Od zera do hitu. Promocja czy dojenie?
Przypomnijmy: inicjatywa ruszyła w zeszłym roku. W dużej mierze to dzięki staraniom radnego Ireneusza Dzienisiewicza ełckie środowisko hodowców wreszcie doczekało się swojego miejsca. Początki były skromne – około 40 wystawców. Ale już w marcu giełda dosłownie eksplodowała. Ponad 200 sprzedawców zjeżdżających z całego województwa, Podlasia, a nawet z Litwy, zapewniło targowisku pełną obsadę.
Radny Dzienisiewicz triumfował wtedy w mediach społecznościowych, pisząc:
„Skoro tak licznie przyjeżdżają tu hodowcy z całego kraju, to warto giełdę promować”.
I miał absolutną rację. Szkoda tylko, że ełcki ratusz słowo „promocja” najwyraźniej pomylił z pojęciem „dojenie”.
Urzędnicza logika i zderzenie z rzeczywistością
Sukces giełdy błyskawicznie obnażył niewydolność miejskich przepisów. Przede wszystkim: cennik Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych (PUK Sp. z o.o.) kompletnie nie przewidywał takiej skali, ani faktu, że to właśnie sobota stanie się dniem tak potężnego handlu.
Praktyka pokazała też coś, co przerosło urzędniczą wyobraźnię: gołębiarze po prostu wolą stać na otwartej przestrzeni. Dochodziło do sytuacji, w których hodowcy wykupywali oficjalne stanowisko pod wiatą, po czym i tak rozstawiali się „pod chmurką”.
Co robi PUK widząc to zjawisko? Zamiast sensownie unormować zasady korzystania z placu, pisze wniosek do Urzędu Miasta Ełku o wprowadzenie zupełnie nowej opłaty dla tych, którzy rozstawiają się luzem. I tak oto powstał projekt uchwały. W oficjalnym uzasadnieniu dokumentu czytamy rozbrajająco szczere wyznanie:
„Liczba dostępnych miejsc jest jednak niewystarczająca w stosunku do obecnych potrzeb (…). Proponuje się wprowadzenie nowej opłaty od sprzedaży gołębi poza stoiskami targowymi”.
Absurd „podatku od klatki”
Żeby w pełni zrozumieć skalę tego absurdu, zestawmy ze sobą dotychczasowe zasady i planowany cennik uderzający w tych, którzy wolą (lub muszą) handlować poza zadaszeniem:
- Stanowisko pod wiatą: Płaci się 6,00 zł ryczałtem za całe stoisko. Można tam postawić tyle ptaków, ile się zmieści.
- Handel „pod chmurką”: Zgodnie z projektem nowej uchwały zapłaci się 5,00 zł od każdej klatki.
Wyobraźmy sobie hodowcę, który przyjedzie do Ełku z pięcioma klatkami rzadkich okazów. Pod wiatą zapłaciłby 6 złotych. Na zewnątrz, stojąc w obiektywnie gorszych warunkach atmosferycznych, zapłaci miastu 25 złotych. To ponad czterokrotna przebitka! Miasto chce cynicznie zarabiać na tym, że przepisy nie nadążają za realiami i potrzebami handlujących.
Decydujące starcie na sesji
Ten projekt uchwały to podręcznikowy wręcz przykład tego, jak samorząd potrafi zdusić każdą fajną, oddolną inicjatywę. Zamiast cieszyć się z unikalnej atrakcji, która co sobotę ściąga do Ełku tłumy, urzędnicy wyczuli okazję do szybkiego zarobku i łatania dziur w spółce komunalnej.
Decydujące starcie już na najbliższej sesji Rady Miasta Ełku. To wtedy radni podniosą ręce (lub nie) za wprowadzeniem tych absurdalnych przepisów. Jeśli uchwała przejdzie, wejdzie w życie 14 dni po ogłoszeniu w Dzienniku Urzędowym.
Mieszkańcom i hodowcom pozostaje uważnie patrzeć władzy na ręce. Czy ełccy rajcy bezrefleksyjnie poprą ten urzędniczy skok na kasę, czy też pójdą po rozum do głowy i zablokują karanie pasjonatów? Przekonamy się już niedługo. Gołębie może i potrafią wysoko latać, ale wizja ełckich urzędników w tym przypadku szoruje po dnie.







