Strona główna » Pod napięciem » No i bądź pan mądry – JOW-y
Pod napięciem Polityka

No i bądź pan mądry – JOW-y

fot. demotywatory.pl
Robert Klimowicz
Robert Klimowicz

No i bądź pan mądry … złe, czy dobre są JOW-y? Warto głosować na „tak”, czy na „nie”?

Nie ma argumentów jednoznacznie przemawiających za systemem JOW-ów, lub za obecnie obowiązującym systemem proporcjonalnym, wyrażającym się głosowaniem na listy wyborcze. Jeden i drugi system ma swoje wady i zalety. Wybory do Senatu – gdzie obowiązują JOW-y – udowodniły, że scena polityczna przy większościowej zasadzie głosowania się stabilizuje, a właściwie betonuje wprowadzając system dwupartyjny – w polskim przypadku będzie to PiS i PO.

 

Czy ktoś trzeci się wciśnie?

Jest to możliwe, ale pojedynczy posłowie raczej nie będą odgrywać żadnej znaczącej roli. Chyba że JOW-y nie będą zbyt duże. Jeżeli okręgi wyborcze będą wielkości powiatów takich jak np. ełcki, to jest szansa, że lokalni aktywiści powalczą o mandat posła, jeżeli jednak będą większe, to z pewnością nikt nie wygra z aktywem największych partii politycznych.

W skali całego kraju może to wypaczyć wyniki, gdyż poparcie społeczne wcale nie musi przełożyć się na liczbę mandatów w Sejmie. Przykładem mogą być ostatnie wybory w Wielkiej Brytanii, gdzie trzecia pod względem poparcia Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, na którą głosowało w całym kraju 12,9 proc. wyborców zdobyła tylko jedno miejsce w brytyjskim parlamencie, a Szkocka Partia Narodowa zdobywając tylko 4,7 proc. głosów wprowadziła aż 56 posłów.

Ale czy system proporcjonalny jest sprawiedliwszy?

Pięcioprocentowy próg wyborczy również powoduje, że część głosów pada na partie, które nie wchodzą do sejmu. W 1993 roku centroprawica zdecydowanie wygrała wybory i nie wprowadziła ani jednego posła, gdyż głosy się rozproszyły na wiele partii. Metoda liczenia głosów d’Hondta, która preferuje partie silniejsze, w praktyce udowadnia, że aby uzyskać mandat posła należy uzyskać głosów znacznie powyżej 10 proc.

Niewątpliwą zaletą JOW-ów mogą być przesunięcia sił wewnątrz danego ugrupowania. Z pewnością całkowicie nie znikną partyjni krzykacze, którzy poza wystąpieniami w TV nic pozytywnego do życia nie wnoszą – ale jest jakaś szansa, że będzie ich zdecydowanie mniej. Nie przejdą przez sito lokalnych wyborców. Jest także nadzieja, że znikną „spadochroniarze”, czyli osoby na listach w regionie, z którym kompletnie nie mają nic do czynienia.

Wzmocni się także pozycja osób w partii, które mają swoje zdanie i potrafią je artykułować. Dziś krytykowany przywódca ugrupowania, po prostu skreśla takie osoby z list wyborczych, przy okazji innym skutecznie zamykając krytyczne usta. Po wprowadzeniu JOW-ów będzie musiał liczyć się z lokalnymi działaczami, bo to oni decydować będą o sukcesie wyborczym ugrupowania.

fot. demotywatory.pl
fot. demotywatory.pl

Jest też szansa, że wybory większościowe „wyrzucą” z polityki osoby nieporadne intelektualnie, które obecnie na potęgę przemycane są przez liderów na listach, którzy w ten sposób zabezpieczają się przed nadmierną konkurencją do objęcia szefowskiego fotela ugrupowania, które reprezentują … choć prawdę powiedziawszy lipcowa debata w Senacie o In vitro trochę tej tezie przeczy.

Z pewnością plusem są  jednomandatowe okręgi wyborcze wprowadzone do samorządów gminnych – w miastach takich jak Ełk. Już w pierwszym roku funkcjonowania, na szczeblu gminnym, właściwie wyeliminowały z lokalnej polityki partie polityczne. Większe szanse w wyborach mają obecnie lokalni działacze, ludzie cieszący się wielkim uznaniem wśród mieszkańców naszych osiedli, których faktycznie interesuje praca na rzecz ełckich społeczności, a nie gierki i przepychanki polityczne. Nie muszą szukać miejsca na listach partyjnych, podporządkowywać się partyjnej machinie i naginać do ich woli, wypełniając później polecenia partyjnych bosów. Rejestrując swój jednoosobowy komitet lub dogadując się z innymi społecznikami odpowiadają wyłącznie przed swoimi wyborcami. W sposób widoczny korzystają na tym nasze osiedla i nasze miasto.

Autor: Robert Klimowicz