Wygenerowane przez AI

Samorządowy stand-up. Kiedy wójt poucza o prawie, o którym nie ma zielonego pojęcia

Nie ma nic bardziej komicznego i zarazem strasznego w debacie publicznej, niż protekcjonalny ton władzy oparty na kompletnej niewiedzy. Kiedy urzędnik z wieloletnim stażem zabiera się za pouczanie innych i wygłaszanie prawnych prawd objawionych, oczekujemy merytorycznej precyzji. Tymczasem wójt Tomasz Osewski na antenie Radia 5 udowodnił, że można z wielką pewnością siebie opowiadać samorządowe herezje, stawiając się w roli eksperta od przepisów, z których sam oblałby egzamin na pierwszym roku administracji.

Posłuchajmy tej radiowej „lekcji prawa”:

„Sołectwo jest jednostką pomocniczą wójta. Że zgodnie z polskim prawem sołectwo ma dwa organy… bo sołectwo jest jednostką pomocniczą wójta. I w ramach tych dwóch organów jest rada sołecka i sołtys. I zgodnie z prawem są to dwa organy pomocnicze wójta. A jak rozumiem wypowiedzi tego kto tam publikuje to wójt ma zabiegać o spotkania z sołtysem. Otóż nie. Bo to sołtys jest organem pomocniczym wójta, a nie wójt sołtysa. Nigdy nie widziałem, aby ogon machał psem, za to widziałem, że pies machał ogonem”.

Wójt brzmi tu jak twardy szeryf, który wreszcie robi porządek. Problem polega na tym, że w zaledwie kilku zdaniach zdołał złamać niemal każdą podstawową zasadę Ustawy o samorządzie gminnym. Rozłóżmy te „głupoty” na czynniki pierwsze.

Wójt to nie gmina 

Bzdura wójta: „Sołectwo jest jednostką pomocniczą wójta”. (Powtórzone w wypowiedzi aż trzy razy, dla pewności). Fakty: Ustawa (art. 5) mówi wprost: sołectwo to jednostka pomocnicza gminy. Wójt najwyraźniej pomylił urząd z monarchią absolutną i uznał, że „gmina to on”. Sołectwo powstaje, by służyć mieszkańcom i wspierać całą wspólnotę samorządową, a nie po to, by być osobistą przybudówką dla urzędującego wójta.

Zaginieni mieszkańcy i zmyślone organy

Bzdura wójta: „W ramach tych dwóch organów jest rada sołecka i sołtys”. Fakty: Tutaj wójt poucza innych, a sam wykazuje się brakiem wiedzy z zakresu samorządowego elementarza. Według art. 36 ustawy organami sołectwa są sołtys (organ wykonawczy) oraz zebranie wiejskie (organ uchwałodawczy).

Rada sołecka w ogóle nie jest organem! To tylko ciało wspomagające sołtysa. Co gorsza, wójt w swojej eksperckiej analizie całkowicie wygumkował zebranie wiejskie, czyli samych mieszkańców podejmujących decyzje. Ignorowanie najwyższej władzy w sołectwie to już nie jest zwykła pomyłka, to urzędnicza arogancja.

Kto tu tak naprawdę szczeka?

Bzdura wójta: „Sołtys jest organem pomocniczym wójta […] Nigdy nie widziałem, aby ogon machał psem”. Fakty: Prawo w ogóle nie zna czegoś takiego jak „organ pomocniczy wójta”. Sołtys to organ wykonawczy sołectwa, który – w przeciwieństwie do urzędników zatrudnionych w gminie – nie jest podwładnym wójta, którego można traktować jak posłuszny „ogon”.

Sołtys jest wybierany w demokratycznych wyborach bezpośrednich przez mieszkańców wsi. Posiada swój własny, silny mandat społeczny. Jeśli ktokolwiek tutaj jest „psem” (idąc za tą niezbyt fortunną metaforą wójta), to są nim mieszkańcy gminy. Zarówno sołtys, jak i wójt są jedynie wynajęci przez wyborców do służby publicznej.

Wypowiedź wójta Osewskiego to modelowy przykład sytuacji, w której ktoś poucza innych o sprawach, o których sam nie ma najmniejszego pojęcia. Zamiast merytorycznej dyskusji o samorządzie, otrzymaliśmy popis ignorancji przyprawiony butą.

Dobry gospodarz wie, że sołtys to jego najważniejszy partner w terenie – łącznik z ludźmi, którzy ostatecznie przyjdą do urn. Kiedy jednak wójt traktuje demokratycznie wybranych przedstawicieli wsi jak „ogony”, którymi uważa, że ma prawo machać, udowadnia jedynie, że pomylił samorząd z prywatnym folwarkiem. I co gorsza, szczyci się tym w radiu.