Agresja jest zawsze dowodem słabości. A kiedy zamiast argumentów pojawia się krzyk, docinki i atak personalny – wiadomo, że władza nie radzi sobie z faktami. Tak właśnie zachował się Tomasz Andrukiewicz podczas dzisiejszych obrad Rady Miasta Ełku
Procedura złamana, prawo nagięte
Wnioski o wygaszenie mandatów dwóch radnych z Dobra Wspólnego powinny trafić najpierw do komisji, gdzie ocenią je radni. Zamiast tego – za sprawą przewodniczącego Michała Tyszkiewicza i z błogosławieństwem prezydenta – przekazano je prawnikowi urzędu.
Radca prawny poszedł dalej niż powinien – nie ocenił formalności, ale rozpatrzył sprawę merytorycznie. A to zadanie radnych. Kolejność została więc odwrócona: najpierw korzystna opinia dla „swoich”, a dopiero potem komisja. Komisja, którą w dodatku powołano dopiero teraz, podczas dzisiejszej sesji.
Prezent dla „swoich” – za publiczne pieniądze
Inni radni w poprzednich kadencjach musieli płacić z własnej kieszeni za opinie prawne dotyczące wygaszenia mandatów. Radni Dobra Wspólnego dostali ją za darmo. To nierówne traktowanie i klasyczny konflikt interesów. W dodatku obciążyło to kieszeń podatników.
Prezydent atakuje – zamiast bronić prawa
Kiedy redakcja wskazała na nadużycia, prezydent nie zajął się meritum. Zamiast tego uderzył personalnie w dziennikarkę, która miała odwagę mówić o procedurach. Andrukiewicz powiedział:
„Nie wiem, na jakim wydziale studiowała skarżąca, nie wiem, gdzie robiła aplikację, ale tak władcze wystąpienie, mówiąc, że prawnik nie ma racji, yyy… nie mógł, nie prawdą jest, co pisze prawnik, jest moim zdaniem ingerowaniem w pracę organów miasta powołując się na działalność redakcyjną”.
To zachowanie – mówiąc delikatnie – bardzo niekulturalne, szczególnie wobec kobiety-dziennikarki, która wykonywała swoją pracę. Prezydent nie tylko wykazał się brakiem szacunku, ale i próbą zastraszenia. To nie jest standard debaty publicznej, to pokaz arogancji władzy.
Wniosek o przekroczenie uprawnień
Redakcja nie poprzestała na słowach. Złożyliśmy formalny wniosek o przekroczenie uprawnień przez przewodniczącego Rady Miasta Michała Tyszkiewicza. Sprawa nie zatrzyma się w Ełku – trafi do wojewody, który będzie musiał ocenić legalność działań przewodniczącego.
To jasny sygnał: jeśli władza w Ełku narusza prawo, sprawą zajmie się wyższa instancja.
Prezydent kontra watchdog
Andrukiewicz zarzucił redakcji „ingerowanie” w sprawy organów miasta. To kompletne odwrócenie ról. Media są od tego, by być watchdogiem – psem stróżującym demokracji. Naszym obowiązkiem jest patrzeć władzy na ręce, ujawniać nieprawidłowości i przypominać, że urząd nie jest prywatnym folwarkiem.
Prezydent może krzyczeć, może obrażać, ale jedno jest pewne: media nie dadzą się zastraszyć. Będziemy demaskować każdą próbę naginania prawa i każde nadużycie.
Lista, co zdaniem redakcji zrobiono źle
Złamanie procedury – wnioski trafiły nie tam, gdzie trzeba.
- Przekroczenie kompetencji – prezydent ingerował w prace rady.
- Konflikt interesów – sprawa dotyczyła radnych z jego zaplecza.
- Nierówne traktowanie – jedni płacą sami, „swoi” mają za darmo.
- Marnotrawienie pieniędzy publicznych – polityka finansowana z podatków.
- Brak kultury i szacunku – atak personalny na kobietę-dziennikarkę.
- Próba uciszenia watchdogów – próba ośmieszenia wnioskodawczyni zamiast merytorycznej odpowiedzi.
Konkluzja
Prezydentowi puściły nerwy. Ale to nie redakcja ingeruje w sprawy miasta – to władza łamie procedury i próbuje zakneblować krytykę. A my – jako watchdog – będziemy o tym mówić głośno. Bo taka jest rola mediów.







