Strona główna » Rozmowy kontrolowane » Łukasz Makarewicz: idę po wszystko
Rozmowy kontrolowane

Łukasz Makarewicz: idę po wszystko

 Kie­dy zaczę­ła się Two­ja przy­go­da z kickboxingiem?

— Spor­tem inte­re­so­wa­łem się, tak napraw­dę, od zawsze. Któ­re­goś razu mój dobry kum­pel zapi­sał się na kick-boxing, ja tre­no­wa­łem wte­dy tro­chę kara­te i boks. Nie chcia­łem, żeby był lep­szy ode mnie, więc też się zapi­sa­łem. Pamię­tam pierw­szy tre­ning. Wybie­głem po nim z sali jak nowo naro­dzo­ny i wie­dzia­łem, że to jest to, co chcę w życiu robić. Nigdy wcze­śniej, i już nigdy póź­niej, nie mia­łem takie­go uczu­cia. To było coś nie­sa­mo­wi­te­go. Mia­łem wte­dy 14 lat.

14212555_1290091464388169_2385385818418417894_n

Pamię­tasz swo­ją pierw­szą walkę?

— Chy­ba od razu poje­cha­li­śmy na Mistrzo­stwa Pol­ski. Pierw­sza moja wal­ka była strasz­ną poraż­ką! Prze­gra­łem. Nie byłem chy­ba jesz­cze goto­wy na to, żeby sta­nąć twa­rzą w twarz z prze­ciw­ni­kiem na ringu.

Znie­chę­ci­łeś się?

— Jestem typem czło­wie­ka, któ­re­go poraż­ki zawsze moty­wu­ją. Do jesz­cze więk­szej pra­cy i do tego, by się doskonalić.

Ile lat trwa Two­ja przy­go­da z kickboxingiem?

— 19?

Masz cza­sa­mi ocho­tę odejść na emeryturę”?

— Cza­sa­mi mam dość, kie­dy wcho­dzę na salę, idę bie­gać, czy mam cokol­wiek zro­bić zwią­za­ne­go ze spor­tem. Ale to jest tyl­ko pewien okres, kie­dy być może jestem prze­mę­czo­ny, mam za dużo spraw na gło­wie, i nie mogę się z tym wszyst­kim upo­rać. Po jakimś cza­sie wra­ca werwa do tre­nin­gów. To są cięż­kie lata mojej pra­cy. To są tysią­ce albo milio­ny kilo­me­trów, któ­re prze­bie­głem i godzin, któ­re spę­dzi­łem na sali gim­na­stycz­nej. Jak to czę­sto mawia moja mama, tyl­ko ja wiem, ile ze swo­ją tor­bą, w któ­rej mam ochra­niacz na gło­wę i ręka­wi­ce, prze­sze­dłem. Nawet kie­dy przy­jeż­dża­łem do niej na urlop, to zawsze ze sprzętem.

Ile lat trze­ba tre­no­wać, żeby osią­gnąć formę?

Łukasz Makarewicz: do tej pory pędziłem za marzeniami, które oczywiście spełniam, ale wciąż czegoś mi brakuje.
Łukasz Maka­re­wicz: do tej pory pędzi­łem za marze­nia­mi któ­re oczy­wi­ście speł­niam, ale wciąż cze­goś mi brakuje.

— To zale­ży, do cze­go się szy­ku­je­my, czy do wal­ki zawo­do­wej, czy do ama­tor­ki”. Jeże­li już jeste­śmy roz­tre­no­wa­ni”, potrze­bu­je­my od 6 do 8 tygo­dni, żeby się przy­go­to­wać do tur­nie­ju. I wte­dy są to 2 tre­nin­gi dzien­nie. Nie jest łatwo zna­leźć na to czas i moty­wa­cję. Moty­wa­cja to chy­ba naj­trud­niej­sza rzecz w tym wszystkim.

Czy to, co robisz, w ogó­le ma sens?

— Wszyst­ko, co robi­my, ma sens. Jak powie­dział Krzy­siek Sosnow­ski: Sport jest nie­od­łącz­nym ele­men­tem wycho­wa­nia”. Sport wypro­wa­dził” mnie na tę dobrą dro­gę życia i chy­ba wysze­dłem na ludzi.

