Punktem zapalnym była publikacja, która informowała, że żona przewodniczącego, Monika Tyszkiewicz, otrzymała pracę w Urzędzie Miasta Ełku, w wydziale promocji. W żadnym z wpisów nie napisano, by przewodniczący miał wpływ na to zatrudnienie, jednak sam zainteresowany postanowił zareagować i zgromadził dokumentację krytycznych wpisów. W jego ocenie miały one charakter nękający i godzący w dobre imię.
Działania organów ścigania
W czerwcu 2025 roku radny Andrzej Hasulak otrzymał wezwanie na policję w związku z postępowaniem sprawdzającym. Do przesłuchania jednak nie doszło.
— Nie doszło do mojego przesłuchania, ponieważ w trakcie prowadzenia czynności przebywałem poza Ełkiem, a po powrocie poinformowano mnie, że nie ma takiej potrzeby. Policja, opierając się na zebranych informacjach, nie dopatrzyła się w sparwie czynu zabronionego — mówi Andrzej Hasulak i dodaje: chcę wyraźnie podkreślić, że moją intencją nigdy nie było znieważanie kogokolwiek. Moim celem było przedstawienie opinii publicznej rzetelnych informacji dotyczących zatrudnienia pana Tyszkiewicza w Starostwie Powiatowym, gdzie utworzono dla niego etat. Uważam, że w przypadku osób pełniących funkcje publiczne przejrzystość i jawność takich kwestii mają szczególne znaczenie, dlatego uznałem za istotne, by fakty zostały jasno zaprezentowane.
W efekcie prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia.
Tyszkiewicz nie zgodził się z tą decyzją i złożył zażalenie. Sąd Rejonowy w Ełku, rozpoznając sprawę, podzielił stanowisko prokuratury, oddalając skargę przewodniczącego. Tym samym linia obrony Tyszkiewicza nie znalazła uzasadnienia w ocenie organów ścigania ani wymiaru sprawiedliwości.
Tyszkiewicz chciał za dużo?
Przewodniczący Rady Miasta Michał Tyszkiewicz, w swoim zawiadomieniu, wysunął szereg zarzutów. Twierdził, że został zniesławiony, znieważony, a także znieważony w charakterze funkcjonariusza publicznego.
Warto wyjaśnić, czym te pojęcia są w świetle prawa. Zniesławienie to umyślne działanie, polegające na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji, które mogą narazić osobę na utratę dobrego imienia lub zaufania. Znieważenie, natomiast, oznacza obrażanie, wyzywanie lub poniżanie kogoś słownie, w sposób uwłaczający jego godności. W przypadku radnego Tyszkiewicza takich działań nie odnotowano – wpisy miały charakter krytyczny, a nie obraźliwy.
Wpisy, które przewodniczący uznał za naruszające jego prawa, odnosiły się do jego decyzji i działań. Krytyka – nawet surowa, powtarzana i nieprzychylna – mieści się jednak w granicach debaty publicznej. Szczególnie wobec osób pełniących funkcje publiczne.
Od redakcji
Reakcja Michała Tyszkiewicza wydaje się przesadna. Fakty dotyczące zatrudnienia jego żony były jawne i znane jeszcze przed konkursem. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać przejrzystości działań władz, a dziennikarze – pytać.
Wpisy, które przewodniczący uznał za naruszające jego prawa, ograniczały się do wskazania faktu, że żona przewodniczącego objęła stanowisko w urzędzie. Nigdzie nie padło stwierdzenie, że zatrudnienie było „załatwione” przez Michała Tyszkiewicza.
Zaskakuje również, że zarówno on, jak i jego żona – oboje z doświadczeniem dziennikarskim – nie sięgnęli po najprostsze narzędzie, jakim jest sprostowanie czy wyjaśnienie wątpliwości. Zamiast tego wybrano ścieżkę prawną, która miała efekt zastraszający. To klasyczny przykład tzw. SLAPP-u – strategicznego używania prawa do tłumienia krytyki i ograniczania debaty publicznej.
W ten sposób zamiast wyjaśnić sprawę, przewodniczący postawił się w roli polityka, który próbuje chronić własny komfort kosztem wolności słowa. Tymczasem mieszkańcy mają prawo oczekiwać od władz nie tylko sprawności, ale i pełnej transparentności.
Radny, sprawując mandat i kształtując życie miasta, musi liczyć się z tym, że jego decyzje będą analizowane, oceniane i komentowane. To naturalny element sprawowania funkcji publicznej. Oczekiwanie całkowitej ochrony przed krytyką w przestrzeni publicznej jest nierealne i stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami wolności słowa.
Renata Szymaszko, Pójdę Boso







