22 kwietnia 2026 roku ełccy radni podjęli decyzję, która uderzy po kieszeni każdego mieszkańca. Aby zasypać gigantyczną milionową dziurę w systemie gospodarowania odpadami, przegłosowano podwyżki.
Podwyżki w samorządach nie są niczym nowym, jednak ełcki przypadek budzi ogromne kontrowersje nie z powodu samej kwoty, lecz ze względu na to, kto podnosił w tej sprawie rękę. Wśród radnych głosujących za zasileniem śmieciowego budżetu pieniędzmi mieszkańców znaleźli się ludzie, którzy tym systemem na co dzień zarządzają i z niego żyją.
Aby zrozumieć skalę zjawiska, trzeba przyjrzeć się architekturze instytucjonalnej, która oplata ełckie śmieci. Kluczowym graczem na rynku jest Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami „Eko-MAZURY” Sp. z o.o. Spółka ta nie należy jednak bezpośrednio do miasta Ełku, lecz do Związku Międzygminnego „Gospodarka Komunalna”, zrzeszającego kilkanaście okolicznych samorządów.
Na czele tego układu stoi dwóch czynnych radnych Ełku: Dariusz Wasilewski (radny PiS), który pełni funkcję Przewodniczącego Zarządu Związku Międzygminnego. W praktyce jest najważniejszym reprezentantem właściciela wobec spółki Eko-Mazury, mającym decydujący wpływ na to, kto zasiada w jej władzach. Andrzej Orzechowski (radny KO) od jesieni 2024 roku pełni funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Eko-Mazur, za co pobiera rynkowe wynagrodzenie. W struktury spółki wszedł w czasie, gdy Związkiem kierował już Wasilewski.
Na sesji rady miasta obaj panowie zasiadają w ławach jako reprezentanci Ełczan. Kiedy staje wniosek o podwyżkach stawek za śmieci, decydują o zwiększeniu strumienia publicznych pieniędzy, który ostatecznie stabilizuje finansowo cały sektor odpadowy – ten sam sektor, w którym obaj piastują decyzyjne i płatne funkcje. Obaj głosują „za”.
Dla przeciętnego obywatela jest to jawne złamanie ustawy. Artykuł 24f Ustawy o samorządzie gminnym bezwzględnie zakazuje radnym zasiadania we władzach spółek z udziałem „gminnych osób prawnych”. Z kolei art. 25a nakazuje wyłączenie się z głosowania zawsze, gdy dotyczy ono „interesu prawnego” radnego. Dlaczego zatem jest to legalne?
Politycy od lat wykorzystują tu dwie potężne luki prawne, które zostały usankcjonowane przez Naczelny Sąd Administracyjny (NSA).Sądy administracyjne konsekwentnie orzekają, że Związek Międzygminny – choć tworzą go gminy uzyskuje odrębną osobowość prawną z chwilą rejestracji. Oznacza to, że z punktu widzenia sędziego, Eko-Mazury nie są „spółką gminy”, lecz spółką Związku. Zakaz ustawowy przestaje obowiązywać, a radni mogą legalnie dorabiać w radach nadzorczych.
Choć radni głosują nad pieniędzmi, które gwarantują płynność finansową ich miejsc pracy, prawo pozwala im to robić. NSA uznaje bowiem uchwały śmieciowe za akty prawa miejscowego uderzające we wszystkich obywateli równo. Korzyść radnego z tego tytułu (utrzymanie pensji w spółce) sądy klasyfikują jedynie jako jego „interes faktyczny” (ekonomiczny), a nie bezpośredni „interes prawny”. Głosowanie jest więc legalne.
To, co w świetle orzecznictwa sądów administracyjnych jest legalne, z perspektywy standardów antykorupcyjnych jest całkowitą patologią.
Zgodnie z wytycznymi Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), z konfliktem interesów mamy do czynienia zawsze, gdy prywatny interes (np. finansowy lub zawodowy) osoby pełniącej funkcję publiczną może wpływać na jej bezstronność.
Sytuacja w Ełku to klasyczna kolizja ról. Z jednej strony mandat radnego wymaga ochrony portfeli mieszkańców i rygorystycznego cięcia kosztów systemu obsługującego miasto. Z drugiej strony pełnienie funkcji zarządczych i nadzorczych w spółkach komunalnych wymusza dbanie o maksymalizację budżetu i płynność finansową tychże podmiotów.
Gdy przychodzi do głosowania, radny musi dokonać wyboru między cięciem kosztów dla obywatela a zasileniem podmiotu, w którym pracuje. Według standardów CBA i instytucji kontrolnych, radny powiązany w ten sposób ze spółką powinien bezwzględnie wyłączyć się z obrad i głosowań. Jednak prawo tego nie wymusza pod groźbą sankcji karnej (np. z art. 231 k.k. o niedopełnieniu obowiązków), politycy nie czują potrzeby przestrzegania zasad etyki.
Przypadek ełcki obnaża największą słabość polskiego samorządu. Pod płaszczykiem politycznych wojen na szczeblu krajowym, w lokalnych radach powstają ponadpartyjne, niezwykle pragmatyczne koalicje interesów.
Radni znaleźli całkowicie legalny, oparty na lukach w ustawach i sprzyjającym orzecznictwie sposób, by łączyć kontrolę nad budżetem miasta z czerpaniem profitów ze spółek realizujących miejskie zadania. W tym zamkniętym, polityczno-biznesowym obiegu o podwyżkach dla obywateli decydują wprost beneficjenci tych podwyżek. Obywatelom zaś, w majestacie prawa, pozostaje jedynie regularne opłacanie coraz wyższych rachunków.







