Układ zamknięty Gminy Ełk. Jak „gminna trójca” zbudowała „Most Biznesowy” do swoich portfeli

Kiedy wójt zawiera lukratywną umowę z samym sobą, a dokumenty w imieniu urzędu podpisuje jego bezpośrednia podwładna, granica między samorządem a prywatnym folwarkiem przestaje istnieć. Ujawniamy kolejne, druzgocące ustalenia z kompleksowej kontroli Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO) w Gminie Ełk. Tym razem w centrum staje sam wójt Tomasz Osewski, który na unijnych zleceniach od własnej gminy dorobił blisko 110 tysięcy złotych brutto. Z dokumentów wyłania się obraz rażącego konfliktu interesów, dublowania kompetencji i kuriozalnych tłumaczeń włodarza, który uważa, że unijne pieniądze to nie majątek gminy.

W ostatnich dniach ujawniliśmy, niekorzystny raport RIO dla Gminy Ełk. Dziś wchodzimy na sam szczyt władzy. Raport RIO, analizujący okres od 2021 do 2023 roku, nie pozostawia złudzeń: w gminnym urzędzie stworzono mechanizm finansowy, który pozwolił najwyższym urzędnikom dorabiać na boku z pominięciem elementarnych zasad przejrzystości.

Architektura układu: Wójt zleca, zastępca podpisuje, skarbnik akceptuje

Marzec 2021 roku. Gmina Ełk realizuje dwa unijne projekty z programu Interreg Litwa-Polska: „Aktywne dzieci = Zdrowe dzieci” oraz „Mosty Biznesowe”. Do zarządzania nimi potrzebny jest Kierownik Zespołu. Zostaje nim… urzędujący wójt Tomasz Osewski.

Jak jednak wójt ma podpisać umowę z samym sobą? Urząd znajduje rozwiązanie. Na dokumentach (umowy cywilnoprawne nr 10A/B/2021 i 10B/B/2021) Gminę Ełk reprezentuje Zastępca Wójta Bożena Wołyniec. Kontrasygnatę składa Skarbnik Gminy Maria Karina Strzeszewska. Umowy trafiają do rąk Tomasza Osewskiego – tym razem występującego w roli osoby fizycznej. W ten sposób „gminna trójca” własnymi podpisami uruchamia strumień publicznych pieniędzy prosto na prywatne konto swojego szefa.

Jakie to były pieniądze? RIO dokładnie prześwietliło rachunki wystawione w 2023 roku za 22 miesiące pracy:

  • Projekt 1 („Mosty Biznesowe”): Wójt przedstawił rachunek na 440 godzin. Wypłacono mu z tego tytułu 41 302,94 zł brutto (prawie 50 tys. zł kosztów z narzutami).
  • Projekt 2 („Aktywne dzieci”): Kolejny rachunek, kolejne 440 godzin. Wypłacono 54 735,00 zł brutto (ok. 60 tys. zł z narzutami).

Łącznie mówimy o 880 godzinach dodatkowej pracy i koszcie dla sektora finansów publicznych rzędu 110 000 złotych. Zlecenia wypłacono jednorazowo po zakończeniu okresu rozliczeniowego.

Płacenie dwa razy za to samo, czyli dublowanie obowiązków 

Zgodnie z umowami, wójt miał m.in. organizować zespół, kontrolować postępy prac, zarządzać ryzykiem, reprezentować projekt przed instytucjami i jeździć w delegacje.

Problem? Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, dokładnie to samo należy do jego podstawowych obowiązków jako włodarza gminy. To wójt odpowiada za kierowanie urzędem, realizację budżetu i reprezentowanie gminy na zewnątrz. RIO bezlitośnie wskazało, że czynności objęte umowami zlecenia pokrywały się z jego ustrojowymi obowiązkami. Gmina zapłaciła więc wójtowi ekstra za to, za co i tak pobierał pensję z racji pełnionego urzędu.

Żeby absurd był kompletny, RIO odkryło, że do tych samych projektów gmina zatrudniła „Menadżera Finansowego” (umowy zlecenia 19B i 20B/2021). Kiedy kontrolerzy porównali zakresy obowiązków wójta i menadżera, okazało się, że dla dwóch umów wpisano… „bieżącą kontrolę postępu prac w celu utrzymania zgodności z planem finansowym”. Urząd nie potrafił przedstawić RIO żadnych dokumentów udowadniających, że panowie nie dublowali swoich zadań.

Podczas gdy Tomasz Osewski znajdował czas na przepracowanie 880 dodatkowych godzin, oficjalne dokumenty kadrowe malują obraz włodarza, który nie miał czasu na podstawowy odpoczynek. RIO ujawnia kolejny, potężny przelew z kasy gminy. 7 maja 2024 roku, w związku z wygaśnięciem stosunku pracy, na konto wójta trafiło 49 328,16 zł. Był to ekwiwalent za niewykorzystany urlop wypoczynkowy.

Analiza dokumentów pokazuje rażące naruszenie art. 168 Kodeksu pracy. Wójt nie wykorzystał urlopu nawet za 2022 rok, choć prawo bezwzględnie nakazuje udzielenie go najpóźniej do 30 września następnego roku. Gdy w lutym 2026 r. kontrolerzy zażądali wyjaśnień, włodarz obarczył winą… absencje chorobowe swoje oraz ówczesnego Sekretarza Gminy, który miał obowiązek pilnować jego spraw kadrowych.

To tłumaczenie obnaża cynizm układu: system pozwalał na jednoczesne ignorowanie prawa pracy celem kumulacji dni na „złoty spadochron” na koniec kadencji, a z drugiej strony umożliwiał pobieranie wielotysięcznych zleceń za „dodatkową” pracę.

