Strona główna » Rozmowy kontrolowane » Dominik Golak “Rozłożyłem fotel ojca, (…).Okleiłem go folią.”
Rozmowy kontrolowane

Dominik Golak Rozłożyłem fotel ojca, (…).Okleiłem go folią.”

Jeśli człowiek nie ma w życiu żadnych celów, do których zmierza, to jego egzystencja nie ma sensu” — uważa kolejny bohater naszych Rozmów Kontrolowanych”. Dominik Golak znany jest nie tylko ze swoich sportowych sukcesów (m.in. z tego, że w 2004 r. zdobył mistrzostwo świata w trójboju siłowym i ostatnio, po 3 latach przerwy m.in. II miejsce na Otwartych Mistrzostwach Polski Kettlebell w systemie BOLT STANDARD w rwaniu jednorącz — kat. 75 kg; 185 rwań odważnikiem o wadze 20 kg), ale też z występów na scenie. Przez wiele lat tańczył w zespole Maxel, by następnie założyć swój własny zespół Drift. Dziś prowadzi siłownię, trenuje CrossFit i doradza, jak właściwie się odżywiać.

 

Jak wyglą­da­ły począt­ki Two­jej przy­go­dy ze sportem?
Domi­nik Golak: Był chy­ba rok 1998. Mój star­szy brat Kuba tre­no­wał na siłow­ni razem z kole­ga­mi i nie chciał mnie tam zabrać. Prze­ko­nał go dopie­ro mój ojciec, któ­ry pew­ne­go razu powie­dział Weź go, ja zapła­cę za kar­net, i niech on sam sobie cho­dzi”. Brat po 3 mie­sią­cach zaprze­stał ćwi­czeń, a ja tre­nu­ję do dziś.
Jestem takim typo­wym Pola­kiem. Jeże­li ktoś mi powie, że nie dam rady, to ja radę dam, na pew­no. Podob­nie było z moją wła­sną siłow­nią. Marzy­łem o niej od daw­na i kie­dy w koń­cu mi się uda­ło, to wszy­scy wokół zaczę­li mówić: Po co ten Golak się pcha z siłow­nią do Ełku? Pół roku mu daję i pad­nie”. Minę­ły 3 lata i jest coraz lepiej: -).

Czy­li moż­na powie­dzieć, że brak wia­ry po pro­stu Cię motywuje?
D.G.: Tak. Do pierw­szych zawo­dów w trój­bo­ju siło­wym przy­go­to­wy­wa­łem się trzy mie­sią­ce, do dru­gich — sześć mie­się­cy, a do kolej­nych — całe dwa­na­ście mie­się­cy. Dla­cze­go? Otóż był taki chło­pak, któ­ry zawsze ze mną wygry­wał. Przez 3, czy 4 lata. Śmiał się ze mnie, po każ­dej mojej poraż­ce. Pomy­śla­łem, cze­kaj, ja ci jesz­cze poka­żę. Zaczą­łem mię­dzy­cza­sie stu­dia wycho­wa­nia fizycz­ne­go w Byd­gosz­czy (koń­czy­łem je póź­niej w Bia­łym­sto­ku). Dopie­ro tam, tak napraw­dę, dowie­dzia­łem się, jak powi­nie­nem tre­no­wać, żeby osią­gnąć efekt. Mój pro­gres to było 100 kg w rok. W 2004 r. zdo­by­łem Mistrzo­stwo Świa­ta Junio­rów w Trój­bo­ju Siło­wym w Pretorii/ RPA i wygra­łem w koń­cu z tym chło­pa­kiem w for­mu­le Wilks’a.

foto-nadeslane-5
To był Twój pierw­szy spor­to­wy sukces?
D.G.: Kil­ka mie­się­cy wcze­śniej na Mistrzo­stwa Euro­py Junio­rów w Trój­bo­ju Siło­wym w Sofii/ Buł­ga­ria zdo­by­łem sre­bro i to był mój pierw­szy suk­ces. Przez te wszyst­kie lata mojej przy­go­dy ze spor­tem, przy­wio­złem nie­ma­ło meda­li. Tro­chę się tym chy­ba prze­ja­dłem. W 2013 roku posta­no­wi­łem zro­bić sobie prze­rwę. Otwo­rzy­łem wła­sną siłow­nię i zmie­ni­łem prio­ry­te­ty. Zaczą­łem tre­no­wać Cross­Fit i faj­nie się roz­krę­ci­łem, tyl­ko bra­ku­je mi cza­su. Wia­do­mo, że jak się pro­wa­dzi swój biz­nes, to trze­ba pil­no­wać przede wszyst­kim klien­ta, a nie siebie.

