Sama promenada to za mało – trzeba przyciągnąć ludzi na taflę jeziora

Spacer ełcką promenadą to dziś niemal miejski rytuał. Zrewitalizowane nabrzeże to niezaprzeczalny sukces, który na nowo zdefiniował Ełk, ale z punktu widzenia nowoczesnej urbanistyki zatrzymaliśmy się w pół kroku. Stworzyliśmy wokół jeziora piękną ramę, zamieniając akwen w gigantyczny obraz w muzeum. Patrzymy na niego zza bezpiecznej barierki, chwalimy się nim przed znajomymi, ale rzadko stajemy się częścią jego wodnego krajobrazu. Czas na brutalnie szczerą diagnozę i nową, błękitną rewolucję.

Ełcka promenada, choć niezwykle estetyczna i potrzebna, działa dziś jak luksusowy balkon. Problem polega na tym, że dla większości mieszkańców i turystów ten balkon stał się jednocześnie murem.

Zamiast zapraszać do interakcji, twardy beton i ciągi wyznaczają psychologiczną granicę między tętniącym życiem miastem a martwą w ujęciu społecznym taflą jeziora. Monopol na wodę mają wędkarze i nieliczni posiadacze sprzętu pływającego. Przeciętny spacerowicz traktuje jezioro wyłącznie jako ładne tło do selfie lub dodatek do obiadu w nadbrzeżnej restauracji. Jezioro jest traktowane przez decydentów i inwestorów jako „widok”, a nie przestrzeń publiczna. To grzech zaniechania i marnotrawstwo największego kapitału Ełku.

Światowy trend mówi jasno: akweny w centrach miast muszą przestać być barierami. Mają stać się wodnymi placami miejskimi. Jak to osiągnąć w Ełku?

Zanim fizycznie wejdziemy na wodę, musimy zrozumieć, co pod nią tętni. Jezioro to nie jest płaskie lustro – to trójwymiarowy, fascynujący ekosystem. 

Wyobraźmy sobie system podwodnych kamer o wysokiej rozdzielczości, rozmieszczonych w najciekawszych biologicznie punktach akwenu (np. w okolicach wyspy zamkowej). Obraz z nich, transmitowany na żywo całodobowo, mógłby trafiać na interaktywne ekrany wtopione w architekturę promenady lub prosto do aplikacji w smartfonach mieszkańców. Nagle niewidzialny dotąd świat podwodnej roślinności czy zimowego snu jeziora staje się pasjonującym, codziennym spektaklem.

Jeśli połączymy to z pływającymi pomostami edukacyjnymi – miękkimi platformami wyposażonymi w kody QR, z których można spuścić nogi do wody i czytać o faunie, florze czy ukrytej historii ełckiego zamku stworzymy potężne, interaktywne narzędzie edukacyjne, którego nie ma żadne inne miasto w regionie.

Aby ostatecznie złamać barierę między brzegiem a wodą, musimy zacząć budować na tafli, zapożyczając rozwiązania z najbardziej innowacyjnych miast Europy. Zamiast tradycyjnych, piaszczystych plaż, które pochłaniają cenne miejsce na lądzie, Ełk powinien przyjrzeć się berlińskiemu projektowi Badeschiff. To zanurzone w rzece niecki basenowe z czystą, filtrowaną wodą, wokół których buduje się drewniane pokłady do opalania. Dają one gwarancję bezpiecznej kąpieli nawet w przypadku letnich zakwitów jeziora i są absolutnym hitem architektonicznym.

 Dlaczego, płynąc w upalny dzień na desce SUP czy w kajaku, musimy dobijać do brzegu, przebijać się przez tłum spacerowiczów i stać w kolejce po butelkę wody? Wzorem Kopenhagi, Ełk powinien wydzielić strefy dla mikroprzedsiębiorców na zakotwiczonych platformach. Pływające kawiarnie czy lodziarnie, obsługujące wyłącznie klientów od strony wody, naturalnie wymusiłyby na ludziach wypożyczenie sprzętu i wypłynięcie na środek jeziora.

 Odważnym krokiem byłoby instalowanie sezonowych rzeźb lub wodnych wystaw fotograficznych zakotwiczonych kilkadziesiąt metrów od brzegu. Chcesz zobaczyć wystawę z bliska? Musisz wypożyczyć rower wodny. To genialny w swej prostocie mechanizm angażujący.

Jezioro w Ełku nie może zapadać w sen zimowy we wrześniu. Ełk już teraz jest silnym ośrodkiem morsowania. Elegancka, przeszklona sauna pływająca po jeziorze, z możliwością bezpiecznego zanurzenia się w przeręblu bezpośrednio z jej pokładu, skokowo podniosłaby turystyczną atrakcyjność miasta od listopada do marca.

Ełk ma wszystko, czego potrzeba do sukcesu – potężny akwen w sercu miasta i doskonale przygotowaną infrastrukturę brzegową. Następny, naturalny krok ewolucji tego miasta wymaga jednak odłożenia na bok zachowawczego myślenia.

Promenada świetnie spełniła swoje historyczne zadanie, przyprowadziła nas nad wodę. Teraz polityka miejska, lokalny biznes i my, mieszkańcy, musimy zrobić krok dalej. Krok prosto na taflę. Miasto, które tylko patrzy na swoje jezioro, traci szansę, by w pełni z nim oddychać. Czas zburzyć tę szklaną ścianę i wreszcie zacząć z naszej wody naprawdę korzystać.

Oj, rozmarzyłam się. 😉