Pełnomocnictwa widmo

Inspektorzy Izby postanowili sprawdzić absolutne podstawy prawne tego procederu. Poprosili wydział kadr o dokument, który w ogóle upoważniał zastępcę wójta Bożenę Wołyniec do zawierania wielotysięcznych umów cywilnoprawnych ze swoim szefem.

Odpowiedź z kadr była porażająca: w aktach osobowych zastępcy wójta nie ma takiego dokumentu. Zastępczyni podpisała umowy na 110 tysięcy złotych, opierając się wyłącznie na ogólnym zarządzeniu wójta z 2019 roku o „wykonywaniu zwykłego zarządu mieniem komunalnym”. RIO wypunktowało to jako rażący błąd, wskazując, że kodeks cywilny nie pozwala na tak szeroką, dowolną interpretację „zwykłego zarządu”.

Innowacyjna linia obrony: Unijne to nie nasze 

Najbardziej wstrząsająca w całym raporcie jest jednak linia obrony wójta Osewskiego. Gdy kontrolerzy zapytali go o konflikt interesów włodarz zaprezentował iście prawniczą woltyżerkę.

Po pierwsze, powołał się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z… 2007 roku (sygn. I SA/Gl 308/07). Był to wyrok dotyczący zwolnień podatkowych. Wójt użył go, aby udowodnić kontrolerom, że skoro środki unijne są zwolnione z podatku dochodowego i pochodzą z Brukseli, to „nie można ich zakwalifikować jako środków pochodzących z majątku gminy”. Wójt wprost oświadczył, że te pieniądze „nie stanowią mienia komunalnego”, a jego umowy „nie obciążały budżetu gminy”.

RIO zrównało to tłumaczenie z ziemią. Zgodnie z elementarzem prawa (art. 5 ust. 1 pkt 2 ustawy o finansach publicznych), każda unijna dotacja, która wpływa do gminy, natychmiast staje się środkiem publicznym. Tłumaczenie włodarza, że dysponował jakimiś wirtualnymi, unijnymi pieniędzmi, które nie należały do gminy, świadczy o fundamentalnym niezrozumieniu (lub celowym ignorowaniu) prawa.

Wójt brnął jednak dalej. Stwierdził, że skoro projekty zostały rozliczone przez organy unijne, to jego umowy „miały charakter realny, a nie pozorny”, a zarzuty RIO opierają się wyłącznie na „hipotetycznym ryzyku konfliktu interesów”.

 LOGICZNY SAMOBÓJ WÓJTA

(Komentarz  redakcji)

Zestawienie dokumentów kadrowych z najnowszą linią obrony wójta obnaża systemowy fałsz, na którym zbudowano to eldorado. Wójt Osewski sam zapędził się w logiczną pułapkę, ostatecznie kompromitując legalność całego procederu.

Fakty są bezlitosne. W 2021 roku zastępca wójta Bożena Wołyniec podpisała z Tomaszem Osewskim zlecenia na 110 tys. zł, legitymując się ogólnym „pełnomocnictwem” do „zarządzania mieniem komunalnym”. Tymczasem dziś wójt, uciekając przed zarzutami RIO o konflikt interesów, oficjalnie oświadcza na piśmie, że wypłacone mu unijne środki… „nie stanowią mienia komunalnego”.

To prawny i logiczny szach-mat. Jeśli – jak twierdzi wójt – miliony z Brukseli nie są mieniem gminy, to pełnomocnictwo jego zastępczyni nie miało tu żadnego zastosowania. Własną linią obrony Tomasz Osewski dowiódł, że Bożena Wołyniec przekroczyła swoje uprawnienia, a umowy, na podstawie których wypłacono mu gigantyczne kwoty, od samego początku obarczone były rażącą wadą prawną.

 Dla Regionalnej Izby Obrachunkowej sytuacja jest jasna. Wójt, będąc jednocześnie zleceniobiorcą i organem wykonawczym, naruszył fundamentalne zasady przejrzystości. RIO wprost wskazuje na konflikt z art. 30 ust. 1 ustawy o pracownikach samorządowych (zakaz wykonywania zajęć wywołujących podejrzenie o stronniczość) oraz art. 44 ust. 3 ustawy o finansach publicznych (zasada celowości i oszczędności wydatków). Podparto to zresztą wyrokiem Sądu Najwyższego, który zabrania samorządowcom aktywności zarobkowej, jeśli pokrywa się ona z ich obowiązkami służbowymi.

To już nie jest tylko sprawa naciąganych „dodatków”. Dokumenty z RIO rysują obraz gminy zarządzanej jak prywatna firma, w której najwyżsi urzędnicy sami dla siebie stanowią prawo, podpisują ze sobą umowy i wypłacają sobie publiczne pieniądze, zasłaniając się kuriozalnymi interpretacjami przepisów.

Wójt Tomasz Osewski zwykł mawiać, że „prawda jest w dokumentach”. I miał absolutną rację. Prawda zapisana w raporcie RIO to opiewający na setki tysięcy złotych rachunek, który władza wystawiła mieszkańcom Gminy Ełk. Zastępca bez pełnomocnictw, wójt dublujący własny etat za 110 tysięcy i chomikujący urlop za prawie 50 tysięcy złotych, a w tle skarbniczka ze stałym dodatkiem specjalnym. Ten „układ zamknięty” działał perfekcyjnie, dopóki ktoś nie zaczął uważnie czytać tego, co sami podpisali. Teraz sprawa leży na biurku prokuratora. I to on dopisze do tej historii ostatnie zdanie.