Strona główna » Rozmowy kontrolowane » Dotykam chmur-Maciej Olszewski
Rozmowy kontrolowane

Dotykam chmur-Maciej Olszewski

betterfly_pl017 (Kopiowanie)
foto:Michał Chilmon-betterfly.pl

DLACZEGO TAKA FORMA SPORTU? DLACZEGO LATANIE?
 — Chy­ba każ­dy mło­dy czło­wiek marzy o lata­niu? Będąc dziec­kiem, skła­da­łem mode­le samo­lo­tów, patrzy­łem w nie­bo. W cza­sach mojej mło­do­ści, czy­li w latach 80., zosta­nie pilo­tem było raczej nie­osią­gal­ne. Jedy­ną ścież­ką było woj­sko i bar­dzo dobre zdro­wie. Od kil­ku­na­stu lat są już moż­li­wo­ści i pilo­tem może zostać prak­tycz­nie każ­dy. Musia­łem spróbować.
JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?
 — Gdy w latach 90. nasze nie­bo poza woj­skiem zosta­ło udo­stęp­nio­ne wszyst­kim ludziom, zaczę­to latać na moto­lot­niach. Zain­te­re­so­wa­łem się tym, ale sie­dem lat temu, gdy zaczy­na­łem, kwo­ta kil­ku­dzie­się­ciu tysię­cy zło­tych, jaką trze­ba było wydać na moto­lot­nię, wyda­wa­ła mi się bar­dzo duża. Wte­dy usły­sza­łem o moż­li­wo­ści lata­nia na para­lot­ni z napę­dem. Był to i nadal jest naj­tań­szy spo­sób na lata­nie. Powsta­ło wie­le szkół para­lot­nio­wych, któ­re dotąd wyszko­li­ły kil­ka­dzie­siąt tysię­cy pilo­tów. Po kil­ku latach wyszko­li­łem się na inny rodzaj stat­ku powietrz­ne­go – wiatrakowiec.
CZY POTRZEBA DUŻYCH NAKŁADÓW FINANSOWYCH?
 — Nie! Ist­nie­je jakieś dziw­ne prze­ko­na­nie, że lot­nic­two to bar­dzo eks­tre­mal­ny i kosz­tow­ny sport? Za parę tysię­cy moż­na kupić sprzęt, odbyć szko­le­nie i reali­zo­wać marze­nia o lata­niu. Moż­na też latać za bar­dzo małe pie­nią­dze, pła­cąc jedy­nie za pali­wo. Wystar­czy tyl­ko chcieć, poznać jakie­goś lot­ni­ka w oko­li­cy, któ­ry chęt­ny będzie dzie­lić swo­ją pasję z inną osobą.
Gdy po kil­ku latach przy­by­ło nas, lata­ją­cych”, posta­no­wi­li­śmy zawią­zać gru­pę, aby to śro­do­wi­sko było bar­dziej widocz­ne. W ten spo­sób w roku 2011 powsta­ło Mazur­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Lot­ni­cze, któ­re sku­pia obec­nie ponad 20 pilo­tów z Ełku i całe­go woje­wódz­twa war­miń­sko-mazur­skie­go. Mamy w swych sze­re­gach instruk­to­ra samo­lo­to­we­go oraz człon­ka kadry naro­do­wej w motoparalotniarstwie.
JESTEM W GÓRZE — CO SIĘ TAM CIEKAWEGO DZIEJE?
 — Gdy jestem wyso­ko, to przede wszyst­kim odczu­wam spo­kój. Jest to dosłow­ne i w prze­no­śni ode­rwa­nie się od świa­ta przy­ziem­ne­go i jego pro­ble­mów. Start w górę to chwi­la psy­chicz­ne­go odprę­że­nia. Trud­no to wszyst­ko opo­wie­dzieć, ale na pew­no lata się rów­nież dla wido­ków, ponie­waż to one cią­gną nas w górę. Świat widzia­ny z lotu pta­ka jest nie­sły­cha­nie pięk­ny. Pierw­sze zachły­śnię­cie się wido­kiem, po ode­rwa­niu się od zie­mi — to coś, cze­go się nie zapo­mi­na. Każ­dy z nas pamię­ta swój pierw­szy samo­dziel­ny lot, któ­ry u każ­de­go pilo­ta wywo­łu­je wiel­ki okrzyk WOW”. Mnie zda­rzy­ło się to dotych­czas dwu­krot­nie. Pierw­szy raz na kur­sie para­lot­nio­wym i dru­gi raz na szko­le­niu wiatrakowcowym.
CZY TEJ PASJI TOWARZYSZY STRACH?
 — Tyl­ko głu­pi się nie boi. Pew­nie, że jest, ale więk­sze jest zauro­cze­nie. Strach rodzi się dużo póź­niej, wraz z naby­wa­nym doświad­cze­niem i awa­ryj­ny­mi sytu­acja­mi, któ­re przy­da­rza­ją się pod­czas karie­ry lot­ni­czej. Czło­wiek po pro­stu sta­je się świa­do­my pew­nych zagro­żeń. Naj­więk­sza oba­wa jest wte­dy, kie­dy np. doświad­czy­li­śmy nie­bez­piecz­nych sytuacji.
KŁOPOTY NA GÓRZE?
 — Para­lot­nia, tak jak każ­dy sta­tek lata­ją­cy, też może mieć awa­rię. Naj­częst­szą jest wyłą­cze­nie się sil­ni­ka. Może to być spo­wo­do­wa­ne bra­kiem pali­wa, prze­waż­nie przez prze­ocze­nie, pro­ble­ma­mi elek­trycz­ny­mi lub typo­wo mecha­nicz­ny­mi. Prak­tycz­nie wszyst­ko, co może się stać z sil­ni­kiem w locie, komuś się już przy­da­rzy­ło. Kole­dze pod­czas lotu odpadł tłu­mik i uszko­dził śmi­gło. Mnie oso­bi­ście dwa razy zda­rzył się brak pali­wa oraz trzy razy spa­dła faj­ka ze świecy.
Lata­jąc para­lot­nią z napę­dem, nale­ży pamię­tać rów­nież o warun­kach atmos­fe­rycz­nych, czy­li wybrać dobrą pogo­dę na lata­nie. W nie­spo­koj­nym powie­trzu, któ­re wystę­pu­je w środ­ku dnia w okre­sie od wio­sny do jesie­ni, może zda­rzyć się rów­nież tzw. zło­że­nie się skrzy­dła. Para­lot­nia w odróż­nie­niu od twar­de­go skrzy­dła samo­lo­tu to tyl­ko kawa­łek mate­ria­łu, któ­ry łatwo moż­na znie­kształ­cić. Bez kształ­tu aero­dy­na­micz­ne­go nie ma siły nośnej i się spada.
JESTEM W GÓRZE — SILNIK NIE DZIAŁA…
 — Gdy jestem wyso­ko, roz­glą­dam się spo­koj­nie, szu­ka­jąc rów­nej łąki bez prze­szkód tere­no­wych, takich jak: drze­wa, prze­wo­dy elek­trycz­ne czy pło­ty. Naj­le­piej szu­kać miej­sca na lądo­wa­nie przy dro­dze, żeby np. kole­ga mógł zawieźć mnie z powro­tem do domu. Spo­koj­nie szy­bu­ję do wybra­ne­go miej­sca i lądu­ję tak, jak­bym latał bez sil­ni­ka. Gdy jest się nisko, dzia­ła instynkt wyćwi­czo­ny przez lata i nastę­pu­je bar­dzo szyb­kie lądo­wa­nie. Trze­ba wte­dy bły­ska­wicz­nie wyko­nać kil­ka czyn­no­ści. Szyb­ka oce­na miej­sca lądo­wa­nia, zacią­gnię­cie try­me­rów, wysu­nię­cie z uprzę­ży. Jest to czas 3 – 5 sekund na bez­piecz­ne zna­le­zie­nie się na ziemi.

