Antybiotyk do hot-doga? Jak tchórzliwy były radny robi z Ełczan idiotów

W lokalnej przestrzeni internetowej pojawił się niedawno anonimowy wpis, który wziął na celownik temat budzący w naszym mieście w pełni zrozumiałe emocje – brak całodobowej apteki. Grupa radnych z klubu „Łączy Nas Ełk” wyszła na ulice, by zbierać podpisy pod petycją o przywrócenie nocnych dyżurów. Jaka była reakcja w sieci? Na jednym z profili opublikowano sążnisty post, który miał rzekomo obnażyć bezsens tej inicjatywy. Anonimowy autor zaczął od wyśmiania wpadki graficznej radnych (mapy, na której miasto wylądowało w województwie podlaskim), a następnie gładko przeszedł do udowadniania, że nocne apteki to w zasadzie zbędna fanaberia. Przekonywał, że po zmroku mieszkańcy kupują głównie prezerwatywy, testy ciążowe i leki przeciwbólowe, po które z powodzeniem można pojechać na stację benzynową. A co, jeśli ktoś jest naprawdę chory? Zdaniem autora od tego jest SOR i nocna opieka lekarska.

W internecie każdy może być ekspertem. Wystarczy założyć anonimowe konto, sklecić kilka pseudologicznych wywodów, a na koniec – dla dodania sobie powagi – dumnie ogłosić: „publikujemy tylko fakty!”. Zanim jednak ulegniemy iluzji tej rzekomo chłodnej analityki, zadajmy sobie jedno kluczowe pytanie: kto ma nas za idiotów?

Tajemnica poliszynela jest taka, że za tym fejkowym profilem chowa się były radny. Ten sam człowiek, który przed wyborami samorządowymi w 2024 roku usilnie próbował zaistnieć jako internetowy „weryfikator wyborczy”. Wtedy najwyraźniej nie wyszło, więc teraz powraca w nowym, równie tchórzliwym wcieleniu, by punktować obecnych radnych. Dlaczego ów bystry analityk nie ma odwagi podpisać się pod swoimi rewelacjami z imienia i nazwiska? Bo gdyby stanął przed Ełczanami z otwartą przyłbicą, zostałby po prostu – i słusznie – wyśmiany.

Nasz wirtualny mędrzec w swoim elaboracie osiąga wyżyny ignorancji, posługując się całą paletą tanich chwytów erystycznych i błędów logicznych. Rozbierzmy więc te jego „fakty” na czynniki pierwsze.

Po pierwsze: fundamentalne niezrozumienie systemu zdrowia. Autor triumfalnie odsyła potrzebujących w nocy pacjentów na Nocną i Świąteczną Opiekę Zdrowotną (NiŚOZ) lub na SOR. To najbardziej absurdalny fragment całego wpisu. Lekarz na dyżurze nie jest farmaceutą – on nie wydaje leków do domu, lecz stawia diagnozę i wypisuje receptę. Co ma z nią zrobić chory o 2:00 w nocy? Zjeść ją z gorączki? Popić kawą z ekspresu na stacji benzynowej, licząc, że obok hot-dogów znajdzie antybiotyk i leki na receptę ratujące zdrowie?

Po drugie: medycyna ze stacji benzynowej, czyli klasyczny „chochoł”. Były radny bagatelizuje problem, wyliczając, że w nocy kupuje się głównie „prezerwatywy, żele intymne, testy ciążowe i leki przeciwbólowe”, które przecież można dostać na Orlenie. Sprowadzanie nocnych dyżurów do zakupu żeli intymnych to czysta demagogia. Na stacji benzynowej nie kupimy antybiotyków, leków rozkurczowych na receptę (np. przy silnych atakach kolki nerkowej), ratujących życie leków na nagłe reakcje alergiczne czy specjalistycznych czopków przeciwwymiotnych dla małych dzieci.

Po trzecie: fałszywa dychotomia i gra na emocjach. W poście pada retoryczne pytanie: „jeśli są wolne środki, to może warto najpierw skierować je (…) do naszego szpitala, który od dawna zmaga się z wieloma problemami”. To błąd fałszywej alternatywy i czysty populizm. Dofinansowanie nocnych dyżurów aptek (kosztujące samorząd zazwyczaj od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie) to zupełnie inna liga finansowa niż wielomilionowe, strukturalne zadłużenie polskich szpitali. Zaniechanie dopłat do aptek w żaden sposób nie „uratuje” budżetu powiatowej lecznicy.

Po czwarte: równanie w dół. Autor uspokaja, że w sąsiednich miastach też nie ma całodobowych aptek. Wynika to oczywiście ze zmian w Prawie farmaceutycznym z 2024 roku, ale to, że standard usług publicznych uległ pogorszeniu w całym regionie, nie jest żadnym argumentem za tym, byśmy w Ełku mieli się z tym godzić. Zmartwionego rodzica raczej mało pociesza fakt, że sąsiad z sąsiedniego powiatu też nie ma gdzie kupić leku dla dziecka.

Po piąte: hipokryzja w czystej postaci. Nasz bohater na końcu z dumą pręży pierś: „publikujemy fakty (…). Bez insynuacji, bez bajek”. Tymczasem jego wpis to w 90 procentach złośliwości i insynuacje. Pomyłka na mapie to błąd wizerunkowy radnych,  żaden merytoryczny argument,  służy wyłącznie do ataku i rzucania haseł o „komunikacji z dalekiej orbity”. Autor żąda też od inicjatorów twardych danych z Ministerstwa Zdrowia, czepiając się słowa „liczne zgłoszenia”. Radni z reguły reagują na głosy wyborców,  petycja to narzędzie do nagłośnienia problemu, a nie praca doktorska z zakresu statystyki medycznej. Co więcej, sam post, który rzekomo „tylko analizuje”, jest jawnym, politycznym uderzeniem w konkretne osoby (Andrzej Hasulak, Robert Klimowicz). Trzeba mieć tupet, by uprawiając brutalny, lokalny PR polityczny, zarzucać go innym.

W całym tym przydługim wywodzie anonimowego bytu, fakt jest tylko jeden – grupa radnych wyszła na ulice Ełku i zbiera podpisy pod petycją. Koniec. Kropka.

Komentarz

Panie były radny, skoro z taką pasją każe nam pan równać się w dół i czerpać pocieszenie z faktu, że inne miasta też nie mają nocnej apteki, to mam dla pana propozycję. W wielu ośrodkach w Polsce stoją nowoczesne fabryki, a ludzie zarabiają godne pieniądze, o których my często możemy tylko pomarzyć. Może więc,  zamiast klaskać uszami na widok bylejakości, zwijania usług i odcinania Ełczan od elementarnej opieki nocnej, wykaże się pan podobną determinacją i zacznie postulować skopiowanie od tych miast zarobków i perspektyw zawodowych?

Tyle że do tego trzeba mieć wizję, ambicję i przede wszystkim jaja. Trzeba mieć cywilną odwagę, by spojrzeć Ełczanom prosto w oczy i z otwartą przyłbicą wziąć odpowiedzialność za swoje słowa. Panu została tylko klawiatura, fejkowe konto i ciemny pokój, z którego sączy pan swój jad. Równanie do najsłabszych i naigrywanie się z realnych problemów mieszkańców to idealna strategia dla kogoś, kto po politycznej porażce sam nie ma już do zaoferowania absolutnie nic.