Jak Osewski zagrał Kartą Mieszkańca

Mocne słowa, oburzenie na brak współpracy i oskarżenia rzucane w stronę miasta. Podczas kwietniowej sesji Rady Gminy Ełk wójt Tomasz Osewski roztoczył przed radnymi wizję heroicznej, choć z góry skazanej na porażkę, walki o dostęp do miejskich zniżek w ramach Ełckiej Karty Mieszkańca. Problem w tym, że ta batalia odbyła się wyłącznie w wyobraźni włodarza. Z dokumentów wynika wprost: żadnych oficjalnych próśb nie było, a sam wójt pogubił się w tym, kto i za co w Ełku odpowiada.

To miała być typowa zagrywka wizerunkowa. Wielkimi krokami zbliża się moment wprowadzenia Ełckiej Karty Mieszkańca – programu, który da Ełczanom płacącym w mieście podatki (PIT) tańszy dostęp m.in. do basenu, wydarzeń kulturalnych czy np. komunikacji miejskiej. Mieszkańcy terenów wiejskich, co naturalne, również chcieliby z niej korzystać. Co robi w takiej sytuacji sprawny polityk, który wie, że za partycypację w miejskiej infrastrukturze musiałby słono zapłacić z budżetu gminy? Przerzuca odpowiedzialność na sąsiada.

Hektary „w zamian za coś” i syndrom oblężonej twierdzy

Podczas sesji z 29 kwietnia 2026 r., wójt Osewski po raz kolejny uderzył w tony, które słyszymy od dawna. Tłem dla jego wystąpienia znów było widmo rzekomego „rozbioru gminy Ełk” – temat wciąż podsycany i wałkowany przez włodarza z uporem godnym lepszej sprawy. To w tym kontekście padły znamienne słowa:

„Karta mieszkańca. Miasto robi kartę mieszkańca. Ludzie od nas mówią, żeby poszerzyć to na gminę. Mają rację. Prawda. I teraz, czy ja się o to zwracałem do prezydenta? Kilkakrotnie. Zwracałem się do nich, żeby wzięli nas pod uwagę, na przykład w zamian za coś. Kilka razy. Czy jest jakiś odzew z ich strony? Nie ma, i pewnie nie będzie”.

Z tej wypowiedzi płynie na pozór jasny komunikat: gmina jest otwarta na współpracę, oferuje konkretne rozwiązania („w zamian za coś”), ale zderza się z arogancją ratusza. Czym miało być owo „coś”? Biorąc pod uwagę bolączki miasta, któremu dramatycznie brakuje terenów inwestycyjnych, wójt puszczał oko, sugerując, że mógłby rzucić na stół np. 10 hektarów.

Narracja brzmi świetnie. Doskonale pasuje do retoryki podziału na „złe, zachłanne miasto” i „poszkodowaną gminę”. Wymaga jednak jednego — potwierdzenia w faktach.

Zderzenie z rzeczywistością: Zero pism w trzy lata

W administracji publicznej nie ma miejsca na domysły, a intencje władz mierzy się grubością teczek z korespondencją urzędową. Zwróciliśmy się do Urzędu Miasta Ełku w sprawie weryfikacji słów wójta. Odpowiedź Ireny Podleckiej, Naczelnika Wydziału Polityki Społecznej, uderza w sam fundament kwietniowego oświadczenia Tomasza Osewskiego.

Z oficjalnego pisma ełckiego ratusza wynika jednoznacznie: w okresie ostatnich 3 lat do Kancelarii Ogólnej Urzędu Miasta Ełku nie wpłynęło żadne pismo ani oficjalny wniosek dotyczący rozszerzenia działalności Karty Mieszkańca na Gminę Ełk. W związku z tym żadne ustalenia nie były prowadzone.

Co z rzekomymi ofertami współpracy? Urząd Miasta potwierdza jedynie, że temat przewinął się na marginesie spotkań dotyczących Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego (MOF) i Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych (ZIT). Wójt po prostu „interesował się projektem”. „Poza dyskusjami o charakterze informacyjnym nie padały żadne deklaracje dotyczące współpracy w tym zakresie” – kwituje ełcki magistrat.

Urzędnicy doskonale wiedzą, że luźne rzucenie pomysłu między kawą a ciastkami na konwencie to nie jest formalne „zwrócenie się do władz miasta”. Wymaga się oficjalnego pisma, uchwały intencyjnej rady lub chociażby formalnego zaproszenia do negocjacji. Wójt Osewski nie podjął żadnego z tych kroków. Nie można zatem oczekiwać urzędowej odpowiedzi na pismo, którego nigdy się nie wysłało.

Wójt lubi pouczać…

 Skoro miasto nie potwierdza słów wójta to może oznaczać to celowe wprowadzanie w błąd własnych radnych i mieszkańców. Ale na tym kompromitacja włodarza się nie kończy. Chcąc uderzyć w miasto, wójt postanowił podbić stawkę:

„Ale jak gmina może zapewnić dostęp do usług wyższych jak teatr, jak ECK, jak szkoła muzyczna? Nas jako gminę nigdy nie będzie na to stać, żeby to utrzymać, z kolei jest to w mieście.”

Brzmi dramatycznie, gdyby nie jeden drobny szczegół. Wójt Tomasz Osewski, który tak często i chętnie publicznie poucza innych o konieczności „prostowania ludzi niekompetentnych”, wykazał się w tym momencie elementarnym brakiem wiedzy. Szkoła muzyczna w Ełku jest placówką państwową (prowadzoną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego), a nie miejską. Oznacza to, że zasady naboru i ewentualne koszty są identyczne – zarówno dla dzieci z ełckich osiedli, jak i z najmniejszej wsi w gminie. Miasto nie ma tu nic do rzeczy, a ełcka Karta Mieszkańca nie będzie miała na funkcjonowanie tej szkoły żadnego wpływu.

Zniżki dla wójta, 100 procent dla mieszkańców

Wobec takich wypowiedzi nie sposób przejść obojętnie. Wójt rozegrał mistrzowską partię, budując przed mieszkańcami wizerunek uciemiężonego, ale walczącego gospodarza. Tyle że gdy kurtyna opada, a my sprawdzamy dokumenty, okazuje się, że na scenie nie ma niczego.

W tym wszystkim jest jednak jeszcze jeden, niezwykle ironiczny absurd. Wójt Osewski tak żarliwie ubolewa nad losem mieszkańców swoich wsi odciętych od miejskich benefitów, ale sam o własny portfel martwić się nie będzie musiał. Tomasz Osewski ełcką Kartę Mieszkańca będzie mógł otrzymać bez najmniejszego problemu.

Dlaczego? Bo wójt gminy Ełk na co dzień jest mieszkańcem Ełku i to właśnie tutaj, do miejskiej kasy, odprowadza swój podatek PIT.