Bardzo dobra debata i klawiaturowe tygrysy, które na żywo straciły głos

Dzisiejsza sesja ełckiej rady miasta powinna zapisać się w historii lokalnego samorządu jako pozytywny i bardzo potrzebny test na polityczną odwagę. Test ten bezlitośnie obnażył, kto potrafi z otwartą przyłbicą rozmawiać o faktach, kto w debacie gubi proporcje, a kto swoją siłę buduje wyłącznie na klawiaturze smartfona. Choć na sali obrad nie zabrakło fałszywych nut i spektakularnej dezercji jednej z formacji, dzisiejsze przedpołudnie udowodniło rzecz najważniejszą: polityczny konkret wygrał z pustym populizmem.

Debata nad „Raportem o stanie miasta” to w kalendarzu każdego polskiego samorządu moment o fundamentalnym znaczeniu. Nie jest to luźne kółko dyskusyjne, lecz ustawowe i ostateczne preludium do głosowania nad wotum zaufania dla prezydenta. Zanim radni podejmą decyzję, mają obowiązek publicznie rozłożyć funkcjonowanie miasta na czynniki pierwsze, ocenić miniony rok i zderzyć swoje argumenty z włodarzem.

Spodziewano się tradycyjnej, samorządowej rzeźni i okładania politycznymi bejsbolami. Tymczasem w ełckim ratuszu polityczne zakapiorstwo nagle zniknęło. Zastąpiła je twarda, ale prowadzona w dobrym tonie szermierka na argumenty, na którą prezydent miasta odpowiedział w jedyny właściwy sposób, bez syndromu oblężonej twierdzy, chłodno i rzeczowo wyjaśniając wszelkie wątpliwości.

Na słowa uznania za autentyczną chęć do dyskusji zasłużyli radni z ugrupowań Dobro Wspólne, Łączy Nas Ełk, Koalicji Obywatelskiej oraz radny niezrzeszony Andrzej Hasulak. To oni wzięli na swoje barki ciężar merytorycznego przygotowania do tego kluczowego głosowania. Przyszli, zabrali głos, postawili twarde pytania, udowadniając mieszkańcom, że mandat radnego to realna praca i konieczność zderzenia się z problemami w czasie rzeczywistym.

Ta postawa stanowi jednak jaskrawy kontrast dla tego, co zaprezentował dziś klub Prawa i Sprawiedliwości. Byliśmy świadkami spektakularnej kompromitacji. Radni PiS na sesję przyszli, zasiedli w swoich fotelach i… nabrali wody w usta. W najważniejszej debacie roku nie zadali włodarzowi ani jednego pytania. Nie podjęli dyskusji, nie przedstawili kontrargumentów. Wcielili się w rolę milczących statystów.

Jak wytłumaczyć ciszę ludzi, którzy na co dzień kreują się na najtwardszych szeryfów w mieście? Odpowiedź obnaża brutalną prawdę o zderzeniu świata wirtualnego z realnym. Łatwo jest być politycznym jastrzębiem, gdy grzeje się klawiaturę z wygodnej kanapy. Łatwo szczuć w internecie, podburzać emocje na Facebooku i rzucać bezpodstawne oskarżenia, nierzadko chowając się za parawanem anonimowych kont. Ale kiedy trzeba wstać na sali obrad, włączyć mikrofon, spojrzeć prezydentowi czy radnym w oczy i sformułować oparte na liczbach pytania, wirtualna odwaga wyparowuje. PiS wybrał milczenie, bo do poważnej debaty po prostu nie miał z czym wyjść.

Milczenie to miało jednak swoje absurdalne, wręcz kuriozalne zwieńczenie. Gdy merytoryczna część dyskusji dobiegła końca, głos nagle odzyskał radny Rafał Karaś. Rozpoczął gładko. Wielkodusznie zadeklarował chęć współpracy i wspólnego eliminowania „negatywnych rzeczy”. Następnie przeszedł do części chwalebnej, malując sielankowy obraz ełckich ulic, po których radni PiS przechadzają się z, jak to ujął „dużą satysfakcją”. Powód tego spacerowego uniesienia? Inwestycje. Basen, ulica Słowackiego, Sikorskiego, to wszystko, zasługa zaangażowania radnych i parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości z tej oraz poprzednich kadencji. W konkluzji tego pełnego samozadowolenia wywodu padła historyczna deklaracja: w uznaniu tych „wspólnych” sukcesów, klub PiS  udzieli prezydentowi wotum zaufania za rok 2025.

Wotum zaufania, nad którym pochylili się dziś radni, dotyczyło konkretnie oceny stanu miasta i działań prezydenta w roku 2025. Sęk w tym, że w 2025 roku Prawo i Sprawiedliwość było już w Polsce dawno odsunięte od władzy centralnej. Czeki i partyjne kurki z pieniędzmi zdążyły już wyschnąć. Nasuwa się więc retoryczne pytanie: ile lat z rzędu można przypisywać sobie zasługi z zupełnie innej epoki i odcinać kupony od dawno zamkniętych rozdziałów?

Wystąpienie Rafała Karasia to zatem nic innego, jak wyjątkowo bezczelne, polityczne nawijanie Ełczanom makaronu na uszy. Skoro zabrakło odwagi (lub wiedzy), by zadać choć jedno pytanie w merytorycznej debacie nad realnym raportem, postanowiono przykryć to wygłoszeniem przygotowanej wcześniej laurki …… dla samych siebie. Radny Karaś przypisał swojej formacji zasługi za  2025 rok, w którym polityczna sprawczość na szczeblu centralnym wynosiła absolutne zero.

To klasyczna próba podpięcia się pod cudzy sukces i pudrowanie własnej niemocy. Szkoda tylko, że radny zapomniał o jednym: mieszkańcy Ełku potrafią czytać ze zrozumieniem. Zarówno daty w kalendarzu, jak i intencje takich wystąpień.

To była naprawdę dobra debata

Mimo ucieczki od odpowiedzialności ze strony klubu PiS oraz czasami tanich chwytów retorycznych, ostateczny bilans dzisiejszej sesji jest jednoznacznie pozytywny. Była to bardzo dobra, dojrzała i merytoryczna debata.

Ełcki samorząd udowodnił, że potrafi wyjść poza ramy jałowego, politycznego sporu. Radni, którzy podjęli rękawicę, i prezydent, który odpowiadał z poszanowaniem adwersarzy, pokazali, że w Ełku merytoryka wciąż żyje i ma się świetnie. To spotkanie odarło nas ze złudzeń co do wirtualnych bohaterów, ale jednocześnie dało ogromną nadzieję na przyszłość lokalnej demokracji. Kto chciał pracować dla miasta – ten dziś pracował. A ci, którzy woleli milczeć, po prostu wystawili sobie rachunek.