Choć kolejne wybory samorządowe dopiero w 2029 roku, dziś już widać, że rada miasta stała się fortecą własnej nieudolności. Kluczowe komisje obsadzono niemal wyłącznie radnymi Dobra Wspólnego. Prawo i Sprawiedliwość dostało kilka mniej znaczących miejsc, „Łączy nas Ełk” i Koalicja Obywatelska – nic, i to z własnego wyboru.
Najbardziej wymowne są Komisja Skarg, Wniosków i Petycji oraz Komisja Rewizyjna – teoretyczne strażnice nadzoru nad władzą. Tu mogła pojawić się realna kontrola. Na początku Dobro Wspólne zdecydowało, że „da” je klubom Łączy Nas Ełk i KO. Ci… obrazili się i chcieli innych komisji: Budżetu, Edukacji, Komunalną. W efekcie nie mają nic.
Ale… propozycja Dobro Wspólnego była tylko pozornym manewrem. Nawet gdyby kontrolne komisje trafiły w ręce Łączy Nas Ełk i KO, składy komisji i tak byłyby zdominowane przez radnych DW i PiS. Wynik głosowania? Z góry przesądzony, oczywiście na korzyść władzy. Demokracja? Tylko na papierze. W rzeczywistości beton twardnieje, a władza miasta pozostaje poza jakąkolwiek realną kontrolą.
Opozycja? Nie walczyła nawet dla mieszkańców, żeby cokolwiek pokazać, żeby udowodnić, że stoją po stronie ludzi i prawdziwej demokracji. Wygląda na to, że zasada jest prosta: będziemy grać… tylko wtedy, gdy mamy szansę coś wygrać. Reszta? Obraza, kaprys, polityczna gra dla samej gry. A mieszkańcy? Stoją z boku, patrzą na cyrk i słyszą echo własnych potrzeb, które w radzie zniknęły w betonie układów.
To największy zawód opozycji w historii ełckiej rady. Kontrolę mają ci, których powinno się kontrolować – oceniają sami siebie, bez cienia wstydu. Każdy wniosek mieszkańców, każda interwencja kończy się w rękach urzędników i ich prawniczego zaplecza. Ostatnie wnioski o wygaśnięcie mandatów pokazały to najlepiej: radni je zignorowali, przekształcając całe postępowanie w groteskowe widowisko, w którym prawa i regulaminy miały znaczenie tylko na papierze.
Radni przerzucali wnioski o wygaśnięcie mandatów jak gorący kartofel, tworzyli dziwne komisje doraźne, które… nigdy się nie spotkały. Przewodniczący Rady Miasta Ełku nie skierował ich do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, mimo że to właśnie ona odpowiada za rozpatrywanie takich spraw. Nikt z radnych nie chciał się nimi zająć.
Gdyby te komisje były w rękach opozycji, przynajmniej doszłoby do rozpatrywania wniosków, pomijając już wynik głosowania. Tymczasem opozycja zawiodła na całej linii. Pokazała, że nawet minimalna presja i odpowiedzialność ją przerasta.
Komisje, które miały pilnować władzy, stały się jedynie dekoracją. Opozycja – fasadowa. Demokracja – iluzją. Radni w radzie to monumenty własnej obojętności. Każda próba nadzoru, każdy wniosek czy sygnał mieszkańców – natychmiast neutralizowany lub ignorowany.
I tak beton rośnie. Mur nieprzepuszczalny dla głosu mieszkańców, zbudowany z obrażonej opozycji i własnych interesów radnych. Radni, jak posągi w sali plenarnych obrad stoją obojętnie i nie reagują. Jedyna nadzieja leży w wyborcach. Tylko oni mogą skruszyć beton, rozbić układy, przywrócić realną kontrolę nad władzą. Do tego czasu Ełk tonie w ciszy, a beton w radzie staje się coraz twardszy – zimny, bezduszny i kompletnie obojętny wobec mieszkańców, którym powinien służyć.







