Problem uciążliwych zapachów w Ełku nie jest nowy, ale to, co dzieje się w ostatnich tygodniach, wymknęło się spod jakiejkolwiek kontroli. Ełk dusi fetor nacierający z dwóch frontów: z jednej strony od Siedlisk, z drugiej – od strony Nowej Wsi Ełckiej. Mieszkańcy próbowali walczyć. Były protesty, były głośne apele – i nic. Zero reakcji, zero poprawy.
Głównym punktem zapalnym i źródłem smrodu z kierunku Nowej Wsi Ełckiej jest zakład powszechnie znany jako „Bacutil”. Wcześniej firma zasłaniała się oficjalnymi komunikatami o rzekomo „nowoczesnym systemie filtrów”. Rzeczywistość, z którą na co dzień, z zatkanymi nosami, mierzą się mieszkańcy osiedla Baranki, brutalnie i bezlitośnie weryfikuje te puste deklaracje.
Obecnie w zakładzie nastąpiła zmiana właściciela – pakiet większościowy przejęła firma KOMA. Ludzie oczekują natychmiastowych efektów, a nie powielania wymówek poprzedników, bo na razie zmiana szyldu nie przyniosła miastu żadnej ulgi w oddychaniu.
Samorządowcy przestali przebierać w słowach, bo sytuacja jest tragiczna.
„Od lat tam śmierdzi, ale nawet teraz jest jeszcze gorzej” – punktuje bezlitośnie i trafnie radna Dorota Czepułkowska.
W odpowiedzi na ten trwający koszmar i ignorowanie głosów społecznych radny powiatowy Tomasz Bartnik złożył na sesji 26 marca wniosek do starosty ełckiego. Żąda natychmiastowego podjęcia działań, zbadania trującego fetoru i wyciągnięcia konsekwencji.







