Wszystko zaczęło się od nowelizacji Prawa farmaceutycznego z początku 2024 roku. Rząd zdjął z aptek odgórny obowiązek darmowych, całodobowych dyżurów i narzucił bardzo okrojone minimum (w dni wolne zaledwie 4 godziny dyżuru, w nocy – 2 godziny).
Ale ustawa nie zostawiła pacjentów na lodzie – dała powiatom jasną furtkę. Samorząd może sam sfinansować dodatkowe godziny nocnych dyżurów ze swojego budżetu, aby zapewnić mieszkańcom ciągłość dostępu do leków. Co na to Starostwo Powiatowe w Ełku? Z komunikatu zamieszczonego w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) wieje urzędniczą znieczulicą. Dowiadujemy się z niego, że apteki nie będą dyżurować całodobowo, bo… powiatu na to nie stać.
„Nie mamy pieniędzy” – to najstarsza i najwygodniejsza tarcza, za którą może schować się każdy urzędnik. Tylko że Ełk to nie jest biedna, wyludniająca się gmina na krańcu mapy, ale trzecie największe miasto na Warmii i Mazurach!
Mieszkańcy mają pełne prawo pytać: na co w takim razie idą publiczne pieniądze? Budżet to zawsze kwestia priorytetów. Jeśli w kasie powiatu znajdują się środki na administrację, promocję czy lokalne imprezy, a brakuje ułamka tych kwot na zapłacenie farmaceucie za nocny dyżur, to znaczy, że ktoś tu drastycznie pomylił to, co jest dla ludzi naprawdę ważne. Podstawowe bezpieczeństwo zdrowotne kilkudziesięciu tysięcy Ełczan zostało zepchnięte na margines w imię urzędowych oszczędności.
Po 22:00 Ełk staje się apteczną pustynią
Jak ten urzędniczy minimalizm wygląda w praktyce? Obecnie na terenie całego powiatu ełckiego w niedziele i święta dyżur pełni tylko i wyłącznie jedna placówka. To APTEKA Dr.Max przy ul. Mickiewicza. Jej drzwi zamykają się punktualnie o godzinie 22:00 (pracuje w godzinach 8:00-22:00).
A co potem? O 22:00 klamka zapada. Nieważne, czy właśnie wybiegłeś z receptą na pilny antybiotyk, czy twoje dziecko zwija się z bólu. Samorząd wysyła ci jasny sygnał: radź sobie sam.
Frustracja na ełckich ulicach i forach internetowych sięga zenitu, ale za drzwiami urzędowych gabinetów chyba jej nie słychać.
„To jest jakiś nieśmieszny żart. Włodarze robią sobie z nas pośmiewisko. Miasto z taką populacją, a my jesteśmy traktowani jak mieszkańcy głębokiej prowincji. SOR to nie jest miejsce, do którego powinnam jechać po syrop na gorączkę dla roczniaka tylko dlatego, że starosta zaciska pasa kosztem naszego zdrowia!” – to tylko jeden z dziesiątek pełnych gniewu komentarzy Ełczan.
Czas najwyższy, aby władze powiatu przestały chować głowę w piasek i traktować przepisy jako wymówkę do nicnierobienia. Mieszkańcy Ełku płacą podatki i mają prawo wymagać, by miasto nie zasypiało o 22:00, zostawiając chorych na pastwę losu. Dopóki samorząd nie zrewiduje swoich finansowych priorytetów, Ełczanom pozostaje jedynie… nie chorować w nocy.







