Copyright MIASTO-GAZETA.PL 2016
MG.plPod napięciemNowy radny Przygodziński na tapecie stowarzyszenia. Na własne życzenie?

Nowy radny Przygodziński na tapecie stowarzyszenia. Na własne życzenie?

Czym różni się obecność od nieobecności radnych? Takie pytanie zadaje stowarzyszenie Adelfi, które bardzo skrupulatnie przygląda się pracy ełckich samorządowców. Pod lupą znaleźli się radni miejscy. Wolontariackie czujne oko stowarzyszenia wypatrzyło „postawę” nowego radnego, której niestety ładnie nazwać nie można.

Ale o co chodzi?
Marcin Przygodziński (Dobro Wspólne), dopiero poznający nową rolę radnego miejskiego (31 stycznia tego roku złożył ślubowanie — przyp. red.), uczy się złej praktyki obowiązującej w ełckiej radzie — opiniuje sprawę Adelfi. — Podczas połączonych prac Komisji Turystyki, Sportu i Rekreacji oraz Oświaty i Kultury, która rozpoczęła się o 12.30, doszło do kuriozalnej sytuacji. Radny Przygodziński dotarł na komisję o 13.45 i uczestniczył w jej ostatnich chwilach, obrady zakończyły się bowiem 10 minut później. Nie przeszkodziło mu to jednak w podpisaniu się na liście obecności. — Radny Przygodziński 22 marca podpisał listę obecności, uczestnicząc w komisji tylko 10 min — komentuje zajście stowarzyszenie.

Jak widzi sprawę sam Przygodziński? — To szukanie dziury w całym.
— Spóźniłem się, bo miałem inne obowiązki — tłumaczy się radny. Pani z biura rady, sama przyszła i dała mi listę do podpisania. I było to dla mnie zaskoczeniem. Zgłoszę, że byłem nieobecny, żeby ktoś nie pomyślał, że jestem łasy na kasę. To takie szukanie dziury w całym. Bardzo chciałem być na komisji, a pani, która dała mi do podpisania listę, nie pomyślała o tym, co robi. Ja odstępuję od tych pieniążków. Ktoś, zamiast przyjść do mnie i porozmawiać normalnie to poleciał do biura robić aferę. Nie „przyleciałem” po to, aby dostać sto złotych. Jeżeli jednak te pieniążki dostanę, to przeznaczę na cel charytatywny i do stowarzyszenia Adelfi zgłoszę tę informację.

Zachowanie nowego radnego, nie jest jakimś ewenementem, ponieważ często w radzie zdarzają się takie przypadki i być może przykład idzie od starszych radnych.

— Radni często podpisują się na liście, znikając przed końcem sesji lub wychodzą kilkakrotnie w trakcie jej trwania, nie uczestnicząc w tym czasie w głosowaniach — ocenia sytuację Adelfi. — Na prowadzonym przez nas portalu „Mam Prawo Wiedzieć” taką sytuację oznaczamy jako „głos nieoddany” obok „za/przeciw/ wstrzymał-a się”). Nie przywołujemy już nawet sytuacji, gdy radny lub radna obecni są podczas obrad jedynie ciałem, duchem załatwiając swoje sprawy w telefonie lub laptopie. Wszystko dzieje się przy milczącym przyzwoleniu przewodniczących oraz innych członków rady.

Jak ocenią sytuację koledzy?

Michał Tyszkiewicz: PiS (radny miejski)
— Nie zauważyłem nawet, że radny Przygodziński był na Komisji. Ale zdarzały się przypadki, że radni  przychodzą, podpisują listę i wychodzą. Jednak to kwestia zasad etyki radnego i jego kultury osobistej.

Ireneusz Dzienisiewicz „Łączy nas Ełk” radny miejski
— Jestem szefem komisji rewizyjnej, to mała komisja, ale nasi członkowie, gdy się spóźnią, to o tym informują. Przeważnie mamy frekwencję 100%. Czasami nawet zdarza się tak, że poczekamy na naszego członka i nie rozpoczynamy obrad, gdyż wiadomo, człowiek też ma różne sprawy. Wypracowaliśmy sobie taką sytuację i u nas zasada dżentelmeńska bardzo dobrze działa.

