Uśmiech dziecka na usługach magistratu. Czy ełcki urząd ignoruje RODO w drodze po lajki

W dobie rosnącej globalnej świadomości na temat zagrożeń płynących z mediów społecznościowych i apeli ekspertów o cyfrową higienę, lokalne samorządy stają przed nowym, etycznym wyzwaniem. Gdzie przebiega granica między informowaniem obywateli a wykorzystywaniem wizerunku dzieci do ocieplania wizerunku władzy? Dokumenty z ełckiego magistratu ujawniają system, który krytycy nazywają „jawną kapitulacją w zakresie ochrony danych osobowych”.

Sprawa nabrała znaczenia, gdy radna Ełku, Agnieszka Wszeborowska, skierowała do prezydenta miasta oficjalną interpelację dotyczącą ochrony najmłodszych mieszkańców w cyfrowym świecie. Domagała się wyjaśnień w sprawie podstaw prawnych oraz procedur stosowanych przez Urząd Miasta Ełku przy publikacji wizerunku osób małoletnich. Odpowiedź, jaka nadeszła z ratusza, rzuca światło na urzędniczą praktykę, która w zderzeniu z rygorystycznymi przepisami RODO budzi poważne wątpliwości.

Zarządzanie prywatnością na „słowo honoru”

Z oficjalnego pisma, pod którym podpisał się Prezydent Miasta Ełku, Tomasz Andrukiewicz, wyłania się zaskakujący obraz procedur weryfikacyjnych. Magistrat przyznaje, że zgoda na wykorzystanie wizerunku udzielana jest przez rodziców „wobec placówki edukacyjnej” na początku każdego roku szkolnego. To szkoły ponoszą odpowiedzialność za archiwizowanie tych deklaracji.

Prawdziwy problem pojawia się jednak w terenie. Urząd Miasta tłumaczy, że w przypadku braku zgody, „nauczyciel każdorazowo informuje pracowników Urzędu Miasta Ełku o braku zgody w odniesieniu do konkretnego dziecka” podczas trwania wydarzenia. Dopiero wtedy wizerunek ucznia ma nie trafiać na publikowane fotografie.

Radna Wszeborowska nie kryje oburzenia, wskazując, że opieranie systemu ochrony danych na ustnych komunikatach w tłumie rówieśników jest wysoce zawodne. — Przyznanie, że system opiera się na „ustnych komunikatach” i że „czynnik ludzki może zawieść”, jest kapitulacją w zakresie ochrony danych osobowych — punktuje radna. — Z kolei próba przeniesienia odpowiedzialności na placówki oświatowe, przy jednoczesnym zapominaniu, że jako odrębny administrator Urząd ma własne obowiązki wynikające z RODO, jest nieakceptowalna.

Facebook a miejska strona – dla urzędu to bez różnicy

Jednym z najostrzejszych punktów sporu jest kwestia publikacji zdjęć na platformach technologicznych gigantów. Prezydent Andrukiewicz stanowczo odrzuca obawy o brak kontroli nad danymi w social mediach, twierdząc, że jest to „cecha charakterystyczna dla całego Internetu” i w tradycyjnych serwisach mechanizm ten działa identycznie.

Dla ekspertów od prywatności takie zrównanie to fundamentalny błąd. Oddanie wizerunku algorytmom korporacji Meta wiąże się z transferem danych poza kontrolę urzędu, co radna Wszeborowska nazywa bagatelizowaniem różnic między „bezpieczną, kontrolowaną stroną internetową, a profilami w mediach społecznościowych, gdzie kontrolę nad danymi de facto przekazuje się innym podmiotom”.

Informacja czy polityczny PR?

Ełcki magistrat broni się, wskazując na wprowadzone w sierpniu 2024 r. „Standardy Ochrony Małoletnich”. Prezydent zaznacza, że wizerunek dzieci służy wyłącznie „działaniom informacyjnym”, takim jak relacje z lekcji obywatelskich czy wręczania stypendiów.

Dla radnej to jedynie semantyczna zasłona dymna. — Pod pozorem „działań informacyjnych” dochodzi do działań stricte PR – promocji własnej, budowania marki osobistej polityków czy instytucji kosztem dzieci. Wykorzystywanie wizerunku uśmiechniętych małoletnich służy kreowaniu pozytywnego PR. Dzieci stają się tu jedynie „żywym rekwizytem” — mówi Wszeborowska.

 Spór w Ełku obnaża szerszy problem: w pogoni za zasięgami urzędy stają się „pasami transmisyjnymi” dla globalnych platform, płacąc za to cyfrową prywatnością dzieci. Jak podsumowuje radna Wszeborowska: — urząd legitymizuje ekspozycję dzieci w sieci, zamiast pełnić rolę strażnika ich bezpieczeństwa. To wysoce niepokojące.

ANALIZA REDAKCYJNA: Gdzie Urząd popełnia błąd?

