Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o wpływy. A w przypadku spółek komunalnych – o wpływy potężne. Gmina Ełk przez ostatni czas zachowywała wymowny dystans do Zgromadzeń Związku Międzygminnego. Wójt na zgromadzeniach był nieobecny, o czym sam zresztą głośno mówił w swoich opłaconych audycjach. Tomasz Osewski zdawał się nie interesować bieżącą polityką odpadową, bo po prostu… śmierdzi. A on nie wie, kto smrodzi. Do czasu. Przebudzenie nastąpiło w czerwcu, kiedy to wójt spróbował wprowadzić do Rady Nadzorczej Eko-Mazur swoją kandydatkę, Gabrielę Kaplę. Pierwsze starcie zakończyło się fiaskiem, bo zabrakło głosów. W normalnych warunkach polityk przełyka gorzką pigułkę i czeka na kolejną szansę. Ale wójt Osewski czekać nie zamierzał.
Reasumpcja, czyli jak głosować, aż do skutku
Słowo „reasumpcja” w polskiej polityce nie kojarzy się najlepiej. Oznacza zazwyczaj jedno — władza przeliczyła się w głosach, więc trzeba powtórzyć procedurę tak, by wynik wreszcie się zgadzał.
Dokładnie ten scenariusz rozegrał się w lipcu. Wójt Osewski, uzbrojony w oficjalne pismo podważające czerwcowe wybory, doprowadził do ponownego głosowania. Tym razem maszyna zadziałała bezbłędnie. Gabriela Kapla weszła do Rady Nadzorczej, a stanowisko stracił Marek Chojnowski.
Dlaczego jednak wójt Gminy Ełk musiał działać z taką brawurą i pośpiechem, ryzykując oskarżenia o polityczne awanturnictwo? Odpowiedzi nie znajdziemy w Ełku, lecz w sąsiednim Olecku.
Tykająca bomba w Olecku i wyścig z czasem
W politycznych kuluarach nie jest tajemnicą sojusz Tomasza Osewskiego z Karolem Sobczakiem, burmistrzem Olecka i, co kluczowe, członkiem Zarządu Związku Międzygminnego. Sęk w tym, że polityczny kapitał Sobczaka tonie. Nad burmistrzem ciążą podejrzenia antykorupcyjne (CBA), a dosłownie wczoraj olecka rada miejska przypieczętowała uchwałę o referendum w sprawie jego odwołania.
Lipcowa wolta przyniosła też inne, dalekosiężne skutki dla lokalnego układu sił. Obnażyła całkowity rozkład solidarności w środowisku „Dobra Wspólnego”. Przeciwko Chojnowskiemu rękę podniósł sam Przewodniczący Zarządu Związku, Dariusz Wasilewski. Nieważne, czy obu panów z „Dobrem Wspólnym” łączą dziś więzy formalne, czy jedynie „mentalne” i historyczne sympatie. To głosowanie było jak bratobójczy strzał.
Nie wszyscy jednak chcieli brać udział w tym politycznym spektaklu. Rafał Wilczewski, wójt gminy Prostki i dotychczasowy Wiceprzewodniczący Zarządu Związku, powiedział „dość” i na znak protestu złożył rezygnację z zasiadania w zarządzie. Ten gest, choć honorowy, drastycznie zmienił układ sił. W Zarządzie Związku pozostały zaledwie cztery osoby. I to te cztery osoby odwołały Chojnowskiego.
Zadajmy najważniejsze pytanie: po co ta cała wojna o stołki w Radzie Nadzorczej? Przecież to tylko organ kontrolny.
Nic bardziej mylnego. Zgodnie z prawem to właśnie Rada Nadzorcza jest absolutnym dysponentem życia i śmierci zarządu spółki. Tylko ona może powołać i odwołać Prezesa Eko-Mazur czyli Bartosza Detkiewicza. Przejęcie kontroli nad radą, nawet w tak kontrowersyjnych i wymuszonych okolicznościach, to jasny sygnał: będą szły zmiany.
Przejmowanie kontroli nad kluczowymi, zasobnymi spółkami komunalnymi to element budowania zaplecza i wpływów. Kto ma spółkę, ten ma władzę. Akcja z szybkim wycięciem Marka Chojnowskiego pokazuje jasno, w tej grze nikt nie będzie brał jeńców.
Dla wójta Osewskiego był to przeraźliwy dzwonek alarmowy. Gdyby Sobczak stracił stanowisko w wyniku referendum, polityczne okienko transferowe zamknęłoby się z hukiem. Trzeba było kuć żelazo póki gorące i wyrzucić Chojnowskiego cudzymi rękami, zanim te ręce zostaną trwale odcięte od władzy. W miejsce Sobczaka mógłby przecież pojawić się ktoś, kto z wójtem pod rękę już nie pójdzie, a brak politycznego ramienia to brak kluczowego głosu w Związku.







