Rosnące bezrobocie i strata 8 milionów. Ełk ofiarą cięć rządu

W 2026 roku Powiatowy Urząd Pracy w Ełku otrzyma o blisko 8 milionów złotych mniej na aktywizację zawodową. To efekt drastycznych, ogólnopolskich cięć budżetowych, które uderzają w polskie samorządy w najgorszym możliwym momencie – gdy stopa bezrobocia w kraju znów zaczyna rosnąć, a na państwowych kontach leżą zamrożone miliardy.

Wejście w życie nowej ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia miało przynieść nowe otwarcie. Zamiast tego zaserwowano samorządom finansową terapię szokową. Problem, który jak w soczewce skupia się dziś w Ełku, to wierzchołek ogólnopolskiej góry lodowej.

Ełk traci 8 milionów – co to oznacza w praktyce

 Zmniejszenie budżetu ełckiego PUP o blisko 8 milionów złotych względem ubiegłych lat to potężna wyrwa. W praktyce oznacza to drastyczne zredukowanie podstawowych form pomocy dla poszukujących pracy mieszkańców regionu. Zagrożone są: organizacja staży zawodowych, szkolenia i przekwalifikowania, prace interwencyjne, dotacje na otwarcie własnej działalności gospodarczej.

Związek Powiatów Polskich (ZPP) alarmuje, że sytuacja jest krytyczna w całym kraju. Jeszcze w 2025 roku limit środków na realizację form pomocy z Funduszu Pracy wynosił 3,1 mld złotych. W 2026 roku kwota ta została obcięta o 44%, do zaledwie 1,7 mld złotych.

Biorąc pod uwagę konieczność współfinansowania projektów unijnych (EFS+), na czysto krajowe zadania pozostaje w Polsce zaledwie około 680 milionów złotych.

Fikcja pomocy – 850 zł na bezrobotnego

Dramatyzm sytuacji oddaje prosta matematyka. W przeliczeniu na statystycznego bezrobotnego, budżet urzędów pracy to obecnie około 850 zł rocznie. Dla porównania: jednomiesięczne stypendium za staż przekracza 2700 zł. Założenie, że przy tak skromnych środkach placówki te będą mogły realnie przeciwdziałać bezrobociu, jest całkowitą fikcją.

Dyrektorzy urzędów pracy w całej Polsce otwarcie wyrażają sprzeciw wobec zrzucania na nich odpowiedzialności bez zapewnienia jakichkolwiek narzędzi finansowych. Dzieje się to w czasie, gdy polska gospodarka zwalnia, przemysł zgłasza zwolnienia grupowe, a państwo zamraża na kontach Funduszu Pracy środki, które zgodnie z prawem powinny służyć ratowaniu miejsc pracy.