Analiza oficjalnych dokumentów oraz obowiązujących przepisów wskazuje na kilka krytycznych punktów, w których argumentacja Urzędu Miasta Ełku jest prawnie i logicznie wadliwa:

  • Błąd Administratora (Naruszenie RODO): Prezydent twierdzi, że Urząd korzysta ze zgód zebranych przez szkoły. W świetle prawa, szkoła i urząd miasta to dwaj odrębni administratorzy danych. Zgoda udzielona szkole nie jest „blankietem”, który urząd może dowolnie wykorzystywać do własnych celów promocyjnych w social mediach. Bez bezpośredniej zgody na linii rodzic–urząd, publikacja zdjęć przez magistrat odbywa się bez właściwej podstawy prawnej.
  • Błąd „Internetu”: Twierdzenie, że serwery Mety (Facebook) nie różnią się od lokalnej strony elk.pl, to rażący błąd technologiczny. Publikacja na własnej domenie daje urzędowi pełną kontrolę nad danymi. Z kolei publikacja na Facebooku oznacza transfer danych do prywatnej, globalnej korporacji, która wykorzystuje je do profilowania reklam i karmienia algorytmów. Są to dwa skrajnie różne poziomy ryzyka dla cyfrowej prywatności dziecka.
  • Iluzja Procedury: System oparty na „ustnym informowaniu przez nauczyciela” w trakcie trwania imprezy nie spełnia kluczowego wymogu rozliczalności, nałożonego przez RODO. Urząd nie jest w stanie udowodnić w sposób archiwalny, że w momencie robienia zdjęcia pracownik wiedział o braku zgody. To metoda zarządzania danymi na tzw. „słowo honoru”, która w świetle prawa ochrony danych jest absolutnie niedopuszczalna.
  • Wąska klauzula stypendialna: Choć urząd deklaruje, że zgody są szerokie, w praktyce – na przykład we wnioskach stypendialnych – zapisy ograniczają się często wyłącznie do publikacji na oficjalnej stronie www.elk.pl. Wykraczanie poza ten precyzyjnie określony zakres i przerzucanie zdjęć na fanpage jest bezpośrednim złamaniem warunków umowy zawartej z rodzicem.

Prawna pułapka: Zgoda na „wykorzystanie” to nie bilet na Facebooka

Analiza dokumentów to jednak nie wszystko. Argumentacja magistratu rozbija się o jeszcze jeden, kluczowy fundament – całkowite niezrozumienie przepisów przez urzędników. W polskim systemie prawnym pojęcia „wykorzystania” (przetwarzania) oraz „rozpowszechniania” wizerunku to dwa odrębne światy, opierające się na zupełnie innych aktach prawnych. Aby zdjęcie uśmiechniętego stypendysty mogło legalnie trafić na Facebooka, zgoda musi obejmować oba te aspekty w sposób wyraźny i niepozostawiający pola do interpretacji.

Prawo dzieli te pojęcia bezlitośnie:

Przetwarzanie (reżim RODO)- wizerunek (twarz) to dana osobowa. Zgodnie z RODO, samo zrobienie dziecku zdjęcia, zapisanie go na karcie pamięci aparatu, zgranie na dysk urzędu czy umieszczenie w wewnętrznej teczce to już jest przetwarzanie. Rodzic może wyrazić zgodę na to, aby urząd „wykorzystywał” wizerunek w celach czysto administracyjnych – np. do wydrukowania identyfikatora czy dyplomu. To zgoda wyłącznie na to, że urząd dane zdjęcie w ogóle posiada.

Rozpowszechnianie (reżim Prawa Autorskiego): Kwestię publikacji w sieci reguluje z kolei art. 81 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, chroniąc wizerunek jako dobro osobiste. Przepis mówi wprost: rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia. A rozpowszechnianie to nic innego, jak udostępnienie zdjęcia z góry nieokreślonej liczbie osób, czyli wyrzucenie go na miejski portal, wydrukowanie na plakacie, czy załadowanie na serwery Facebooka.

Dlaczego to rozróżnienie pogrąża ełcką narrację?

Jeśli we wniosku, który rodzic podpisuje w szkole lub w urzędzie, widnieje jedynie rutynowe, ogólnikowe sformułowanie: „Wyrażam zgodę na wykorzystanie wizerunku mojego dziecka w celach związanych z przyznaniem stypendium”, to w kontekście mediów społecznościowych jest to zgoda wadliwa i prawnie bezużyteczna.

Prawidłowo sformułowana klauzula musi być transparentna. Obywatel, podpisując dokument, musi wiedzieć dokładnie: Kto będzie rozpowszechniał zdjęcie (dyrektor szkoły czy służby prasowe Urzędu Miasta?). Gdzie fotografia trafi (bezpieczna, miejska domena www, czy komercyjny fanpage na Facebooku?). W jakim celu zostanie użyta (wewnętrzna relacja czy polityczny PR?).

Opierając się na ogólnikowych, szkolnych zgodach na „wykorzystanie”, a następnie „rozpowszechniając” twarze małoletnich w social mediach – gdzie urząd traci jakąkolwiek kontrolę nad pobranym materiałem – Ełk gra w prawną ruletkę. W polskim orzecznictwie zgody na udostępnienie wizerunku nie można domniemywać. Założenie, że skoro rodzic pozwolił zrobić dziecku pamiątkowe zdjęcie na szkolnej akademii, to automatycznie zgadza się na to, by stało się ono materiałem na fanpage’u Prezydenta miasta, to prosta droga do pozwów o naruszenie dóbr osobistych oraz surowych kar finansowych nakładanych przez Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO).