foto: EKO- Mazury

Eko- Mazury. Miliony wkopane w ziemię, samowola i zmowa milczenia? Jak ełcki nadzór budowlany kryje układ za tarczą z RODO

W blasku fleszy i przy akompaniamencie wzniosłych haseł o ekologii, uroczyście przecinano wstęgę. W cieniu urzędniczych gabinetów toczyła i wciąż toczy się jednak zupełnie inna gra – gra o zatuszowanie faktu, że warta ponad 1,2 miliona złotych instalacja w PGO Eko-MAZURY powstała z rażącym naruszeniem prawa. Gdy na jaw wychodzi, że sztandarową inwestycję realizuje się bez wymaganych pozwoleń na budowę, do akcji wkracza Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Ełku. Zamiast jednak wyciągać surowe konsekwencje za trwonienie publicznych pieniędzy, urząd stawia mur z paragrafów i używa dyrektywy RODO jako tarczy przeciwko poselskiej kontroli.

Kiedy 14 października ruszały prace przy uzupełnieniu instalacji odbioru i zagospodarowania biogazu składowiskowego w Siedliskach (gm. Ełk), nikt na samym początku nie zadawał niewygodnych pytań. Inwestycja, oparta na założeniach eksperta dr. Rafała Lewickiego i realizowana przez wyłonioną w przetargu firmę P.K. TECH-GAS z Grajewa, miała ostatecznie rozwiązać problem uciążliwego fetoru zatruwającego życie mieszkańcom.

Związek Międzygminny wyłożył na ten cel potężną kwotę 1 149 500 zł (pieniądze z budżetów okolicznych samorządów), a sama spółka PGO Eko-MAZURY dorzuciła ponad 109 tysięcy złotych. Prezes zarządu spółki, Bartosz Detkiewicz, z dumą ogłaszał do kamer:

„Wbicie łopaty to nie tylko fizyczny akt, symbol naszej determinacji i zaangażowania, ale przede wszystkim współpracy wszystkich członków Związku […] na rzecz lokalnej społeczności”.

Jak się jednak okazuje, w tej gładkiej wyliczance zabrakło jednego, fundamentalnego elementu: poszanowania prawa budowlanego. Owa „determinacja” przybrała bowiem formę klasycznej, bezczelnej samowoli budowlanej, w całości sfinansowanej z publicznych pieniędzy.

O tym, że na wysypisku w Siedliskach maszyny pracują bez wymaganych zgód, jako pierwszy alarmował radny Ireneusz Dzienisiewicz. Zamiast natychmiastowej reakcji służb, radny zderzył się odmową dostarczenia mu dokumentów z postępowania Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Ełku.  Jego sygnały ignorowano tak długo, jak tylko się dało, dając wykonawcy czas na fizyczne wkopanie milionów w ziemię.

Dopiero widmo wybuchu medialnego „skandalu” zmusiły urzędników do działania. Machina urzędnicza ruszyła jednak zdecydowanie za późno – dopiero po fakcie. Z oficjalnego dokumentu PINB w Ełku (znak sprawy: PINB.514.IB.33.29.2025 z 27 lutego 2026 r.) wyłania się ponury obraz rażącej niekompetencji lub, co gorsza, celowego omijania procedur.

W wyniku kontroli przeprowadzonej 12 listopada 2025 r., inspektorzy zmuszeni byli potwierdzić to, o czym w ełckich kuluarach szeptano od dawna. Wykonano twarde roboty budowlane, na które bezwzględnie wymagane było pozwolenie na budowę – dokument, którego inwestor nigdy nie posiadał. 26 listopada wszczęto postępowanie administracyjne, a w grudniu nakazano sporządzenie „ekspertyzy stanu technicznego”. Trwa więc gorączkowa, urzędnicza próba zalegalizowania samowoli post factum.

RODO, czyli jak urzędnik knebluje parlamentarzystę

Gdy sytuacja stała się na tyle poważna, że sprawą zainteresował się Poseł na Sejm RP Marcin Kulasek, żądając w trybie interwencji poselskiej wglądu w pełną dokumentację, lokalna machina państwowa pokazała swoje mroczne oblicze.

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, mgr inż. Andrzej Ignatowicz, w oficjalnej odpowiedzi kategorycznie odmówił posłowi przesłania dokumentów. Powód brzmi jak żart z państwa prawa:

„W związku z faktem, że poczta elektroniczna nie jest bezpiecznym sposobem przekazywania informacji zawierających dane osobowe (…) możliwy jest wgląd w akta sprawy w siedzibie PINB-Ełk, po uprzednim umówieniu się telefonicznym”.

W 2026 roku państwowy urzędnik wysokiego szczebla twierdzi, że nie posiada bezpiecznych metod cyfrowego przekazania dokumentów organom kontrolnym. Ignoruje istnienie rządowego systemu ePUAP, szyfrowanych archiwów i podpisów kwalifikowanych. To argumentacja, która urąga elementarnej logice i stanowi klasyczny przykład instytucjonalnej obstrukcji.

Wytłumaczenie tego biurokratycznego absurdu jest brutalnie proste. Jeśli poseł pofatyguje się osobiście do Ełku, z całą pewnością otrzyma do wglądu teczki, w których niewygodne nazwiska i wrażliwe dane i tak zostaną wcześniej ukryte i zamazane czarnym markerem. Skoro więc dane osobowe i tak podlegają anonimizacji podczas kontroli, co stoi na przeszkodzie, by te zanonimizowane dokumenty zeskanować i udostępnić posłowi elektronicznie w 5 minut?

Odpowiedź brzmi: nic. RODO zostało tu użyte z premedytacją. Nie jako narzędzie ochrony prywatności obywateli, lecz jako biurokratyczny wytrych i pałka do odganiania niewygodnych pytań. Ma zniechęcić, opóźnić kontrolę i kupić czas.

Sprawa instalacji w Siedliskach to coś więcej niż lokalny skandal z biogazem w tle. To przerażająca opowieść o tym, jak samorządowe spółki żonglują milionami złotych poza rygorem prawa budowlanego. To również dowód na to, że powiatowy nadzór, zamiast stać na straży praworządności, staje się ochroniarzem układu, tchórzliwie chowając się za europejskimi dyrektywami.

Zanim akta sprawy ostatecznie pokryją się kurzem w ełckim PINB-ie, opinia publiczna ma prawo poznać odpowiedzi na kluczowe pytania:

  • Kto wydał polecenie rozpoczęcia prac ziemnych, wiedząc, że spółka nie posiada wymaganych prawem pozwoleń?
  • Dlaczego PINB ignorował pierwsze doniesienia radnego Dzienisiewicza, pozwalając na kontynuowanie nielegalnych prac?
  • Ile będą kosztować działania naprawcze i ekspertyzy post factum, i z czyjej kieszeni (podatnika czy prywatnej) zostaną pokryte?

W państwie prawa, w którym zwykły obywatel musi tygodniami czekać na zgodę na postawienie wiaty garażowej, publiczna spółka z udziałem kapitału samorządowego wchodzi ciężkim sprzętem w złoża odpadów, ignorując procedury.

Fetoru ze składowiska odpadów w Ełku być może uda się pozbyć dzięki nowej, choć budowanej w cieniu bezprawia instalacji. Jednak odór instytucjonalnej arogancji, kumoterstwa i braku transparentności będzie unosił się nad ełckim nadzorem budowlanym i spółką Eko-Mazury jeszcze bardzo długo.