Czy­li mia­łeś trud­ne momen­ty w życiu?

— Oczy­wi­ście jak chy­ba każ­dy. Mia­łem bar­dzo cięż­kie dni. Wie­le razy upa­dłem na twarz i chy­ba tyl­ko dzię­ki temu, że upra­wia­łem sport, potra­fi­łem się pod­nieść, otrze­pać i powie­dzieć sobie: Nic się nie sta­ło”. Popra­wić koro­nę i iść dalej.

Naj­więk­sze sukcesy?

— Chciał­bym któ­re­goś dnia móc powie­dzieć: osią­gną­łem już wszyst­ko. Ale to chy­ba jesz­cze nie czas, więc ruszam dalej w bój. Cią­gle idę po wszystko.

Co się nie udało?

— Nie uda­ło mi się utrzy­mać żad­ne­go związ­ku. Ponie­waż prak­tycz­nie nigdy nie ma mnie w domu, więc wszyst­kie moje związ­ki roz­pa­da­ły się prę­dzej, czy póź­niej. Jestem też tro­chę cięż­kim czło­wie­kiem do współ­ży­cia. Zwy­czaj­nie jestem upar­ty i czę­sto mam focha”. Nie potra­fię przy­zwy­cza­ić się w stu pro­cen­tach do niko­go. Być może jesz­cze nie tra­fi­łem na tę jedy­ną, przy któ­rej chciał­bym zostać? Może, jak na taką tra­fię, to wte­dy będzie mój naj­więk­szy sukces.

Czy­li to się wyklu­cza: sport i rodzi­na? Czy to jest raczej nie­umie­jęt­ność pogo­dze­nia tych dwóch rze­czy? Czy zawsze trze­ba z cze­goś zrezygnować?

14459022_1312717305458918_1963796332_n

— Oczy­wi­ście, że zawsze trze­ba z cze­goś zre­zy­gno­wać. Może nie­ko­niecz­nie z cało­ści, ale na pew­no z czę­ści. Trze­ba iść na ugo­dę przede wszyst­kim. Ja do tej pory pędzi­łem za marze­nia­mi, któ­re oczy­wi­ście speł­niam, ale wciąż cze­goś mi bra­ku­je. Brak mi tej dru­giej oso­by, któ­ra będzie dla mnie opar­ciem. Nie chcę wra­cać do puste­go domu, chcę wra­cać do domu, w któ­rym ktoś na mnie czeka.

Gdy­by zna­la­zła się ta dru­ga oso­ba, to umiał­byś zre­zy­gno­wać dla niej ze sportu?

- Trud­ne pyta­nie. Może z czę­ści tego, co robię tak, nato­miast na pew­no nie zre­zy­gnu­ję z pasji, któ­ra ukształ­to­wa­ła mnie na takie­go, jakim dziś jestem.

Gdy­byś nie zajął się 19 lat temu spor­tem, co byś dzi­siaj robił?

- Nie mam poję­cia : -) Kie­dyś chcia­łem być chi­rur­giem, ale posze­dłem w innym kie­run­ku, choć w pew­nym stop­niu zwią­za­ny jestem z chi­rur­gią, bo przy tym spo­rcie, któ­ry upra­wiam, to dosyć czę­sto na chi­rur­gii bywam.

Dzię­ki pasji zwie­dzi­łeś kawał świa­ta. Jaki kraj wywarł na Tobie naj­więk­sze wrażenie?

- Wszę­dzie jest faj­nie tam, gdzie nas nie ma. Podró­żu­ję dużo, napraw­dę, nie tyl­ko po Pol­sce, ale rów­nież po Euro­pie. Naj­bar­dziej podo­ba mi się … w Pol­sce. Miesz­ka­łem jakiś czas za gra­ni­cą, ale Pol­ska to mój dom. Jestem Pola­kiem i jestem tu sobą. Za gra­ni­cą zawsze jeste­śmy tyl­ko obcokrajowcami.

