czy właśnie obrót ziemią i budynkami na wolnym rynku. Ze swoich przywilejów Kościół umiejętnie korzysta, a samorządy sprzeciwić się nie potrafią.

Wybudowanie szkoły i hali przez Towarzystwo Salezjańskie jest ideą zacną. Brakuje w naszym mieście prywatnych placówek edukacyjnych, które byłyby alternatywą dla tych miejskich. Problemem jest to, że lokalizacja tych inwestycji nie do końca wpisuje się w nadjeziorny krajobraz. Wielu mieszkańców twierdzi, że miasto pozbyło się najatrakcyjniejszej działki w tej części Ełku, oddając ją w ręce Kościołowi. I choć idea zacna i szczytna to kompletnie, jeżeli chodzi o rejon niezrozumiała. Osiedle Jeziorna będzie miało do dyspozycji aż dwie szkoły podstawowe, tymczasem osiedle Tuwima nie dysponuje żadną.

Nieoficjalnie pojawiła się też informacja, że na „Barankach” ma powstać 3. podstawowa szkoła katolicka. Takie plany ma ponoć parafia św. Jana Pawła II w Ełku, która pod swoją kuratelą ma Niepubliczne Katolickie Przedszkole „U Lolka”.

Niesprawiedliwością gospodarczą jest także to, że na nabytych „świętych hektarach” za grosze, dziś będzie się uprawiać działalność komercyjną.

Wielu mieszkańców pyta nas także o to, czy w Ełku protesty mają jakiś sens?
Każde wyrażenie swojego zdania, nawet sprzeciwu, jest dojrzałym rozumieniem działania obywatelskiego opartym na zasadach demokratycznych. Nie ma bowiem większej siły niż ta, która tkwi w ludziach.

O konsultacjach społecznych w sprawie m.in. budowy szkoły pisaliśmy tutaj:  http://miasto-gazeta.pl/jak-ratusz-slucha-mieszkancow-elku/ .

Tak ma wyglądać hala sportowa. Projekt z fejsbuka parafii

Czytaj więcej

Pod napięciem

Brzydka firma w ładnym Ełku

Renata Szymaszko

Publikacja

/

Renata Szymaszko

Mieszkaniec Ełku Cezary D. walczy o dojazd do swojej posesji, na której prowadzi od wielu lat działalność gospodarczą — skup makulatury i surowców wtórnych. Do tej pory dojazd gwarantowała mu biegnąca wzdłuż jeziora ełckiego gruntowa droga. Teraz będzie tam ścieżka rowerowa.

Problem w tym, że mieszkaniec ma dojazd do swojej działki także od strony ul. Zamkowej. Ta gruntowa stanowiła dodatkowy trakt do firmy pana D. Kłopot także w tym, że parcela ełczanina ma dosyć specyficzne położenie. Działkę bowiem dzieli skarpa o różnicy w poziomie 5 metrów. Zlikwidowanie dojazdu od strony jeziora do miejsca działki, na której stoją budynki służące do prowadzenia działalności gospodarczej, nie tylko przysporzy mu wiele kłopotów, ale uniemożliwi wręcz prowadzenie działalności. Działalności, z której Cezary D. utrzymuje swoją rodzinę.

Pan Czarek próbuje więc wpłynąć prośbą na zmianę decyzji miejskiego magistratu. Jednak jak twierdzi, spotyka się z ciągłą odmową urzędników i brakiem zrozumienia. Jedni twierdzą, że gruntowa droga nie jest drogą i de facto nie istnieje. Drudzy, że jego działalność jest za brzydka i nie pasuje do ładnego Ełku. Absurdalne argumenty, brak zrozumienia i walka o przetrwanie spowodowały, że mieszkaniec szukać będzie pomocy nawet w prokuraturze, w kwestiach administracyjnych.
Treść prośby, którą wystosował do prezydenta Ełku Tomasza Andrukiewicza, jest tak przejmująca i empatyczna, że mogłaby być świetnym materiałem na książkę.

