Prowincjonalna polityka ma to do siebie, że największe dramaty wizerunkowe często przybierają formę taniej, wręcz amatorskiej farsy. Kiedy w wielkim świecie ktoś publicznie rzuci oskarżenie i zostanie złapany na gorącym uczynku, do akcji wkraczają sztaby prawników. Tymczasem na naszym ełckim podwórku wypracowano metodę znacznie prostszą, co dobitnie udowodnił właśnie Adam Dobkowski, kierownik tutejszej delegatury Urzędu Marszałkowskiego. Kiedy poczuł na karku oddech konsekwencji po internetowej wpadce, w panice wszedł w ustawienia Facebooka i po prostu... zmienił nazwę zarządzanego przez siebie profilu z „Sympatycy Koalicji Obywatelskiej” na „Ełckie Forum Obywatelskie”. Zapewne wydawało mu się, że to załatwia sprawę. Że jedno kliknięcie wymazuje winy, resetuje pamięć wyborców, a co najważniejsze, zamyka usta. Nic bardziej mylnego.
Weźmy na tapet to, jak w ogóle doszło do tego nerwowego ruchu. Na grupie „Samorządni Ełczanie” trwa od dłuższego czasu egzekucja jednego z radnych. W sam środek tej awantury, z pozycji autorytetu, wszedł nagle profil „Sympatycy Koalicji Obywatelskiej”. Taki szyld to nie przelewki. Przeciętny czytelnik odebrał ten komunikat jasno. Z linczem utożsamia się poważna partia. Tyle że cała ta maskarada bardzo szybko wymknęła się Dobkowskiemu spod kontroli, bo uderzenie przyszło z najmniej spodziewanej strony – od jego własnego środowiska.
Do tablicy wywołał twórcę profilu Leszek Tarasiewicz z zarządu ełckiej KO i zrobił to w sposób niepozostawiający żadnych złudzeń co do tego, z czym mamy do czynienia. Tak w odpowiedzi do radnego Krzysztofa Wilocha napisał:
„Facet wyraża swoje prywatne poglądy (wolno mu, oczywiście) oszukując trochę czytelników nazwą tego profilu i stwarzając wrażenie, że te poglądy są stanowiskiem KO/PO, a NIE SĄ!!! Wierzę […], że nie będziesz utożsamiał wypowiedzi Adama Dobkowskiego ze stanowiskiem poważnej partii…”
Krótko, ostro i na temat. Zdemaskowany kierownik delegatury dostał publiczny, polityczny pstryk w nos. Zamiast nabrać wody w usta, urzędnik postanowił pójść w zaparte. W nerwowej odpowiedzi rzucił: „Nie występujemy jako oficjalny organ partii i nigdzie tego nie twierdzimy”, po czym dla odwrócenia uwagi oskarżył Tarasiewicza o to, że broni osoby będącej „źródłem konfliktów w KO”. To klasyczny przykład całkowitego oderwania od rzeczywistości, kreowania na własną rękę polityki, która szkodzi wszystkim dookoła.
Jednak w sieci łatwo być twardzielem tylko do momentu, w którym ktoś nie powie „sprawdzam”. Po tym wizerunkowym laniu Dobkowski nie wytrzymał i zdecydował się na wspomnianą na wstępie ucieczkę. Gdy stary szyld parzył już w ręce, zamienił go na „Forum”. Uzasadnienie tego kroku to prawdziwy majstersztyk urzędniczego cynizmu:
„Czas na nowe otwarcie: Ełk jest ważniejszy niż partyjne szyldy! […] Lokalne sprawy […] wymagają obiektywnego spojrzenia i pełnej niezależności”.
Brzmi pięknie, prawda? Szkoda tylko, że ta rzekoma niezależność urodziła się dosłownie w pięć minut, wyłącznie ze strachu przed partyjnymi konsekwencjami. Tego typu uniki to zresztą jego tradycja. Wystarczy wspomnieć casus Jacka Czyżyka, który w pewnym momencie również postanowił schować głowę w piasek i ukryć się pod anonimową nazwą „Druga Strona Medalu”. Cały ten proceder opiera się na jednym, powtarzalnym i bardzo tchórzliwym mechanizmie.
Atakowanie pod własnym imieniem i nazwiskiem wymaga odpowiedzialności, szczególnie jeżeli ktoś chce publicznie kreować opinię. Biorąc odpowiedzialność za słowa, ryzykujesz twarzą. Jeśli jednak naciągniesz na siebie pelerynę-niewidkę liczby mnogiej, staniesz się „Forum”, „Stroną” albo „Sympatykami”, wydaje ci się, że stajesz się nietykalny, a dodatkowo sztucznie pompujesz własne znaczenie. Przestajesz być samotnym strzelcem, a zaczynasz udawać vox populi.
