Decyzja o opuszczeniu partyjnych szeregów przez trójkę wyrazistych działaczy to nie jest zwykła rotacja – to ewakuacja. Andrzej Hasulak, Zbigniew Achramowicz, Marta Dąbrowska — to oni opuszczają partię.
Odejście Andrzeja Hasulaka oznacza dla ełckiej PO utratę radnego miejskiego i, co za tym idzie, realnego przełożenia na decyzje zapadające w ratuszu. Równie dotkliwa jest strata Zbigniewa Achramowicza – postaci mocno osadzonej w Towarzystwie Miłośników Ełku, który pełnił dotąd funkcję cennego łącznika między partyjnym szyldem a tkanką lokalnych społeczników. Dopełnieniem tego kadrowego kryzysu jest rezygnacja Marty Dąbrowskiej, rozpoznawalnej aktywistki, budującej obywatelską, prospołeczną, twarz ugrupowania. To ubytek politycznego potencjału, którego w żaden sposób nie da się zrekompensować urzędowym optymizmem nowego zarządu.
Spektakl politycznej autodestrukcji
Zamiast konsolidacji przed nadchodzącymi wyzwaniami, ełcka Koalicja Obywatelska funduje wyborcom spektakl politycznej autodestrukcji. Kiedy lokalni liderzy opuszczają szeregi, a nowy zarząd publicznie toczy boje z własnymi sympatykami, trudno mówić o „nowym otwarciu”. To raczej otwarty konflikt, w którym jeńców się nie bierze.
W lokalnej polityce podobnie, jak w fizyce, każda akcja wywołuje reakcję. Wybory wewnętrzne w ełckich strukturach PO, które odbyły się 6 lutego, obnażyły prawdę, o której w kuluarach szeptano od miesięcy: ta partia jest pęknięta na pół.
Z jednej strony mamy obóz Anny Wojciechowskiej, która utrzymała fotel przewodniczącej. Z drugiej – potężną, bo blisko 40-procentową frakcję kontestatorów na czele z Robertem Dawidowskim. I choć Dawidowski oficjalnie wszedł do zarządu jako wiceprzewodniczący, wydarzenia ostatnich dni udowadniają, że w Ełku nie ma miejsca na szorstką męską ani damską przyjaźń. Jest za to bezpardonowa walka o to, kto będzie dyktował warunki.
Profil w rękach opozycji i nerwy sekretarza
O głębokiej dysfunkcji ełckich struktur najlepiej świadczy komunikacyjny chaos, który wylał się do mediów społecznościowych. Środowisko związane z Robertem Dawidowskim, pod szyldem „sympatyków” opublikowało post, który w teorii informował o wynikach wyborów, a w praktyce był ciosem w Wojciechowską. Pisanie o „nieznacznym zwycięstwie” oraz nadziei na przełamanie „dotychczasowej stagnacji” to język, którego używa się wobec politycznych rywali, a nie własnej liderki.
Reakcja obozu władzy pokazała, że nerwy napięte są do granic możliwości. Leon Gierasimiuk, świeżo upieczony sekretarz zarządu, w obszernym komentarzu postanowił zburzyć ten narracyjny domek z kart.
„Dotychczasowa Przewodnicząca […] wygrała wybory w sposób zdecydowany, uzyskując poparcie 61,11% głosów, natomiast jej konkurent Robert Dawidowski uzyskał 38,88%” – wylicza aptekarsko Gierasimiuk.
Na matematyce jednak nie poprzestał. Nazywając wpis sympatyków Dawidowskiego „demagogicznym paszkwilem” i sugerując, że jego autor „odleciał sobie w kosmos”, sekretarz oficjalnie potwierdził to, co wszyscy podejrzewali: zarząd ełckiej PO przypomina dziś gabinet luster, w którym nikt nikomu nie ufa.
Ucieczka przed toksyczną wojną
Oficjalnym powodem exodusu jest odwieczny, ełcki dylemat Platformy: jak ułożyć relacje z prezydentem Tomaszem Andrukiewiczem i jego Dobrem Wspólnym. Jedni chcą pragmatycznej współpracy, inni – twardej, totalnej opozycji. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że decyzja o odejściu to także ucieczka przed toksyczną atmosferą wewnętrznej wojny. Trudno budować powagę ugrupowania na zewnątrz, gdy wewnątrz trwa piaskownicowa walka na uszczypliwości.
Prezent dla politycznej konkurencji
Platforma Obywatelska w Ełku stoi na rozdrożu. Anna Wojciechowska obroniła przywództwo, ale to klasyczne pyrrusowe zwycięstwo. Jeśli 40% struktur partii to de facto opozycja, która korzysta z własnych kanałów komunikacji do podważania mandatu przewodniczącej, a z okrętu ewakuują się najbardziej rozpoznawalni działacze, sytuacja jest krytyczna.
Zamiast patrzeć władzy na ręce i przygotowywać skuteczną ofensywę, ełcka KO ugrzęzła w sporach o to, czy 22 punkty procentowe przewagi to dużo, czy mało. Z tego chaosu cieszy się dziś tylko jedna osoba, prezydent Ełku, któremu rozbita, skupiona na sobie opozycja gwarantuje polityczny spokój na długie miesiące.







