To nie jest drobne uchybienie ani archiwalna luka. To pytanie o legalność infrastruktury, z której codziennie korzystają setki pacjentów, lekarzy i rodzin chorych. Parking przy szpitalu „Pro-Medica” w Ełku, oddany do użytku w 2012 roku, do dziś funkcjonuje, mimo że, jak wynika z ustaleń redakcji, w urzędowych rejestrach nie ma po nim śladu.
Chronologia, która się nie spina
Szpital „Pro-Medica” Sp. z o.o. został oddany do użytku w maju 2002 roku. Dziesięć lat później, w 2012 roku, zrealizowano dużą, kosztowną inwestycję: parking przyszpitalny na 236 miejsc, z drogami manewrowymi, oświetleniem, odwodnieniem i kanalizacją deszczową. Teren inwestycji obejmował ponad 10 tys. m², a jej koszt wyniósł niemal 850 tys. zł. Miasto i spółka informowały wówczas publicznie o przetargu, zakresie robót i terminie zakończenia inwestycji. Parking powstał, działa i jest intensywnie użytkowany. Problem w tym, że nie wiadomo, na jakiej podstawie prawnej.
Dokumentów brak
Oficjalnie redakcja wystąpiła do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego z pytaniem, czy dla działki nr 3870/1, na której znajduje się parking, wydano pozwolenie na budowę oraz czy inwestycja została odebrana i dopuszczona do użytkowania. Odpowiedź jest jednoznaczna. Nadzór budowlany nie posiada w swojej ewidencji ani pozwolenia na budowę parkingu, ani dokumentów „odbiorowych”.
Inspektorat prowadzi swoją ewidencję od 2003 roku. To wyklucza tłumaczenie, że dokumenty „zaginęły wraz z czasem”. Co istotne, brak dokumentów dotyczących budowy szpitala z 2002 roku można jeszcze tłumaczyć datą. Brak dokumentów inwestycji z 2012 roku już nie.
„Było w pozwoleniu na szpital”? To nie działa
Nawet gdyby ktoś próbował argumentować, że parking był elementem pierwotnego pozwolenia na budowę szpitala, prawo budowlane jest w tej kwestii jasne: pozwolenie na budowę wygasa po trzech latach, jeśli inwestycja nie zostanie rozpoczęta. Parking powstał dekadę później. W nadzorze budowlanym, według ustaleń redakcji, dla tej działki nie istnieje żaden ślad legalizujący parking: ani decyzja, ani zgłoszenie, ani pozwolenie na użytkowanie.
Pytania do prezes. Cisza
Redakcja zwróciła się do prezes „Pro-Medica” Bożeny Szelągowskiej z pytaniem, czy wystąpi o uregulowanie stanu prawnego parkingu oraz, czy miała wiedzę o braku dokumentów formalnych tej inwestycji. Do momentu publikacji artykułu odpowiedź — zadzwonię później… i cisza.
Z informacji posiadanych przez redakcję wynika jednak, że prezes mogła mieć świadomość problemu dokumentacyjnego. Mimo to parking przez lata funkcjonuje bez jakichkolwiek działań naprawczych.
Nadzór rusza dopiero po naszej interwencji
Dopiero po pytaniach redakcji Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego zapowiedział sprawdzenie, na jakiej podstawie parking został zrealizowany i użytkowany. To rodzi kolejne pytanie, dlaczego przez ponad dekadę nikt tego nie zweryfikował z urzędu?
Gdzie byli urzędnicy?
To nie jest inwestycja prywatna na zapleczu posesji. To parking przy miejskim szpitalu, finansowany ze środków publicznych, realizowany przez spółkę komunalną, na oczach urzędników, radnych i instytucji nadzorczych. Gdzie był nadzór budowlany w 2012 roku?
Gdzie był właściciel terenu? Gdzie był organ wydający pozwolenia? Kto dopuścił obiekt do użytkowania i na jakiej podstawie? Jeśli dokumentów rzeczywiście nie było, ktoś albo nie dopełnił obowiązków, albo świadomie je zignorował. W obu przypadkach konsekwencje powinny być realne, nie symboliczne.
Parking stoi. Samochody parkują.
Pacjenci przyjeżdżają a państwo, jak wynika z dokumentów, formalnie nie wie, dlaczego ten parking w ogóle istnieje. Do sprawy wrócimy po zakończeniu czynności nadzoru budowlanego. Jeśli potwierdzi się, że inwestycja funkcjonuje bez podstaw prawnych, pytanie nie będzie już brzmiało „czy to samowola”, lecz kto i od kiedy na nią pozwalał.
Komentarz redakcji
Gdyby sprawdzić formalnie, to parking przy szpitalu w Ełku wygląda na klasyczną samowolę budowlaną. Brak pozwolenia na budowę, brak odbioru technicznego i brak dokumentów w nadzorze budowlanym przez ponad dekadę jasno pokazuje, że inwestycja funkcjonuje „na dziko”, bez jakiejkolwiek kontroli. To sytuacja skandaliczna: obiekt powstał za publiczne pieniądze, służy setkom ludzi dziennie, a formalnie… nie powinien w ogóle istnieć. Każde zdarzenie losowe na tym parkingu mogłoby stać się dowodem na konsekwencje tego zaniedbania – zarówno finansowe, jak i karne, bo samowola budowlana jest w polskim prawie traktowana poważnie.