Adam Dobkowski (PO) radny poprzedniej kadencji
— Jest to niestosowne działanie radnego. Jest niewłaściwe i niewskazane. Jeżeli ktoś piastuje funkcję publiczną, wybieralną, powinien stosować się do pewnych zasad.

Złe praktyki zauważył już wcześniej, radny Piotr Karpienia (DW), który próbował zmienić panujące złe nawyki, ale pomysł nie spotkał się z aprobatą innych radnych, a na drodze prawdopodobnie stanęły bariery prawne.

— Sprawa upadła, bo dostałem informację, że chyba nie można tego zrobić prawnie — mówi Karpienia. — Każde pieniądze publiczne powinny być w jasny sposób rozliczane. To nie są nasze pieniądze, tylko nas wszystkich. Myślę jednak, że warto wrócić do tego tematu. Sam miałem taki przypadek, że spóźniłem się 33 minuty i nie wpisałem się na listę obecności, i wtedy nie pobrałem tych pieniędzy — komentuje Karpienia.

Zaistniała sytuacja może wydawać się dla innych błahostką lub tzw. biciem piany. Sam radny, którego dotyczy to kuriozum, podchodzi do sprawy jako do kwestii pieniądza.

Jednak nam i stowarzyszeniu nie chodzi tylko o dietę, która de facto należy się za faktyczne pełnienie mandatu radnego, ale także o zachowanie i podejście do sprawy poważnie. I być może w istocie nowego radnego zatrzymały inne sprawy, i mimo wszystko chciał chociaż przez chwilę być na komisji, to na liście podpisywać się nie powinien, bo to oznacza, że był obecny przez cały czas trwania tej komisji i za to otrzyma pełne wynagrodzenie (dietę).

Można by trochę sprawę złagodzić i stanąć w obronie radnego Przygodzińskiego, bo być może zdarzyło mu się to pierwszy raz.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, (który niejako potwierdzają radni), że incydent podpisywania się na liście obecności, któremu towarzyszy spóźnienie, w skrajnych przypadkach bardzo krótka obecność, np. podpisywanie się na początku sesji i „znikanie” po chwili z jej obrad, jest często stosowaną praktyką. Aczkolwiek trzeba pamiętać o tym, że obecność jest jednym z czynników, od których zależy wysokość diety radnych miejskich.

Niemniej jednak położenie, w jakim znalazł się „nowy”, właściwie pokazuje zachowania praktykowane przez miejskich radnych (oczywiście nie przez wszystkich). O ocenie jego zachowania przesądził fakt, że jest to „świeżo upieczony” radny i wydawać by się mogło, że takie złe nawyki powinny być mu obce.

Natomiast jeżeli by przyjąć, że pani z biura rady miasta „podsunęła” nowemu radnemu listę do podpisania, praktycznie przed zakończeniem komisji, to należałoby zadać pytanie, dlaczego owa pani praktykuje taką metodę (dlaczego sama wyszła z inicjatywą podpisania listy — bo ta chyba nie leży w jej interesie?) Być może ktoś  powinien urzędniczkę pouczyć, bo wychodzi na to, że przykład rodzi przykład.

Stowarzyszenie Adelfi jest często krytykowane za swoje działania przez radnych. Niektórym nie podoba się działanie tej grupy wolontariuszy. Bowiem są oni, wg nich, jak ten kat stojący nad głową. A poniektórzy radni chyba wychodzą nawet z założenia, że o nich to ma być tylko dobrze albo wcale. Co niestety jest przykre, bo to oznacza, że nie potrafią znieść krytyki, na którą z własnego wyboru są narażeni.

— Nasi wolontariusze uczestniczą w sesjach oraz komisjach Rady Miasta Ełku od końca 2014 roku, przyglądając się jej działaniom — mówi wolontariusz stowarzyszenia. — Jak określa nas urzędniczka Biura Rady Miasta: szukamy dziury w całym i czepiamy się. No i tym razem też się przyczepiliśmy. Czy jest do czego, ocenicie Państwo sami?
— Mamy też propozycję, będącą pierwszym krokiem w stronę przejrzystości procesu, a mianowicie wprowadzenie rejestracji wideo sesji i komisji oraz głosowania imiennego podczas obrad. Nie będziemy mieli wtedy wątpliwości czy radni sprawują swój mandat przynajmniej na podstawowym poziomie — wychodzi z inicjatywą Adelfi.

