Pixabay. Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Plac zabaw na Zatorzu… u księdza? Radni KO chcą dobrze, ale trafili fatalnie

Radni Koalicji Obywatelskiej – Paweł Sobolewski i Jolanta Gierasimiuk – słusznie zauważyli, że Zatorze od lat czeka na porządny, miejski plac zabaw. Mieszkańcy proszą, dzieci rosną, a infrastruktury jak nie było, tak nie ma. To fakt.

Ale pomysł, który radni zaproponowali w swojej interpelacji, budzi uzasadnione zdziwienie. Bo zamiast walczyć o inwestycję w miejskim, świeckim i ogólnodostępnym miejscu… radni kierują sprawę do parafii i sugerują doposażenie placu zabaw na terenie kościoła.

W interpelacji czytamy:

„Prosimy o podjęcie przez władze miasta Ełk rozmów z Parafią pod wezwaniem Opatrzności Bożej przy ul. Suwalskiej 21 w Ełku, na której terenie znajduje się ogólnodostępny plac zabaw… jego obecne wyposażenie jest niewystarczające i nie jest w należytym stanie technicznym.…”

I tu zaczyna się problem. Duży problem.

Plac zabaw… ale na prywatnym gruncie Kościoła?
O ile intencja, pomoc mieszkańcom Zatorza jest zrozumiała, o tyle wskazane miejsce jest najgorszym możliwym wyborem.
Jeśli istnieje mały plac przy parafii, to tym bardziej rodzi się pytanie: dlaczego miasto nie ma ambicji stworzyć nowego, miejskiego placu, zamiast inwestować w teren, który nie należy do samorządu?

Radni zamiast pytać: gdzie miasto ma wolny teren na Zatorzu, co przewiduje plan zagospodarowania, czy są działki przy Suwalskiej pod rekreację, to proponują, by infrastruktura dla setek dzieci była ulokowana…na gruncie prywatnym, kontrolowanym przez kościół, gdzie każda ławka, każda huśtawka, każda modernizacja będzie zależała od podpisu proboszcza.

To nie jest standard XXI wieku
To jest uzależnienie publicznej infrastruktury od właściciela prywatnego, i to religijnego.

Co jeśli proboszcz zmieni zdanie? Co jeśli przyjdzie nowy ksiądz i stwierdzi: „tu będzie parking, nie plac zabaw”?

Miasto nie będzie miało żadnej kontroli. Mieszkańcy – żadnych gwarancji. A radni zostaną z problemem, który sami stworzyli.

Kilkaset metrów od parafii, na terenie Szkoły Sportowej znajduje się miejski plac zabaw. Teren pod kontrolą miasta. Teren, gdzie można budować, modernizować, rozbudowywać.

Dlaczego więc cała energia radnych została skierowana w stronę parafii, skoro istnieją realne alternatywy?

Radni KO mają rację, że plac zabaw jest potrzebny.
Ale kompletnie nie trafili z lokalizacją.

Bo dzieci na Zatorzu nie są własnością parafii.
Rodzice też nie. Plac zabaw powinien być miejski, świecki, bezpieczny, pod kontrolą samorządu.

A co na to miasto?
W odpowiedzi na interpelację radnych urząd stwierdził jedynie, że… parafia może skorzystać z inicjatywy lokalnej.
Czyli zamiast planować inwestycję w miejską infrastrukturę, miasto subtelnie odsyła pomysłodawców do narzędzia, w którym to… parafia sama musiałaby wnioskować o wsparcie.

To wygląda nie jak rozwiązanie, ale jak pozbycie się problemu.

Zatorze zasługuje na normalny plac zabaw. Nie na eksperyment na gruntach kościelnych.
Dzieci zasługują na prawdziwą publiczną infrastrukturę, a nie na plac zabaw dostępny „na warunkach parafii”.

I trzeba to w końcu powiedzieć głośno.