Wal­ki to zwy­cię­stwa i sła­wa. Sła­wa poma­ga czy przeszkadza?

- Nie uwa­żam się za oso­bę sław­ną, ale też nie jestem zwy­kłym sza­ra­kiem. Nie prze­szka­dza mi to, wręcz prze­ciw­nie. Mamy Fun­da­cję Sport Acti­ve, dzię­ki któ­rej poma­ga­my dzie­ciom. A wia­do­mo, że jak przyj­dzie jakiś sza­rak do kogoś bar­dzo waż­ne­go, żeby ten ktoś pomógł, to sza­ra­ko­wi raczej nie pomo­że, ale oso­bie sław­nej, jak Dariusz Michal­czew­ski — już tak.

Kie­dy sto­isz na rin­gu to, co czujesz?

— Dziś” po pro­stu wycho­dzę i robię swo­je. Ina­czej było przy tych pierw­szych wal­kach. Adre­na­li­na i strach. Raz czło­wiek był bar­dziej zmo­ty­wo­wa­ny, raz mniej.
Raz czło­wiek lepiej przy­go­to­wa­ny, raz gorzej, i to wpły­wa­ło też na wynik walki.

Poważ­na kontuzja?

— Kie­dyś w wal­ce o Mistrzo­stwo Świa­ta w ostat­niej run­dzie Sło­wak kop­nął mnie w kola­no i roz­bił je. Wal­czy­łem do koń­ca na adre­na­li­nie, ale potem trzy dni leża­łem w łóż­ku. Nie dałem rady iść do leka­rza, bo nie mogłem się dosłow­nie pod­nieść. Mia­łem nie­licz­ne kon­tu­zje, ale nigdy moje­mu życiu nie zagra­ża­ło niebezpieczeństwo.

A dru­ga stro­na? Kogoś wywieź­li na noszach?

— Kie­dyś na tur­nie­ju zawo­do­wym w K1 w Niem­czech poła­ma­łem dla prze­ciw­ni­ka chy­ba trzy czy czte­ry żebra i zabra­ła go karet­ka. Wal­ka zosta­ła przerwana.

Od kie­dy pro­wa­dzisz tre­nin­gi kick-boxingu?

— Chy­ba od 4 lat.

Jest zain­te­re­so­wa­nie tą dys­cy­pli­ną spor­tu wśród młodych?

— Zain­te­re­so­wa­nie jest, ale jest też dużo klu­bów, więc ci ludzie się po nich roz­cho­dzą. W samym Ełku są chy­ba 4 sek­cje. Mia­łem paru uczniów, któ­rzy odno­si­li nie­ma­łe suk­ce­sy, tyl­ko nie mie­li w sobie takiej zaja­dło­ści, jak ja. Nie potra­fi­li posta­wić wszyst­kie­go na jed­ną kar­tę. Może to i dobrze. Nie wiem, czy bym chciał, żeby poszli moją dro­gą, bo moja dro­ga wca­le nie była łatwa.

Jesteś szczę­śli­wy?

— Poję­cie względ­ne. Co zna­czy być szczę­śli­wym? Może jak przy­sto­pu­ję któ­re­goś razu, usią­dę i zasta­no­wię się nad tym, to będę mógł Ci odpo­wie­dzieć na to pyta­nie. Na razie sam nie wiem.
Co będziesz robił za 10 lat?

— Wygram w toto­lot­ka i kupię sobie dom, w któ­rym będę miał z 1000 albo i 2000 ksią­żek, i będę czy­tał je od rana do nocy.

Ukry­ta pasja?

— Lubię czy­tać, tyl­ko rzad­ko mam na to czas. Jeśli mam coś do czy­ta­nia i nie dzwo­ni tele­fon, i nie muszę iść na tre­ning, ani do pra­cy, to chwy­tam za książ­kę i odda­lam się z tego świa­ta, w inny. To taka moja uciecz­ka trochę.

Jakie­go Łuka­sza nie zna nikt?

— Zawsze marzy­łem o podró­ży dooko­ła świa­ta. Kie­dyś pojadę.

Dzię­ku­ję za rozmowę.
Agniesz­ka Czarnecka