PROŚBA
„Zwracam się do pana, jak i do Urzędu Miasta o uwzględnienie konieczności przejazdu do miejsca, w którym prowadzę od wielu lat działalność gospodarczą znajdującą się na działce nr 566 (od strony jeziora), będącej moją własnością. Na ww. działce garażuję także swoje auta służące mi do prowadzenia działalności skupu surowców wtórnych. Dojazd do miejsca prowadzenia działalności gospodarczej od ulicy Zamkowej jest niemożliwy poprzez dużą różnicę w poziomie terenu (ponad 5 metrów) na krótkim dystansie (skarpa).

Proszę o uwzględnienie wjazdu i dojazdu samochodu dostawczego, jak i ciężarowego, który jest niezbędny do prowadzenia mojej działalności. Po wizji lokalnej, która odbyła się po uprzednim spotkaniu i umówieniu z pana zastępcą Arturem Urbańskim w Urzędzie Miasta, na którą przybył wraz z prezes Zespołu Inwestycyjnego — Haliną Bender i urzędniczką, aby znaleźć rozwiązanie problemu i naocznie sprawdzić, iż realny dojazd do owego budynku istnieje tylko od strony jeziora.

Wizja lokalna zakończyła się stwierdzeniem przedstawicieli urzędu, że faktycznie nie jest możliwy dojazd do miejsca prowadzenia działalności od ul. Zamkowej (drugi wjazd – red.).
Wobec powyższych faktów i okoliczności proszę o uwzględnienie 90 metrów drogi dojazdowej, po której mogłyby dojeżdżać auta i nadal mógłbym pracować i funkcjonować.
Nieuwzględnienie wniosku doprowadzi do upadłości mojej firmy z uwagi na brak możliwości dowozu surowców wtórnych, jak i ich wywiezienie. Rodzina moja straci możliwość zarobkowania i doprowadzi to do bankructwa.

UZASADNIENIE
„Budynek, w którym prowadzę działalność w formie skupu makulatury i surowców wtórnych, powstał na początku XX wieku, i zbudowany został przez Niemców w technologii typu »mur pruski«, czyli od środka cegła dziurawka i drewniane bale. Pełnił on funkcję magazynu stanicy wodnej. W latach powojennych służył właścicielom jako skład płodów rolnych i siana. W roku 1983, kiedy siedlisko kupili moi rodzice, w tymże budynku mój ojciec prowadził zakład kamieniarsko – pomnikarski, w międzyczasie remontując ten budynek, gdyż stan murów tego wymagał. Zważywszy na trudności za czasów tzw. komuny, z pozyskiwaniem i ograniczoną dostępnością podstawowych materiałów budowlanych typu cegła, pustak, ojciec posiłkował się materiałami z rozbiórek.
Zakład kamieniarsko – pomnikarski był prowadzony z dużym powodzeniem i rentownością do roku 1989 i przemian polityczno-gospodarczych. Potem „przyszła” hiperinflacja, która wpędziła moją rodzinę i zakład w bankructwo, nędzę i nie do opisania problemy.  Obrazując w telegraficznym skrócie:

Kwiecień 1989 — początek sezonu pomnikarskiego. Mój tata ma podpisanych ok. 50 umów na wykonanie pomników, wartości ogólnej kupna 2-3 domów. Pół roku później, wskutek wspomnianej hiperinflacji owe pieniądze nie były w stanie pokryć nawet w połowie zakupu materiałów niezbędnych do wykonania takiego pomnika. Pod koniec sezonu pomnikarskiego, który kończył się z dniem 1 listopada, mój ojciec nie był w stanie wywiązać się z powyższych zobowiązań, gdyż ceny materiałów i usług poszybowały w górę, a na umowach była cena sprzed inflacji. Tata śmiał się przez łzy, mówiąc: sprzedała baba koszyk jajek na targu i zapłaciła za pomnik”. Mój ojciec, pomimo że nigdy nie pożyczył od nikogo ani złotówki — został z olbrzymimi długami i zleceniami do wykonania. Tata załamał się psychicznie, popadł w alkoholizm. W ciągu niespełna roku nasza rodzina, z dobrze sytuowanej, spadła na samo dno.
Mama musiała wyprzedawać z domu wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, aby wykarmić mnie i trójkę mego młodszego rodzeństwa. Sprzedane zostało wszystko: dębowe rzeźbione meble, obrazy, kryształy — jednym słowem wszystko. Zostaliśmy z wersalkami i stołem kuchennym, w starym poniemieckim domu, budowanym również w technologii „muru pruskiego”, wymagającego natychmiastowego kapitalnego remontu. Zdaniem nadzoru budowlanego groził zawaleniem.

