Copyright MIASTO-GAZETA.PL 2016
MG.plPod napięciemJAZDA PO ŻYDACH?

JAZDA PO ŻYDACH?

W lutowym wydaniu gazety pisaliśmy o tzw. Górce Żydowskiej przy Placu Jana Pawła II, która zimą służy do jazdy na sankach. Temat spotkał się ze sporym odzewem Czytelników, jest w nim dużo przypuszczeń i hipotez. Najważniejsze pytanie brzmi: czy Jerusalemberg kryje w sobie ludzkie szczątki?

W artykule użyliśmy sformułowania, iż miejska legenda głosi, że w miejscu tym pochowani są ludzie, są tam czaszki i kości. Nasi Czytelnicy uważają, iż to nie jest wcale legenda, tylko fakt.

— W latach 50. ta górka była o wiele większa, jeździłem tam na sankach, zjeżdżało się wtedy w kierunku ulicy Kilińskiego — wspomina ełczanin Zbigniew Achramowicz.

— Zimą jak spadł śnieg, nic tam widać nie było, ale latem jako młody chłopak chodziłem tam, szperałem i widziałem czaszki ludzkie i kości piszczelowe. Nie znam się na pochówku u Żydów, ale wydaje mi się, że ta górka została usypana specjalnie, cała ona jest z piasku, po wojnie kopano tam na potrzeby budowy. Majaczy mi też w pamięci taki obraz, że jak się stanie na tej górce i spojrzy się w kierunku rzeki, to po lewej stronie stał taki domek. Nie wiem, czy to była żydowska kostnica, czy służył do modlitwy, chyba był murowany.

Czaszki i kości widziałem na pewno, na dziecku 10- letnim takie rzeczy robią ogromne wrażenie i zapadają w pamięć. Jak przeczytałem o legendzie, to chcę to sprostować, to jest prawda, rosły tam brzozy, górka była 3-4 razy wyższa i bardziej rozłożysta. Podejrzewam, że jak robiono remont ulicy Kilińskiego, to potrzebowano ziemi, a tam była i ją wykorzystano.

Podobne wspomnienia ma inny nasz Czytelnik.
— To nie jest legenda, to tkwi w ludzkiej pamięci — mówi pan Zygmunt. — Wykopywaliśmy stamtąd ludzkie kości, miejsce okryte było zgrozą i tajemnicą, przyciągało.

Ciekawe spostrzeżenia dotyczące tej sprawy można znaleźć na forum internetowym na stronie sercemazur.pl.

— Górka Jerozolimska? Dzisiaj jest jej tylko żałosna, szczątkowa pozostałość.
Była ona oazą wśród zalewanego okresowo gruzowiska, jeszcze na początku lat siedemdziesiątych były tam resztki kutego ogrodzenia i resztki macew z gwiazdami Dawida, nie mam więc wątpliwości, że był tam cmentarz żydowski — pisze mohle.

— Czy Żydzi mogli być chowani na tej górce? Wydaje mi się, że tak, jak każdy obcy, który przebywał i zmarł w mieście. Jednak myślę, że nie pochowano tutaj znaczącej liczby Żydów, by mogło to wpłynąć na nazwę górki, a tym samym Górka Jerozolimska nigdy nie była cmentarzem żydowskim. Mam swoją „teorię” dotyczącą nazwy górki. Górka ta mogła być tak nazywana z pewną ironią przez „wyższe sfery” – uważa z kolei paradys.

Patrząc na tę sprawę z perspektywy źródeł historycznych, nie ma jednak wątpliwości, że w tym miejscu byli pochowani ludzie.

— W Archiwum Państwowym w Suwałkach zachowała się korespondencja pomiędzy organami Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Ełku i Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Białymstoku z roku 1955 — mówi Kazimierz Bogusz, dyrektor Muzeum Historycznego w Ełku.

— W pismach tych poruszana jest sprawa cmentarza żydowskiego u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Kilińskiego w Ełku, który jest zdewastowany i trzeba tam zrobić porządek. Mowa jest też w tych dokumentach o bożnicy w tym miejscu, ale jest to raczej pomylenie pojęć i chodzi o taki dom pożegnań charakterystyczny dla judaizmu.

Ełccy Żydzi — kupcy i przewoźnicy


Tutejsi Żydzi trudnili się przede wszystkim kupiectwem i spedycją, m.in. tekstyliami handlowali:
Felix Kellermann, Julius Kaulbars, Simberg, Tikotzki, Perl, Raphael, Brintlinger, obuwiem — Horst Kellermann, porcelaną — Leo Herrmann, wyrobami zbożowymi — Rosenthal, starzyzną — Salomon.

Byli także m.in. agenci handlowi, restauratorzy (David Simberg), handlarze końmi (Herrmann Rehfeld), aptekarze (Leo Frankenstein), a nawet nauczyciele muzyki (Johanna Conrad) czy posiadacze ziemscy (Hermann Pollnow). Pralnię prowadził Alpert, a porad prawnych udzielał dr Blumberg.

Nadzwyczaj obrotnym przedsiębiorcą był Moritz Hirschfeldt, współinicjator wydania książki adresowej powiatu ełckiego w 1930 r.
Cała publikacja była dosłownie usiana jego reklamami, w których zachwalał swój dom handlowy m.in. hasłami: „W największym sklepie — największy wybór”, „Dział futer należy do największych w prowincji”, „U Moritza Hirschfeldta panie znajdą zawsze ubiory najnowszych fasonów”.
Źródło: www.sztel.org.pl


 

Podziel się
Napisz, co o tym myślisz ;-)

Komentarze