Na celowniku Ireneusz Dzienisiewicz. Kolejny wniosek o wygaszenie mandatu radnego

W Radzie Miasta Ełku znów będzie gorąco. Na stół trafia wniosek o wygaszenie mandatu radnego – tym razem Ireneusza Dzienisiewicza. Ale zamiast merytorycznych argumentów mamy festiwal pomyłek, nieudolnie dobranych przepisów i orzeczeń sądów, które nijak się mają do sprawy. Do tego dochodzą pomysły, by w polityczne przepychanki angażować biuro prawne urzędu miasta czy nawet wojewodę. Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że zamiast poważnej debaty samorządowej obserwujemy cyrk, w którym przepisy prawa służą jedynie jako rekwizyty do politycznych gierek.

Na celowniku znalazł się radny Ireneusz Dzienisiewicz. Do Rady Miasta Ełku trafił wniosek o wygaszenie jego mandatu. Autor dokumentu zarzuca, że Dzienisiewicz pracuje w jednostce miejskiej MOSiR i „pełni funkcję kierowniczą”. Problem w tym, że radny ani kierownikiem nie jest, ani zastępcą. Jest głównym specjalistą ds. organizacji i wydarzeń. Czasami na „zastępcę” w MOSiR jest wyznaczany Dariusz Jeżewski – i to on wtedy zastępuje Wojciecha Kossakowskiego.

Przepisy pomylone jak w kiepskim poradniku
We wniosku pojawia się prawny galimatias. Wnioskodawca powołuje się na przepisy dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej oraz art. 24d ustawy o samorządzie gminnym, czyli zakazie powierzania radnemu pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej. Przepis ten dotyczy sytuacji, w której to wójt czy prezydent – jako kierownik urzędu – podpisuje umowę z radnym. Tak jak to ma miejsce np. w przypadku radnego Nikodema Kemicera (DW) – (redakcja złożyła w tej sprawie wniosek o wygaszenie mandatu radnego).

Jeśli już ktoś chciałby coś udowadniać, powinien wskazać art. 24b. Ten rzeczywiście zakazuje radnemu pracy w urzędzie gminy, w której uzyskał mandat, oraz pełnienia funkcji kierownika czy jego zastępcy w jednostce organizacyjnej gminy.  Problem w tym, że funkcję zastępcy dyrektora MOSiR powierza się Dariuszowi Jeżewskiemu, a nie Ireneuszowi Dzienisiewiczowi. Sam Dzienisiewicz jest głównym specjalistą ds. organizacji i wydarzeń, co nie jest równoznaczne z kierowaniem jednostką.

Nie tylko on
W jednostkach organizacyjnych miasta pracuje więcej radnych: Krzysztof Bania (kierownik Zespołu Technicznego w ECK), Ewa Awramik, Aleksandra Gałązka-Szejda czy Dariusz Wasilewski (PUK). Ustawodawca nie zabrania radnym tego rodzaju zatrudnienia.

Zero dowodów, za to dużo fantazji
Wniosek nie zawiera żadnych załączników, które mogłyby potwierdzać zarzuty. Za to roi się w nim od „pomocnych” cytatów z orzecznictwa. Tyle że przytoczone wyroki nie mają nic wspólnego z tematem. Wśród nich znaleźć można np. sprawę zezwolenia na zbieranie odpadów (II OSK 1055/17) czy świadczenia pielęgnacyjnego w związku z opieką nad mężem. Czyli mąż, odpady i… mandat radnego – zestawienie iście groteskowe.

Największy absurd? Prośba o opinię
Autor wniosku idzie o krok dalej – domaga się, by w sprawie Dzienisiewicza opinię prawną przygotowało biuro prawne urzędu miasta, a nawet sam wojewoda. Absurd polega na tym, że to dokładnie ten sam mechanizm, przeciwko któremu redakcja ostatnio protestowała w sprawie Aleksandry Szejdy czy Nikodema Kemicera. Wtedy wskazywaliśmy, że przewodniczący rady Michał Tyszkiewicz instrumentalnie wykorzystał miejskich prawników, gdy sam występował o opinię prawną w sprawie wygaszenia mandatów swoich klubowych kolegów.

Polityczna groteska pisana na kolanie
Po stylu wniosku widać, że powstał z dużą pomocą sztucznej inteligencji. Błędne przepisy, nietrafione cytaty, brak związku przyczynowo-skutkowego – dokładnie tak wyglądają dokumenty tworzone przez ChatGPT, kiedy nikt nie zada sobie trudu, by je sprawdzić.

To nie pierwszy raz, gdy „politycy” raczą radę miasta wnioskami, które bardziej przypominają kabaret niż poważne procedury. Wcześniej zarzucano Dzienisiewiczowi m.in. to, że poszedł do biblioteki. Był też wniosek, że radny Wiloch rozpija swojego psa Dzidka. Teraz pojawia się sprawa rzekomej funkcji kierowniczej – udowadniana na podstawie orzeczeń o opiece nad mężem i odpadach.