urzad-gmina-elk.jpg

Wybory w Gminie Ełk będą badane. Możliwe nieprawidłowości przy dopisywaniu wyborców

Sąd Rejonowy w Ełku nakazał prokuraturze ponownie zająć się sprawą rzekomych nieprawidłowości przy wyborach samorządowych w gminie Ełk. W tle zarzuty o celowe dopisywanie wyborców i brak weryfikacji danych.

Podejrzenia o machinacje wyborcze w Gminie Ełk
Wybory samorządowe w Gminie Ełk przyniosły minimalną różnicę głosów – 213. W II turze Tomasz Osewski pokonał Marcina Teodora Świdra, lecz wokół wyniku szybko pojawiły się poważne wątpliwości. Skargi o możliwe fałszerstwa i dopisywanie „słupów” do rejestru wyborców trafiły do prokuratury. Ta jednak… odmówiła wszczęcia dochodzenia.
Sąd Rejonowy w Ełku nie podzielił tej beztroski. Uchylił decyzję prokuratury i nakazał rozpoczęcie postępowania. Sprawa nie dotyczy błahych uchybień. W grę wchodzą zarzuty o świadome i masowe dopisywanie nieuprawnionych osób do list wyborczych – w sposób mogący wypaczyć wynik wyborów.
Postanowienie z 6 czerwca 2025 r. ujrzało światło dzienne dopiero w połowie lipca – upublicznione przez samego Świdra. Moment publikacji może rodzić pytania, ale dużo poważniejsze są pytania o to, co działo się w urzędzie w trakcie kampanii i w dniu głosowania.

Fałszywe adresy, zbiorcze zameldowania i podejrzenia ustawionych głosów
Zgodnie z uzasadnieniem sądu, śledczy mają sprawdzić, czy w gminie doszło do naruszenia art. 248 pkt 1 i 2 kodeksu karnego – mowa o fałszowaniu dokumentów wyborczych i oszustwach przy głosowaniu.
Sąd wskazał wprost: osoby były dopisywane do list pod adresami związanymi z kandydatami Komitetu Tomasza Osewskiego. Niekiedy chodziło o grupy po kilkanaście osób przypisane do jednego domu lub mieszkania – często zamieszkałego przez członka komitetu lub osoby z nim powiązane.
Rodzi to poważne pytania:
• Czy urzędnicy faktycznie sprawdzali, kto rzeczywiście mieszka pod wskazanym adresem?
• Czy osoby dopisywane do list miały jakikolwiek związek z gminą poza chęcią oddania głosu?
• I wreszcie: kto stał za tą logistyką?
Zgodnie z art. 20 § 2 kodeksu wyborczego, obowiązkiem urzędu jest weryfikacja miejsca zamieszkania, a nie bezrefleksyjne przyjmowanie wniosków.

Wielkie nazwiska, mała gmina. Kogo wezwą śledczy?
W postanowieniu sąd wprost wymienił osoby, których adresy budzą podejrzenia, w tym radnych, policjanta, nauczycieli, mieszkańców powiązanych z komitetem Osewskiego lub lokalnymi sołtysami.
To m.in. nazwiska takie jak: Bogdan Jurczyk, Jan Wielgat, Andrzej Kisiel, Bogusław Sadowski, Diana Dawidowska, Piotr Słomkowski, Karol Buraczewski, Ewa Choroś, Dariusz Kordyś ( osoby publiczne).  
To właśnie ich adresy mają zostać zweryfikowane. Śledczy mają ustalić, czy osoby dopisane do rejestru rzeczywiście u nich mieszkały, czy też posłużono się ich nazwiskami do zwiększenia puli głosów.

Gwałtowny przyrost wyborców – przypadek czy metoda?
Według danych przedstawionych w zawiadomieniu, liczba wyborców pomiędzy wyborami parlamentarnymi 2023 a samorządowymi 2024 wzrosła w gminie w sposób nietypowo szybki i wysoki. Choć sąd nie przesądził nielegalności tego zjawiska, wyraźnie zaznaczył, że wymaga ono dokładnego zbadania.
Tym bardziej że wybory samorządowe rządzą się innymi zasadami niż parlamentarne.

Protest wyborczy upadł, ale nie zamknął sprawy
Wcześniejszy protest wyborczy złożony przez Świdra został formalnie odrzucony przez Sąd Okręgowy w Suwałkach z przyczyn proceduralnych. Nie podjęto się merytorycznej oceny zarzutów. Dzisiejsze postanowienie Sądu Rejonowego to jednak sygnał: zarzuty były zbyt poważne, by je ignorować.

Co dalej?
Prokuratura będzie musiała zbadać dokumentację wyborczą, przesłuchać urzędników oraz osoby dopisane do rejestru. W centrum śledztwa znajdzie się sposób działania urzędu – w tym ewentualna odpowiedzialność administracyjna wójta i jego ludzi.

Sąd nie orzekł o fałszerstwie, ale zmusił prokuraturę do działania, aby ta dogłębniej zbadała sprawę. To samo w sobie jest już niepokojące.

Gmina Ełk znalazła się w sytuacji, w której wynik demokratycznych wyborów może być efektem manipulacji, błędów lub zaniechań. I dopiero teraz, ponad rok po głosowaniu, istnieje szansa, że opinia publiczna pozna prawdę.

Komentarz redakcji
Zgodnie z postanowieniem sądu, organy ścigania mają obowiązek sprawdzić, czy wójt Tomasz Osewski i jego urzędnicy dopełnili obowiązków przy rejestracji wyborców. Dotyczy to nie tylko papierów – ale też realnych ludzi i ich obecności w gminie.
Należy podkreślić, że postanowienie sądu nie przesądza o winie żadnej z osób ani nie rozstrzyga o zasadności zarzutów, a jedynie stwierdza, że postępowanie wyjaśniające prokuratury wymaga uzupełnienia. Sprawa pozostaje rozwojowa — a dopiero jej dalszy bieg pozwoli ocenić, czy zarzuty zgłoszone przez Teodora Świdra znajdą potwierdzenie w materiale dowodowym.
Jednak warto też dodać, że w tle mamy jednak nie tylko procedury, ale również brutalną rzeczywistość lokalnej polityki. Teodor Świder zarzucał rywalowi działania niezgodne z prawem — i choć wynik wyborów został rozstrzygnięty, sam spór trwa nadal. Co więcej, nabiera cech długofalowej wojny o wpływy i narrację.
Obaj kandydaci nie składają broni. Każdy z nich usiłuje przekonać opinię publiczną, że to on został niesprawiedliwie potraktowany. I choć formalnie mówimy o śledztwie, nie o winie — w praktyce toczy się bezpardonowa walka o to, kto będzie uchodził za ofiarę, a kto za cynicznego gracza.
Kto naprawdę przegrał te wybory — dowiemy się być może dopiero wtedy, gdy zakończy się cała sądowo-polityczna gra.