 

Siłow­nia funk­cjo­nu­je 3 lata. To jest taki Twój pomysł na życie, czy masz w zana­drzu inne plany?
D. G.: Całe życie robi­łem to, co lubię. Zara­bia­łem sam na sie­bie od 18 roku życia. Tań­czy­łem w zespo­łach disco-polo przez 9 lat i mia­łem napraw­dę dobre pie­nią­dze z tego. Póź­niej zało­ży­łem swój wła­sny zespół muzycz­ny Drift. Byłem pierw­szym b‑boy’em — chło­pa­kiem, któ­ry tre­nu­je bre­ak dan­ce — w Ełku. Pamię­tam, że zaczy­na­łem już krę­cić się na gło­wie, kie­dy usły­sza­łem, że ktoś z Gra­je­wa dopie­ro dostał kase­tę VHS z nagra­niem reje­stru­ją­cym, jak jakiś męż­czy­zna to robi, tzn. krę­ci się na gło­wie. Nie mia­łem poję­cia, jak to się w ogó­le robi. Roz­ło­ży­łem fotel ojca, na któ­rym sia­dy­wał przed tele­wi­zo­rem. Wie­dzia­łem, że jak to zoba­czy, to mnie zabi­je, ale w tam­tym momen­cie nie mia­ło to dla mnie zna­cze­nia. Okle­iłem go folią, żeby nie powy­ry­wać sobie wło­sów, i zaczą­łem kom­bi­no­wać. Uda­ło się! Póź­niej, jak już w TV były emi­to­wa­ne tele­dy­ski, to mogłem zoba­czyć, jak to mniej wię­cej wyglą­da. Podob­nie było z tań­cem. Wszyst­kie­go uczy­łem się sam, bo prze­cież w Ełku nie było wte­dy żad­nych instruk­to­rów tań­ca. Efekt? W 1999 r. zają­łem 7. miej­sce na Mistrzo­stwach Pol­ski w bre­ak dan­ce, w Wasil­ko­wie. Moż­na? Można!

 

Trze­ba mi tyl­ko powie­dzieć, że nie dam rady…

 

Sport i taniec — to dwie bajki?
D.G.: Inte­re­so­wał mnie przede wszyst­kim samo­roz­wój. Poza tym jestem takim tro­chę cele­bry­tą, lubię się chwa­lić. Może to wada, może zale­ta, ale sta­ram się to robić w kon­kret­ny spo­sób. Jak już się cze­goś podej­mę, to z gru­bej rury”. Star­to­wa­łem w II edy­cji pro­gra­mu You Can Dan­ce. Dosta­łem się do pierw­szej pięć­dzie­siąt­ki naj­lep­szych tan­ce­rzy. Nie­ste­ty, moja tech­ni­ka nie była na tyle dobra, żeby pora­dzić sobie na tych koń­co­wych eta­pach — tele­wi­zyj­nych. Ale spró­bo­wa­łem, zoba­czy­łem, jak to jest, spraw­dzi­łem swo­je moż­li­wo­ści. Było warto.

 

A wła­sny zespół?
D.G.: Zawsze chcia­łem mieć wła­sny zespół. W koń­cu go zało­ży­łem. Ist­niał 3 lata. Nagry­wa­łem pio­sen­ki m.in. z Mar­ci­nem Mil­le­rem, są pusz­cza­ne do tej pory na Polo TV. Zamie­rzam wró­cić do śpiewania.

 

Czy to były dobre 3 lata?
D.G.: Jed­nak faj­niej było, jak się tyl­ko tań­czy­ło na sce­nie. Na luzie, bez stre­su i odpo­wie­dzial­no­ści. Woka­li­sta, czy zało­ży­ciel, musi wszyst­kie­go pil­no­wać. A co jest naj­gor­sze w tym wszyst­kim? Że trze­ba dzwo­nić po klu­bach i nakrę­cać wystę­py. Powiem tak: ja nie lubię wcho­dzić niko­mu w d… Chy­ba nie nada­ję się na telemarketera: -)

 

Tań­czy­łeś i tre­no­wa­łeś jednocześnie?
D.G.: Tak, jed­no dru­gie świet­nie się uzupełniało.

 

Moż­na powie­dzieć, że speł­niasz się, czy nie do końca?
D.G.: Zawsze sta­wiam sobie jakieś cele. Mam w port­fe­lu kar­tecz­kę z punk­ta­mi, któ­re muszę zre­ali­zo­wać w danym roku. Cza­sa­mi do niej wra­cam i patrzę, co mi jesz­cze pozo­sta­ło do zrobienia.

 

foto-nadeslane-7

Co Ci to daje?
D.G.: Czło­wiek musi mieć w życiu jakieś cele, bo jeśli czło­wiek nie ma w życiu żad­nych celów, do któ­rych zmie­rza, to jego egzy­sten­cja nie ma sen­su. Nauczy­łem się tego na licz­nych szko­le­niach, w któ­rych mia­łem oka­zję uczest­ni­czyć. Kie­dyś myśla­łem sobie, że chciał­bym otwo­rzyć siłow­nię, ale nie byłem do tego prze­ko­na­ny. Co prze­wa­ży­ło? Po pierw­sze: mama moja powie­dzia­ła, że nie spo­cznie, dopó­ki nie otwo­rze wła­snej siłow­ni. Było mi wstyd, że ona chce bar­dziej, niż ja. Po dru­gie: byłem instruk­to­rem na jed­nej siłow­ni, ale wła­ści­ciel nie wypła­cał mi pie­nię­dzy. Powie­dzia­łem dość” i odsze­dłem. Po trze­cie: na jed­nym ze szko­leń dowie­dzia­łem się, że w wie­ku 50 lat muszę być milio­ne­rem, bo jeże­li nie, to już póź­niej nie będzie mi się chcia­ło zara­biać: -) I po czwar­te: dosta­łem dota­cję na otwar­cie swo­je­go biznesu.

