Już w grudniu 2024 roku radni Ełku przegłosowali deficyt budżetowy na 2025 rok, który jasno pokazuje: miasto wydaje więcej, niż posiada. Planowane dochody wynoszą 454,6 mln zł, natomiast wydatki sięgną aż 522,8 mln zł. Różnica – 68,1 mln zł – to kwota, której nie da się pokryć z bieżących wpływów, a jednocześnie wyraźny sygnał, że budżet miasta funkcjonuje na kredyt.
Aby zasypać tę dziurę, przygotowano uchwałę, która przewiduje: Miasto Ełk zaciągnie długoterminową pożyczkę w Banku Gospodarstwa Krajowego na kwotę 47 729 778 zł, przeznaczoną na pokrycie części deficytu. Spłata rat rozpocznie się dopiero w 2037 roku i potrwa do 2042 roku, co oznacza, że obecna władza praktycznie nie będzie odczuwać ciężaru własnych decyzji finansowych.
Warto podkreślić, że uchwała z pożyczką to tylko „pro forma” – faktyczne decyzje o finansowaniu deficytu z kredytów i pożyczek radni podjęli już w grudniu 2024 roku. To oznacza, że dzisiejsi decydenci świadomie przerzucają ciężar finansowy na przyszłe pokolenia i na swojego następcę w ratuszu.
Dodatkowo obecna kadencja jest ostatnią kadencją prezydenta Tomasza Andrukiewicza. Dług, który dziś powstaje, będzie spłacany dopiero po jego odejściu. Innymi słowy, Andrukiewicz zostawia miasto z deficytem i kredytem jak bombę zegarową, a wszystkie konsekwencje – wyższe obciążenia dla mieszkańców, mniej pieniędzy na bieżące potrzeby i inwestycje – spadną na barki przyszłego prezydenta.
Choć władze miasta argumentują, że inwestycje są konieczne, liczby pokazują inną prawdę. Aż 78% budżetu pochłaniają wydatki bieżące – pensje, utrzymanie administracji i instytucji, co oznacza, że deficyt nie wynika wyłącznie z inwestycji, ale z systematycznego wydawania więcej, niż miasto zarabia. Inwestycje, choć potrzebne, są przykrywką dla finansowego eksperymentu, który zbudowano na kredytach.
Patrząc w perspektywie lat, strategia ta jest ryzykowna. Zadłużenie rośnie, a miasto nie tylko pokrywa deficyt nowymi pożyczkami, ale również pozostawia sobie w przyszłości mniej środków na realne potrzeby mieszkańców. Dziś mieszkańcy mogą cieszyć się remontami i nowymi projektami, jutro jednak przyjdzie rachunek, którego nikt dziś nie chce spłacać.
Decyzja Rady Miasta Ełku pokazuje, że w ratuszu wciąż funkcjonuje zasada: korzyść dziś, koszt jutro. Odpowiedzialność za finanse miasta została odroczona – problem zostanie rozwiązany przez przyszłą władzę i mieszkańców. Takie podejście jest wyraźnym sygnałem, że w Ełku decyzje polityczne dominują nad realnym zarządzaniem finansami publicznymi.