I SPADAM?
Nie, to trze­ba jasno wyja­śnić. Każ­dy sprzęt lata­ją­cy, od para­lot­ni przez śmi­głow­ce po naj­cięż­szy odrzu­to­wiec pozba­wio­ny sil­ni­ków — po pro­stu lata. To kwe­stia umie­jęt­no­ści pilo­ta, aby z taką sytu­acją umieć sobie pora­dzić. Da się prze­cież wylą­do­wać nawet pro­mem kosmicz­nym, któ­ry od wej­ścia w atmos­fe­rę nie uży­wa sil­ni­ków. Wszyst­ko, co ma skrzy­dło, ma siłę nośną. Szy­bo­wiec np. wyko­rzy­stu­je prą­dy wzno­szą­ce, któ­re wystę­pu­ją w powie­trzu. I te prą­dy go uno­szą, umoż­li­wia­jąc kil­ku­go­dzin­ne prze­lo­ty. Oczy­wi­ście wszyst­ko zale­ży od masy maszy­ny lata­ją­cej i powierzch­ni jej skrzy­deł. Duży samo­lot pasa­żer­ski po stra­cie sil­ni­ków roz­po­czy­na lot szy­bo­wy i dobry pilot jest w sta­nie, bez­piecz­nie spro­wa­dzić go na zie­mię. Potrze­bu­je jedy­nie nor­mal­ne­go lotniska.