 

Tre­nu­jesz też zawodników?
D.G.: Tak, tre­nu­je­my chło­pa­ków do star­tów w trój­bo­ju siło­wym i Cross Fit. Wyszko­li­łem już mistrza Euro­py i kil­ku mistrzów Pol­ski. Mamy kil­ka­na­ście meda­li: brą­zo­wych, srebr­nych i złotych.

 

Jest coś, cze­go nie uda­ło Ci się osiągnąć?
D.G.: Rekor­du Pol­ski w trój­bo­ju siło­wym… ale już się do nie­go zbli­żam: -) Przy­naj­mniej zawsze chcia­łem zro­bić rekord Pol­ski w trój­bo­ju siło­wym i nie uda­ło mi się to za junio­ra. Teraz przy­naj­mniej w senio­rach mam szan­sę ten rekord zro­bić. Mam nadzie­je, że się uda. Ale jest też wie­le rze­czy, któ­rych nawet nie wie­dzia­łem, że zro­bi­łem. Na przy­kład zdo­by­łem 1000-ny medal dla Pol­skie­go Związ­ku Kul­tu­ry­sty­ki, Fit­ness i Trój­bo­ju Siło­we­go, co było zupeł­nym przypadkiem.

 

Pro­wa­dzisz bar­dzo aktyw­ny tryb życia. Czy nie kule­je” przez to Two­je życie osobiste?
D.G.: Narze­czo­na pra­cu­je na górze: -). Wszyst­ko da się pogo­dzić. Przy­cho­dzi­ła na moje tre­nin­gi do siłow­ni, spró­bo­wa­ła i zała­pa­ła bak­cy­la. Przy­znam, że dąży­łem do tego, aby tak się sta­ło. Taki mia­łem plan. Wycho­dzę z zało­że­nia, że jak coś już robić, to wspólnie.

 

foto-nadeslane-8

Pla­ny na przyszłość?
D.G.: Zają­łem się w tym roku die­te­ty­ką spor­to­wą i chcę się roz­wi­jać w tym kie­run­ku. Zawsze powta­rzam, strze­la­jąc sobie tym samym tro­szecz­kę w kola­no”, że die­ta to 70% suk­ce­su, a sam tre­ning tyl­ko 30%. ‑Przy­cho­dzą do mnie ludzie, roz­pi­su­je­my die­tę i zaczy­na­my tym żyć. Są już efek­ty. Jed­na z pań była u bar­dzo dobre­go die­te­ty­ka i się zra­zi­ła, bo waga sta­ła w miej­scu przez 1,5 roku. Po mojej die­cie w pierw­szym tygo­dniu waga spa­dła 1,5 kg, w następ­nym 2,5 kg. Pani jest bar­dzo zado­wo­lo­na. Dora­dzam, jak się odży­wiać na pod­sta­wie wła­snych doświad­czeń i obser­wa­cji, jak rów­nież korzy­stam z cen­nych wska­zó­wek jed­ne­go z naj­lep­szych pol­skich die­te­ty­ków — Tade­usza Sowińskiego.

 

Mówi­łeś, że masz fuk­sa’?
D.G.: Odkąd pamię­tam, zawsze poma­ga­łam innym, nawet kosz­tem sie­bie same­go. I wyda­je mi się, że to do mnie wra­ca. Otwie­ra­jąc siłow­nię mia­łem strasz­nie dużo przy­pad­ków. W Urzę­dzie Pra­cy w Ełku (a dodam, że byłem oso­bą dłu­go­trwa­le bez­ro­bot­ną) pew­na pani pod­po­wie­dzia­ła mi, żebym napi­sał pro­jekt na otwo­rze­nie wła­sne­go biz­ne­su. Dosta­łem 36 170 zł dofi­nan­so­wa­nia. Ludzie mówi­li: Co on kupi za te pie­nią­dze, prze­cież to kro­pla w morzu”. Oczy­wi­ście, ale mia­łem jesz­cze swo­je pie­nią­dze — nie za dużo — ale jed­nak, poza tym pomógł mi Mar­cin Mil­ler — zupeł­nie bez­in­te­re­sow­nie, za co jestem mu nie­zmier­nie wdzięcz­ny. Część sprzę­tu dosta­łem w leasing za 0% od face­ta, któ­ry tak napraw­dę mnie nie znał. A to dla­te­go, że pole­cił mi go tre­ner kadry, któ­ry mnie bar­dzo lubił i któ­re­mu parę faj­nych rze­czy zała­twia­łem. Po pro­stu wie­rzę w karmę.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę. Agniesz­ka Czarnecka[fruitful_sep]