Dwulicowość Ełku: PO i PiS jako ciche zaplecze Prezydenta Andrukiewicza

30 października 2024 roku podczas sesji rady miasta radny Koalicji Obywatelskiej tj. Platformy Obywatelskiej, Włodzimierz Szelążek powiedział zdanie, które idealnie pokazuje dzisiejszą politykę w Ełku: W programie wyborczym mówiliśmy o zamrożeniu podatków od nieruchomości.

Ale dodał też, że jest za podwyżkami też, ale nie drastycznymi. Obietnica zamrożenia podatków w kampanii wyborczej brzmiała dla mieszkańców jednoznacznie. Jednak dla ełckiej Platformy najwyraźniej znaczy coś odwrotnego. Słowa Szelążka nie były wpadką. Były ujawnieniem tego, co od dawna widać w radzie miasta – Platforma mówi jedno, robi drugie, a o jej prawdziwych intencjach decyduje to, co akurat uzgodni w korytarzach ratusza.

Od lat PO w Ełku krytykuje Tomasza Andrukiewicza, po czym po cichu daje mu polityczne wsparcie. Radni tej partii regularnie odwiedzają gabinety prezydenta, a ich projekty są akceptowane z zadziwiającą łagodnością. Wystarczy porozmawiać z kimkolwiek w lokalnej polityce, by usłyszeć, że to stały element gry. Ważne stanowiska, jak choćby obecność Andrzeja Orzechowskiego w radzie nadzorczej Eko-Mazur – pokazują, że współpraca tej partii z ratuszem jest dużo bliższa, niż jej działacze chcieliby przyznać publicznie. Platforma robi wszystko, by jednocześnie wyglądać na opozycję i nie palić mostów z prezydentem. Udaje niezależność, a jednocześnie pozwala sobie na iluzję, że wiceprezydent Mirosław Hołubowicz jest „ich człowiekiem”. To całkowite oderwanie od realiów.

Nie lepiej wygląda sytuacja w PiS. Teoretycznie klub tej partii powinien być twardym przeciwnikiem obecnego układu władzy. W praktyce zachowuje się jak jego ciche zaplecze. Krzysztof Bania – od lat związany z jednostką podległą miastu – od dawna głosuje tak, jak pasuje ratuszowi. Dariusz Wasilewski również od lat funkcjonuje politycznie w sąsiedztwie prezydenta i widać to niemal przy każdym głosowaniu. Klub PiS, poza Łukaszem Cegiełką, nie jest zdolny do żadnej realnej, konsekwentnej politycznej postawy. To struktura, która istnieje tylko z nazwy, wydmuszka, która wciąż trwa w przekonaniu, że ponieważ w powiecie działa Małgorzata Kopiczko, to w mieście również ma wpływy. Tymczasem fakty mówią jasno – PiS w radzie miasta jest jedynie biernym obserwatorem własnej politycznej bezradności.

W Ełku powstała więc cicha, nieformalna koalicja, która funkcjonuje bez podpisów i bez odpowiedzialności. Prezydent Tomasz Andrukiewicz nie musi tworzyć formalnego porozumienia, bo ma do dyspozycji radnych z dwóch największych ogólnopolskich partii. Platforma i PiS mówią mieszkańcom swoje, a prezydentowi co innego. Oni naprawdę wierzą, że dzięki takiemu ustawieniu politycznej układanki coś znaczą, że ich głos ma wagę, że jeśli się postawią, to prezydent będzie musiał się liczyć z ich opinią. Tymczasem realia są bardziej brutalne – to prezydent rozdaje karty, a radni obu klubów pełnią rolę posłusznego tła.

Największy absurd tej sytuacji widać właśnie teraz, przy podwyżkach podatków. Ci sami politycy, którzy w kampaniach wyborczych obiecywali zamrożenie stawek i ostrzegali przed kryzysem gospodarczym, dziś bez wahania podnoszą rękę za wzrostami. To już nawet nie jest polityczna dwulicowość. To pogarda wobec mieszkańców, którzy pamiętają, co słyszeli w kampanii. Problem w tym, że partie te żyją w przekonaniu, że wyborcy szybko o wszystkim zapomną, a ich ciche układy z ratuszem nigdy nie wyjdą na światło dzienne.

Dziś Ełk ma radę miasta, która zamiast kontrolować władzę wykonawczą, stała się jej bezwolnym zapleczem. Ma partie, które zgubiły kręgosłup i tożsamość. Ma polityków, którzy bardziej dbają o dostęp do gabinetów niż o interes mieszkańców. I to mieszkańcy zapłacą za te podwyżki, choć jeszcze rok temu słyszeli o „zamrożeniu”.

Wybory zweryfikują wszystko, ale nie zmienią jednego – pamięć mieszkańców jest dłuższa niż kadencja radnych, którzy dziś głosują wbrew własnym obietnicom.