Zasada działania jest prosta – przy zakupie napoju płacimy kaucję, którą możemy odzyskać po oddaniu pustego opakowania w punkcie zwrotu. W praktyce jednak konsumenci rzadko mieli możliwość skorzystania z tego rozwiązania. Produkty objęte kaucją długo nie były odpowiednio oznaczone, a w wielu sklepach automaty stały puste, bo brakowało opakowań, które można byłoby do nich oddać.
Według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska w pierwszym miesiącu działania systemu zwrócono zaledwie około 2,3 tysiąca opakowań. To wynik symboliczny, nieadekwatny do skali całego przedsięwzięcia. Pokazuje on raczej brak realnego startu systemu niż sukces ekologiczny.
Problemy dotknęły także handel, szczególnie mniejsze sklepy. Choć formalnie nie mają one obowiązku przyjmowania opakowań, w praktyce obawiają się odpływu klientów do większych placówek. Organizacja punktu zwrotu, zakup automatów i wygospodarowanie miejsca na zapleczu oznaczają dodatkowe koszty i komplikacje, na które wielu drobnych przedsiębiorców nie jest przygotowanych.
Tymczasem w innych krajach europejskich systemy kaucyjne działają sprawnie. W Niemczech poziom zwrotów sięga niemal 98 procent, a na Litwie około 90 procent. Tam kaucja realnie ograniczyła zaśmiecanie przestrzeni publicznej i stała się codziennym, wygodnym nawykiem konsumentów.
W Polsce idea systemu kaucyjnego jest słuszna i wynika z unijnych zobowiązań, ale sposób jej wdrożenia budzi poważne wątpliwości. Bez sprawnej organizacji, jasnych zasad i realnej dostępności punktów zwrotu trudno mówić o skutecznym narzędziu ochrony środowiska. Na razie system kaucyjny bardziej istnieje na papierze niż w codziennym życiu konsumentów.







