Od lat parkowała pod swoim miejscem pracy – chcąc postępować zgodnie z literą prawa, uzyskała formalną zgodę wspólnoty, uchwałę.
Strażnicy wiedzieli o tej uchwale i przez lata nie interweniowali. Wszystko zmieniło się wraz ze zmianą obsady – pani Basia dostała dwa mandaty po 100 zł. Nie przyjęła ich.
Twardo stała przy swoim: miała prawo parkować, a teren był prywatny. W pobliżu, co prawda, stał znak „strefa zamieszkania”. Tyle że… nielegalnie — bez żadnej formalnej decyzji, w pasie drogowym miasta, o złym wymiarowaniu.
Po ujawnieniu tej nieprawidłowości znak zniknął, ale mandaty nadal wisiały nad głową obywatelki.
W teorii sprawa powinna zakończyć się szybko – uchwała wspólnoty i brak legalnego znaku jasno wskazywały, że mandaty są bezpodstawne. Jednak oskarżyciel od wykroczeń nie chciał odpuścić. Pani Basia szukała wsparcia u władz miasta i komendanta straży – bez rezultatu.
W tle pojawiły się też dziesiątki zgłoszeń o „nieprawidłowym parkowaniu”. Według pani Basi ich autorem może być były strażnik.
— Od momentu zawiązania się wspólnoty do Straży Miejskiej wpłynęło ponad 30 zgłoszeń, z czego około 20 spod tego samego numeru telefonu. Trwa weryfikacja, czy zgłoszenia o zaparkowanym samochodzie dokonał Strażnik Miejski, który jednocześnie podpisał uchwałę ze zgodą na parkowanie pod budynkiem. Brzmi niedorzecznie, jednak nie nieprawdopodobnie — mówi pani Basia.
Sprawa trafiła na wokandę aż 12 razy: dziesięć rozpraw odbyło się w Ełku, dwie w Suwałkach. Po pierwszej instancji straż się odwołała i przegrała. Drugiej już nie kontynuowała, uznając, że dalsza walka nie ma sensu.
– Bądźmy szczerzy, sprawa nie dotyczyła zagrożenia życia i zdrowia. Powinna była zakończyć się na chodniku – dodaje Pani Basia.
Martwi sprawa zapisów notatek służbowych strażników. Sąd poprosił o ich wgląd i stwierdził, że brak w nich podstawowych danych – numerów rejestracyjnych czy adresów. Notatki były tak nieczytelne, że sędzia nakazał je przepisać na maszynopis.
Pani Basia wygrała, ale zwycięstwo miało swoją cenę. Koszty całej procedury były kilkukrotnie wyższe niż wartość mandatów.
Sygnał ostrzegawczy
Historia mieszkanki Ełku to przykład, że instytucje publiczne, broniąc własnych decyzji, mogą wciągnąć obywatela w długotrwały i kosztowny spór. Pani Basia miała determinację, by walczyć. Ale pytanie pozostaje otwarte: ilu obywateli w podobnej sytuacji odpuszcza, bo nie ma sił ani środków, by przeciwstawić się urzędniczemu uporowi?