Problem polega na tym, że prawo w Polsce nie jest tak naiwne jak ustawienia na Facebooku. Domorośli przedstawiciele vox populi zapominają, że regularne publikowanie tekstów, uderzanie w samorządowców i kształtowanie lokalnej opinii publicznej z automatu podpada pod twarde zapisy Prawa prasowego. Polskie sądy niejednokrotnie orzekały, że takie strony czy profile będą uznawane za tytuły prasowe.
A to zmienia wszystko. Zmiana nazwy profilu nie wymazuje historii, logów ani odpowiedzialności. Jeżeli Dobkowski czy Czyżyk myślą, że chowanie się za wymyślonymi nazwami zwalnia ich z odpowiedzialności, to grają w rosyjską ruletkę. Prawo prasowe nakłada obowiązek publikacji sprostowań i daje podstawy do gigantycznych roszczeń finansowych w procesach cywilnych. A na deser zostaje Kodeks karny i jego art. 212 o zniesławieniu, z którego można dostać nie tylko grzywnę, ale i rok pozbawienia wolności.
Ukrywanie się pod nowym szyldem, kiedy grunt pali się pod nogami, to akt politycznego tchórzostwa. Ełk jest zbyt małym miastem, żeby nikt nie wiedział, kto dokładnie siedzi po drugiej stronie klawiatury. Otrzepywanie rąk i udawanie, że „to nie ja, to obiektywne Forum”, nie jest żadną tarczą. To po prostu dowód na to, że kiedy do drzwi puka odpowiedzialność, w tym odpowiedzialność karna, cała odwaga dzisiejszych ełckich dyskutantów znika bez śladu.
KOMENTARZ OD REDAKCJI:
Anonimowy profil „Druga Strona Medalu” nader chętnie kreuje się na lokalnego opiniotwórcę. Rzuca z ukrycia oskarżenia, zadaje pytania i głośno oburza się, gdy nikt nie kwapi się z odpowiedzią. Skoro jednak tak bardzo zależy wam na rzekomo „otwartym dialogu”, to zapytam wprost Adama Dobkowskiego. Dlaczego, kiedy wysłałam do Pana prywatną wiadomość z informacją, że doskonale wiem, iż to Pan z tylnego siedzenia pociąga za sznurki na profilu przypisywanym Jackowi Czyżykowi, nagle zapadła grobowa cisza? Gdzie wyparowała ta wirtualna odwaga? Nagle zabrakło rezonu, by stanąć z otwartą przyłbicą?
Męskiej odpowiedzi nie było, za to zaledwie dwa dni po mojej wiadomości zarządzany przez Pana profil/Jacek Czyżyk/ zmienił nazwę na Druga Strona Medalu. Przypadek? Nie sądzę. To kliniczny dowód strachu i tchórzliwa ewakuacja z tonącego okrętu.
Drodzy panowie, jeśli zza wirtualnego krzaka kreujecie się na opiniotwórcze medium i niezależne forum, to mam dla was fatalną wiadomość. Prawo prasowe was dotyczy i uderzy w was z całą mocą. Bycie quasi-redakcją to nie tylko przywilej bezkarnego obrzucania błotem.
Sąd Najwyższy już dawno rozjechał tego typu żałosne internetowe wymówki potężnym walcem. W fundamentalnym postanowieniu z 26 lipca 2007 r. (sygn. akt IV KK 174/07) oraz wyroku z 15 grudnia 2010 r. (sygn. akt III KK 250/10) orzeczono kategorycznie: definicja prasy absolutnie nie zależy od nośnika. Internet to dla sądu po prostu „wirtualny papier”. Polskie sądy i doktryna prawna stoją na twardym stanowisku, że o statusie prasy decyduje charakter i cel waszych publikacji, a nie to, gdzie klikacie „Opublikuj”. Facebook to tylko platforma i w żadnym wypadku nie jest on tarczą chroniącą przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
Używamy plików cookie na naszej stronie internetowej, aby zapewnić Ci najbardziej odpowiednie wrażenia, zapamiętując Twoje preferencje i powtarzając wizyty. Klikając „Akceptuj wszystko”, wyrażasz zgodę na użycie WSZYSTKICH plików cookie. Możesz jednak odwiedzić „Ustawienia plików cookie”, aby wyrazić kontrolowaną zgodę..
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Spośród nich pliki cookie, które są sklasyfikowane jako niezbędne, są przechowywane w przeglądarce, ponieważ są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie stron trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania witryny. Te pliki cookie zapewniają anonimowe działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny.
Cookie
Type
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-performance
0
11 miesięcy
Ten plik cookie jest ustawiany przez wtyczkę RODO Cookie Consent. Plik cookie służy do przechowywania zgody użytkownika na pliki cookie w kategorii „Wydajność”.