Najpierw nocna prohibicja, zaraz potem słony rachunek za śmieci

W Ełku szykuje się samorządowe i społeczne trzęsienie ziemi. Zbliżająca się sesja rady miasta to nie będą rutynowe obrady, ale prawdziwy maraton emocji, który dotknie każdego mieszkańca. Znamy już scenariusz tego napiętego dnia. Na pierwszy ogień pójdzie gorący, wręcz ideologiczny spór o nocny handel alkoholem. Gdy tylko opadnie kurz po tej bitwie, radni i Ełczanie będą musieli przełknąć coś znacznie trudniejszego, potężne podwyżki za system śmieciowy, z którego na co dzień ulatnia się uciążliwy fetor.

To nie są tematy, które interesują wyłącznie lokalnych polityków. Obie uchwały uderzą w najczulsze punkty obywateli, wywołując w domach i w Internecie prawdziwą burzę. Emocje Ełczan są całkowicie autentyczne, a porządek obrad gwarantuje, że napięcie będzie rosło z minuty na minutę.

Zgodnie z porządkiem obrad, radni najpierw pochylą się nad tematem, który podzielił Ełk na dwa niezwykle aktywne i głośne obozy: wprowadzeniem nocnej prohibicji. Projekt zakłada całkowity zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach między godziną 22:00 a 6:00 rano.

To punkt, przy którym temperatura z pewnością sięgnie zenitu. Dla wielu Ełczan to sprawa absolutnie priorytetowa. Zwolennicy żądają powrotu do normalności. Mają dość nocnych awantur pod oknami, rozbitego szkła i poczucia zagrożenia. Dla nich prohibicja to nie fanaberia, ale podstawowe prawo do bezpiecznego i spokojnego snu.
 Natomiast przeciwnicy traktują uchwałę jako zamach na osobistą wolność i ograniczeniu. Wskazują, że uderzy to w uczciwych przedsiębiorców, a osoby szukające alkoholu i tak zaspokoją swoje potrzeby w pubach, na stacjach benzynowych poza strefą czy w „szarej strefie”.

Debata o prohibicji to klasyczne starcie wolności jednostki z interesem wspólnoty. Ogień tego sporu płonie w mieście w pełni naturalnie, a radni będą musieli opowiedzieć się po jednej ze stron, ważąc racje wkrótce głosujących wyborców.

Kiedy i jeśli emocje po głosowaniu nad prohibicją nieco opadną, na radnych czeka brutalne zderzenie z rzeczywistością. Kolejny punkt obrad dotknie nie światopoglądu, ale bezpośrednio portfeli mieszkańców. Na stół wjadą podwyżki opłat za gospodarowanie odpadami.

Trudno o temat, który budziłby większą i bardziej uzasadnioną frustrację. Ełczanie od dłuższego czasu zmagają się z bardzo namacalnym problemem, dławiącym fetorem z instalacji Eko-Mazur, który regularnie spowija miasto, zmuszając do zamykania okien. Teraz, za ten wysoce uciążliwy system, mieszkańcy będą musieli zapłacić znacznie więcej.

Liczby, które pojawią się na sesji, nie pozostawiają złudzeń. System tonie w długach, a obecny deficyt wynosi około 5,8 miliona złotych
Nowe, planowane stawki to 33 zł od osoby lub około 90 zł od gospodarstwa domowego. Kwoty te mogą ulec zmianie, ale kierunek jest jeden- ostro w górę.

To, co może zbulwersować, to fakt, że podwyżki nie ratują sytuacji. Nawet jeśli wejdą w życie w maksymalnym wariancie, miasto i tak będzie dopłacać do śmieci od 3,5 do 4 milionów złotych rocznie.

Najbliższa sesja będzie dla miejskich radnych bezprecedensowym testem charakteru. Ustalony porządek, najpierw ideologiczny i głośny spór o nocny alkohol, a zaraz po nim dramatyczne ratowanie budżetu kosztem zdezorientowanych i podduszonych fetorem mieszkańców. 

Władze miasta muszą przygotować się na to, że mieszkańcy nie wybaczą im ani zbywania ich obaw w kwestii bezpieczeństwa, ani arogancji w temacie śmieciowych podwyżek. Obywatelska gorączka w Ełku trwa, a radni znaleźli się w samym jej centrum.  Mieszkańcy  mogą poczuć się bezsilni. Oczekuje się od nich finansowania potężnej dziury budżetowej i akceptacji rosnących rachunków, podczas gdy w zamian otrzymują usługę, która ewidentnie zawodzi i psuje powietrze w mieście.