Sprawa, która w ostatnich tygodniach zbulwersowała opinię publiczną i odbiła się szerokim echem w mediach, dotyczy skandalicznego przebiegu obrad Rady Powiatu Ełckiego z 23 kwietnia bieżącego roku. To właśnie wtedy z ust osób pełniących funkcje publiczne padły określenia takie jak „ułomni” czy „warzywka”. Język, który z założenia powinien opierać się na empatii i szacunku, przybrał formę wysoce stygmatyzującą, co wywołało natychmiastową reakcję opinii społecznej oraz instytucji nadzorujących standardy debaty publicznej.
Lakoniczna skrucha na forum rady
Oczekiwany finał sprawy nastąpił podczas sesji Rady Powiatu, która odbyła się 28 maja. Radni, najprawdopodobniej pod rosnącą presją medialną i społeczną, zdecydowali się na publiczną samokrytykę. Zabrakło jednak pogłębionej refleksji – przynajmniej w wypowiedziach skierowanych bezpośrednio do mieszkańców i obecnych na sali.
– Przepraszam za słowo, które wypowiedziałem – oświadczył krótko radny Andrzej Wiszowaty. Wtórowała mu Ewelina Truszkowska, kwitując incydent równie oszczędnie: – Ja również przepraszam za niefortunne słowo…
Zwięzłość tych oświadczeń kontrastuje z powagą sytuacji i faktem, że sprawą zainteresowały się najwyższe organy państwowe.
Obszerne tłumaczenia przed Rzecznikiem
O ile przed mikrofonami na sali obrad radni byli powściągliwi, o tyle w oficjalnej korespondencji z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich narracja przybrała znacznie bardziej wylewny i ustrukturyzowany charakter. Z dokumentów wynika, że RPO wystosował do ełckiego samorządu pismo z 8 maja, domagając się stanowczych wyjaśnień w sprawie standardów komunikacji wobec osób z niepełnosprawnościami.
W odpowiedzi zredagowanej przez Andrzeja Wiszowatego padają już słowa o stanowczych przeprosinach i szacunku dla godności ludzkiej. Samorządowiec tłumaczy w piśmie, że niefortunne słowo „ułomni” padło w dość paradoksalnym kontekście – w trakcie dyskusji nad… rzeczywistymi przeszkodami architektonicznymi.
„Intencją tej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na problemy, z jakimi mierzą się mieszkańcy wymagający wsparcia instytucjonalnego, a nie okazanie braku szacunku czy użycie sformułowania o charakterze obraźliwym. Wypowiedź została wyartykułowana z troską o osoby dotknięte tymi utrudnieniami, bez jakichkolwiek podtekstów czy zamiaru urażenia kogokolwiek” – czytamy w odpowiedzi skierowanej do dyrekcji Biura RPO.
Radny Wiszowaty podkreśla w dokumencie, że użyte przez niego słowo rzeczywiście mogło zostać odebrane jako niestosowne, stygmatyzujące i deprecjonujące. Deklaruje przy tym, że przekazane uwagi przyjmuje z „należytą refleksją”, traktując je jako ważne przypomnienie o potrzebie szczególnej uważności na język używany w debacie publicznej.
Edukacyjny finał skandalu
Wiele wskazuje na to, że sprawa ełckich radnych ostatecznie dobiega końca, jednak jej echa mają przynieść długofalowe skutki dla całej rady. Jak zapowiedziano w korespondencji zwrotnej do Rzecznika Praw Obywatelskich, treść pisma interwencyjnego zostanie oficjalnie przekazana wszystkim radnym Powiatu Ełckiego.
Dodatkowo samorządowcy mają zapoznać się z materiałami i rekomendacjami dotyczącymi komunikacji niedyskryminującej i włączającej społecznie, które udostępniło Biuro RPO. Oby ten instytucjonalny wymóg okazał się skuteczną lekcją, która raz na zawsze wyeliminuje z języka lokalnej polityki wyrażenia naruszające poczucie godności najsłabszych obywateli.