Lata 1990-1995 to lata biedy i skrajnego ubóstwa — żyliśmy z pomocy opieki społecznej oraz pracując jako dzieci przy pracach sezonowych — zbiór ogórków, truskawek, kwiatu lipy, grzybów. Alkoholizm ojca i problemy zdrowotne moich braci szły w parze z biedą nie do opisania.

W roku 1995 za pożyczkę zaciągniętą w PFRON na brata, będącego po amputacji nóg i części rąk, otworzyliśmy skup makulatury i surowców wtórnych. Minęło osiem bardzo ciężkich, mozolnych i pracowitych lat, zanim nasza rodzina pospłacała długi i zobowiązania oraz wyremontowała walący się dom.
Po śmierci brata, w 2004 r., „wziąłem” firmę na siebie i prowadzę ją do dziś, jako jednoosobową działalność gospodarczą, w której pomaga mi mój drugi niepełnosprawny brat i pozostała najbliższa rodzina, łącznie z małoletnimi dziećmi. Ciężkie i tragiczne w skutkach wydarzenia, które dotknęły moją rodzinę, to tylko nieliczne z wielu i opisane w wielkim skrócie, by zbyt nie wydłużać pisma i prośby. Odwołuję się do pana jako Prezydenta Ełku, ale także jako człowieka z sercem, niepozbawionego empatii i zrozumienia, i proszę wraz z rodziną o to, aby brakiem dojazdu nie odbierał nam pan pracy, chleba […]”.

Tym przejmującym bardziej listem niż prośbą, mieszkaniec Ełku, zakończył swoje pismo i cierpliwie czekał na odpowiedź. Ta przyszła 27 lutego tego roku, ale ustosunkował się do niej nie Tomasz Andrukiewicz, a jego zastępca Artur Urbański.

Pismo definitywnie wskazywało, że szanse na spełnienie prośby obywatela miasta są marne. Z dokumentu wynika, że droga, o którą zabiega bohater naszego artykułu, decyzją urzędową została wyłączona z eksploatacji przejścia i komunikacji. Dokument „zaleca” także zlikwidowanie istniejącego tam od lat zjazdu na potrzeby budowy ścieżki pieszo — rowerowej.

— Na każdym etapie historii tego budynku i siedliska, odkąd władze jeszcze niemieckiego miasta Ełk wybrały ziemię, z której usypana została grobla, łącząca wyspę zamkową ze stałym lądem i odkąd stoi tam mój budynek, czyli od ponad 100 lat, była tam droga szutrowa — mówi pan Cezary. — Pojęcia nie mam kto i na jakim etapie przeoczył ten fakt, twierdząc, że nie ma tam żadnej drogi na mapach.

Cezary D. nie zgodził się z decyzją włodarzy i skierował wniosek o wznowienie postępowania administracyjnego do Starosty Powiatu Ełckiego, zarzucając jednocześnie urzędowi miejskiemu, że ten pominął go jako stronę, gdyż jego działka graniczy ze wspomnianą ścieżką rowerową. Starostwo Powiatowe w Ełku pozostawiło sprawę bez rozpoznania, ze względu na błędy formalne w piśmie skarżącego. Cezary D. zamierza więc skierować sprawę do prokuratury.

Problemem zainteresowali się też radni miejscy, wielokrotnie apelując o pozytywne załatwienie sprawy. Jak się ona zakończy — nie wiadomo. Wiadomo jednak, że owa ścieżka pieszo — rowerowa miała być łącznikiem z kładką na jeziorze ełckim od strony Chruściel. Dziś wiemy, że kładki w tym miejscu nie będzie. Pozostanie więc ścieżka rowerowa prowadząca do …. nie wiadomo. Przynajmniej na razie.

Czytaj więcej

komentowane

Piszą dla Was

Adam Sobolewski

Adam Sobolewski

Renata Szymaszko

Renata Szymaszko

Agnieszka Czarnecka

Agnieszka Czarnecka

Poza prawem

czytane