Co zyskują na tym rozluźnieniu obyczajów nasi przedstawiciele w samorządzie?

Obecność na sesjach oraz przynajmniej jednej, wybranej komisji jest obowiązkiem członków rady. Statut Miasta Ełku głosi w § 64.

„1. Radny otrzymuje dietę za pracę: 1) na sesjach rady, 2) w komisjach, do których został powołany, 3) w zespole kontrolnym komisji rewizyjnej, do którego został powołany.
2. Zasady wypłacania radnym diet określa rada odrębną uchwałą”.

Wysokość miesięcznej diety „zwykłego” radnego w 2017 roku w Ełku to ok. 976 zł, wiceprzewodniczący komisji otrzyma ok. 1100, wiceprzewodniczący rady miasta i przewodniczący komisji rady ok. 1560 zł, najwyższa dieta ze względu na funkcję przysługuje przewodniczącemu rady ok. 1950 zł.

Do nieobecności Rada Miasta Ełku podchodzi, delikatnie mówiąc, mało restrykcyjnie. W uchwalonych przez siebie zasadach ustaliła bowiem, że:

„Za każdą nieobecność z wyjątkiem nieobecności wynikającej z reprezentowania Rady Miasta na zewnątrz oraz uczestnictwa w szkoleniu na podstawie zlecenia Przewodniczącego Rady Miasta,
w danym miesiącu kalendarzowym na posiedzeniu Rady Miasta lub Komisji Rady Miasta, w których radny powinien uczestniczyć, potrąca się 10% stawki diety. 3. Potrąceń, o których mowa w § 3 ust. 2 dokonuje się za nieobecność Radnego na sesji Rady Miasta oraz na dwóch wskazanych przez Radnego komisjach Rady Miasta. 4. Radnemu potrąca się 25% stawki diety, jeśli zadeklarował uczestnictwo tylko w jednej komisji rady”.

Oznacza to, że w miesiącu, w którym radny lub radna będzie nieobecny/a na sesji oraz dwóch wybranych przez siebie komisjach wciąż otrzyma 70% swojej diety, nie wykonując de facto żadnych obowiązków związanych z mandatem.

źródło www.adelfi.pl/

Podziel się
Co o tym myślisz?
  • Wypowiedzi niektórych radnych Dobra Wspólnego są coraz bardziej zaskakujące. To nie odosobniony przypadek, gdy szuka się winy wszędzie tylko nie w sobie samym. Oskarżanie innych w sytuacji, gdy samemu postępuje się nieetycznie jest przejawem nie tylko głupoty, ale przede wszystkim zwykłego chamstwa. Skąd oni ich biorą?

    4 kwietnia 2017
  • No jak to „DOBRO” ale nie WSPÓLNE

    27 marca 2017
    • Zgłaszam votum separatum. Diety SĄ dobrem wspólnym wszystkich radnych z Dobra Wspólnego. Są także „dobrem” radnych z innych klubów. Takie już jest życie. Tu 100 zł, tam 100 zł….Dziwię się, że jest tylu zdziwionych tym zdarzeniem.

      31 marca 2017
  • Oj nieładnie nieładnie Panie Radny. Brawo Adelfi, inicjatywa bardzo dobra. Jeszcze, zeby ktoś pracy Urzędu przyjrzał sie, bo tam to dopiero cyrk. Każdy przychodzi i wychodzi jak chce.

    24 marca 2017
  • te 100 złotych to może na tacę a nie na cel charytatywny? ot, taka rada

    24 marca 2017
  • Panie Marcinie, Pana wypowiedź jest co najmniej niesmaczna i czytając ją nasuwa mi się tylko jedno: „kończ Pan, wstydu oszczędź”. Już Pan nie wie, na kogo zrzucić winę: czy na panią z biura, która dając Panu listę do podpisania „nie wiedziała, co robi” (swoją drogą – skąd takie przypuszczenie? sądzę, że doskonale wiedziała), czy na stowarzyszenie, które tylko poinformowało o tej sprawie. Zachowuje się Pan jak smarkacz przyłapany na kradzieży batonika – obraża się i próbuje wymigać od odpowiedzialności. Może jednak warto by było podejść do sprawy jak dorosły człowiek i powiedzieć: tak, zawaliłem, przepraszam. Myślę, że jest to Pan winien swoim wyborcom.

    24 marca 2017

Komentarze