Redakcja dotarła do pełnej dokumentacji dotyczącej głośnej sprawy ratowników medycznych z ełckiego szpitala „Pro-Medica”. Dokumenty, w tym liczący kilkadziesiąt stron Protokół Komisji Antymobbingowej z 26 września 2023 roku ujawniają obraz placówki, w której procedury istnieją głównie na papierze, a komisje mają pełnić rolę fasady chroniącej kierownictwo, nie pracowników.
To sprawa, która zaczęła się od formalnego zgłoszenia mobbingu na kierownika działu ratownictwa i jego zastępcę. Zgłoszenia, które według dokumentacji komisji „nie znalazły potwierdzenia”. Ale analiza protokołu oraz informacje ujawnione później w sądzie pokazują, że ta konkluzja była wygodna dla szpitala, ale niekoniecznie prawdziwa.
Komisja antymobbingowa: 57 osób przesłuchanych, a prawda i tak nie przebiła się do raportu
Protokół komisji to ogromny materiał: 57 przesłuchanych pracowników,83 godziny i 55 minut rozmów, szczegółowe, wielostronicowe zeznania. Ale liczby nie przykryją tego, co wynika z treści.
Zeznania pracowników są jednoznaczne: część osób zgłaszała mobbing,wielu opisywało chaos, wulgaryzmy, mobbing bierny i zastraszanie, dziesiątki osób wskazywały na nieprawidłowości zarządcze, które nie miały nic wspólnego z profesjonalnym kierowaniem zespołem ratownictwa.
To, w jaki sposób te zeznania zostały ostatecznie ujęte w protokole, budzi poważne zastrzeżenia.
Pracownicy przyznali, że musieli po kilka razy poprawiać zdania zapisane przez komisję, bo ich wypowiedzi były przeinaczane lub spisywane w sposób nieoddający treści. Jeden ze świadków informował, że siedem razy zgłaszał błędnie zapisane fragmenty, które konsekwentnie wracały w tej samej, niepoprawnej formie.
To już nie pomyłka. To mechanizm.
Mechanizm, który miał działać: chronić kierownictwo
Protokół nie ukrywa, że atmosfera w dziale była dramatyczna. Pracownicy: opisywali podniesiony ton, zastraszanie i wyśmiewanie, skarżyli się na wysyłanie ich do zadań poniżej kwalifikacji (sprzątanie, odśnieżanie), wskazywali na częste konflikty, niejasne procedury i chaos organizacyjny, mówili o wieloletnim napięciu i strachu przed odwetem.
A jednak komisja… uznała, że mobbingu nie było.
Wnioski komisji stoją w sprzeczności nie tylko z emocjami pracowników, ale także z ich relacjami. I dopiero sprawa w sądzie pokazała, co naprawdę działo się za kulisami.
Sąd obnażył fikcję: ratownicy wygrali. A podczas procesu wyszło na jaw coś jeszcze gorszego
Podczas postępowania sądowego, w którym ratownicy wygrali sprawę, ujawniono informację, o której w szpitalu do dziś mówi się półgębkiem: z komisji wyciekały informacje.
Treści zeznań, zanim jeszcze zdążyły trafić do końcowego protokołu, miały być znane osobom zainteresowanym, co budzi podejrzenia o naciski, presję i brak jakiejkolwiek niezależności komisji.
To oznacza jedno: pracownicy nie byli chronieni, a komisja nie była organem bezstronnym.
Sąd w ostateczności przyznał rację ratownikom. To cios w narrację szpitala, ale też dowód na to, że instytucjonalna „prawda” nijak ma się do tej faktycznej.
Komisja – fikcja utrzymywana dla świętego spokoju
Sprawa Pro-Medici pokazuje, jak działa system: Zgłoszenie nieprawidłowości – pracownicy odważyli się mówić o mobbingu. Szybka reakcja formalna – powołanie komisji antymobbingowej, która ma pokazać, że „procedury działają”. W praktyce – zeznania spisywane nierzetelnie, poprawiane, źle interpretowane, a niektóre informacje wyciekają na zewnątrz. Wnioski komisji – dla zarządu bezpieczne: „mobbingu nie było”. Sąd – jedyne miejsce, gdzie prawda przebija się przez system.
Wyrok na korzyść pracowników – kompromitacja komisji i potwierdzenie, że jej działania były nie tylko nieskuteczne, ale mogły wręcz szkodzić pracownikom.
Szpital, który ma do ukrycia więcej, niż chciał pokazać
Dokumenty, do których dotarła redakcja, przedstawiają obraz jednostki, w której komisje służą do gaszenia pożarów wizerunkowych, nie rozwiązywania problemów, pracownicy są zostawiani sami sobie, chaos organizacyjny staje się narzędziem władzy, a osoby zgłaszające nieprawidłowości muszą walczyć nie z problemem, lecz z systemem.
Ta sprawa nie kończy się na jednym protokole, jednej komisji i jednym wyroku.
To sygnał alarmowy dla wszystkich jednostek samorządowych: papierowe procedury nie zastąpią rzeczywistej odpowiedzialności.
Nasza redakcja dociera do kolejnego wątku w tej kontrowersyjnej sprawie. Okazuje się, że jeszcze podczas trwania postępowania, byli kierownicy DRMITS, oskarżani przez własną załogę, zdecydowali się pozwać Pro-Medicę o rekompensatę za rzekomo utracone korzyści. Łączne roszczenie sięgało 269 335,04 zł. Do rozprawy jednak nie doszło. Zamiast tego zawarto ugodę, a kwota ostatecznie wyniosła 95 490,68 zł.
Co budzi szczególne kontrowersje, to fakt, że Prezes Zarządu nie poczekała ani na wyrok sądu, ani na pełne rozstrzygnięcia sporu, a mimo to zgodziła się na wypłatę wysokiej kwoty. Warunki ugody obejmowały m.in.: dodatkowe wynagrodzenie wypłacane byłym kierownikom razem z pensją, odpowiadające tzw. dodatkowi wyjazdowemu, co łącznie kosztowało 78 738,48 zł oraz uznanie innych roszczeń tj. 16 752,20 zł. Łączny koszt ugody wyniósł 95 490,68 zł.
Decyzja o wypłacie pieniędzy przed zakończeniem sprawy sądowej i bez pełnego wyjaśnienia okoliczności może budzić poważne wątpliwości co do rzetelności zarządzania spółką i ochrony interesów publicznych.
Ważne: Ratownicy pozwali kierownictwo, a nie szpital. Jednak mechanizm i sposób działania oraz zaangażowanie szpitala budzi nie tylko wątpliwości, ale rzuca cień na zarząd szpitala.