_RAD2041 (Kopiowanie)
foto: Radek Nowacki

DŁUGO TRZEBA SIĘ SZKOLIĆ, ABY OSIĄGNĄĆ TE WSZYSTKIE UMIEJĘTNOŚCI?
 — Szko­le­nie para­lot­nio­we dłu­gie nie jest. Jest podzie­lo­ne na dwa eta­py i trwa śred­nio do dwóch tygo­dni. To jest jakieś 20 lotów. No i trze­ba zdać egza­min państwowy.
Szko­le­nia na samo­lo­ty i wia­tra­kow­ce to już ponad 20 godzin prak­ty­ki w powietrzu.
Opa­no­wa­nie wszyst­kich umie­jęt­no­ści, pozna­nie zacho­wa­nia się stat­ku powietrz­ne­go to już lata i godzi­ny spę­dzo­ne w powietrzu.

INNE MARZENIA?
 — Na począt­ku czło­wiek chce latać i wyko­rzy­stu­je każ­dą moż­li­wość, aby być w górze. Uczy to oby­cia z prze­strze­nią. W prze­strze­ni 3D docho­dzi nam-oprócz poru­sza­nia się w płasz­czyź­nie pozio­mej — wyso­kość. Para­lot­nia nie jest szyb­kim sprzę­tem i w godzi­nę nie da się za wie­le prze­le­cieć. Jak już zwie­dzi się swo­je naj­bliż­sze oko­li­ce, mia­sto, gmi­nę, chce się pole­cieć gdzieś dalej i szyb­ciej. Czło­wiek spo­glą­da na samo­lo­ty, wia­tra­kow­ce i chce spró­bo­wać lata­nia nimi. Mnie uda­ło się wyszko­lić na wia­tra­ko­wiec, a w pla­nach mam szko­le­nie samolotowe.
Lot­nic­two jest spor­tem bar­dzo roz­wo­jo­wym i tu już zale­ży wszyst­ko od cza­su i finan­sów. Marze­nie? No, chce się samo­lo­tu (uśmiech).

GDY DOTYKAM CHMUR…
 — To jest bajecz­nie. Jak­by chmu­ra oddzie­la­ła dwa świa­ty do sie­bie. Ten ponu­ry zosta­wiam na dole, a tam nad chmu­ra­mi zawsze świe­ci słoń­ce, jest cie­plej, pięk­niej. Lata­nie po wierz­choł­kach chmur jest czymś nie­sa­mo­wi­tym i bar­dzo przy­jem­nym. Czu­ję się wte­dy jak w takim Matrik­sie. W lata­niu ponad chmu­ra­mi podo­ba mi się tzw. efekt glo­rii. Czy­li mamy słoń­ce z tyłu, a nasz cień rzu­ca­ny jest na chmu­rę i poja­wia się wte­dy wokół nie­go tęcza koli­sta, to jest coś pięk­ne­go. Lubię wisieć w tej prze­strze­ni, jest cisza i spokój.

Dzię­ku­ję za rozmowę.
Roz­ma­wia­ła Rena­ta Szymaszko
Foto: Betterfly.pl

OSTATNIE