„Wypierdol jednego dla przykładu” — ten cytat stał się osią sporu
Redakcja dotarła do relacji ratowników opisujących rozmowę między ówczesnym kierownikiem zespołu a prezes szpitala. Kierownik miał zgłosić problem z dyscypliną: załoga miała nie słuchać poleceń, pojawiają się opóźnienia i naruszenia procedur.
Według wersji ratowników prezes miała zareagować słowami: „Wypierdol jednego dla przykładu”.
Ratownicy podkreślają, że to nie była fraza, lecz polecenie, które, ich zdaniem zapoczątkowało otwartą kampanię nacisku. Kilka tygodni później jeden z ratowników miał zostać zwolniony. W ocenie zespołu był to efekt realizacji tej właśnie logiki.
Koszty i presja: „ratownik kosztuje 18 tysięcy”
W tle wybrzmiewa argument ekonomiczny. Z relacji pracowników wynika, że etatowy ratownik obciąża budżet szpitala kwotą przekraczającą 18 tys. zł miesięcznie. Podczas gdy zatrudnienie na kontrakcie oznaczałoby znaczne oszczędności.
Redakcja pyta: czy kalkulacja finansowa stała się instrumentem wywierania presji? Ratownicy tak to opisują: „Nie wytrzymają presji, więc albo sami odejdą, albo złagodnieją”. To ich interpretacja motywacji kadry zarządzającej.
Prezes Bożena Szelągowska: „Stanowczo zaprzeczam. To nieprawda”.
W bezpośredniej konfrontacji z zarzutami prezes odpowiada jednoznacznie: „Stanowczo zaprzeczam, nic takiego nie powiedziałam [chodzi o »wypierdol jednego…« — przyp. red.].
I dodaje — Wprost przeciwnie. Ratownicy byli chronieni. Jeżeli ktoś tak twierdzi, to niech mi to powie w oczy. Jest to nieprawda!
Prezes dodatkowo wskazuje, że w toku zdarzeń pojawiły się sytuacje, które, jej zdaniem, wymagałyby zgłoszenia do prokuratury, lecz ona tego nie uczyniła: „Były różne sytuacje i powinnam prokuraturę zawiadomić, nie zrobiłam tego”.
Zwolnienie: Dwie wersje jednego faktu
Zwolnienie jednego z ratowników miało być jednym z punktów zapalnych sporu.
Słowa prezes w tej sprawie: „Zwolnienie było dlatego, że ratownicy opuścili stację. To było przedmiotem dochodzenia, to jest inna sprawa”. Prezes podkreśla też: „Podpisałam ugodę, chociaż sprawę miałam wygraną”.
I stawia pytanie, które, jej zdaniem, wymaga skierowania do krytycznej weryfikacji: „Proszę się zapytać, czy ratownicy, którzy popełnili czyny karalne, zostali zwolnieni?”
W rozmowie z redakcją prezes użyła jeszcze jednego mocnego stwierdzenia: „Mogłam zrobić w pandemii aferę na całą Polskę, ale posłuchałam, darowałam”.
Redakcja pyta: jakie konkretnie zdarzenia prezes ma na myśli? Dlaczego, jeśli doszło do czynów karalnych, nie skierowano spraw do organów ścigania? Te pytania pozostają bez szczegółowych odpowiedzi ze strony dyrekcji.
Wyjaśnienia prezes o komisji. Co mówi dyrekcja
Ponieważ komisja antymobbingowa była już opisywana w pierwszym materiale redakcji, pytamy prezes wyłącznie o jej relację wobec bieżących zarzutów. Bożena Szelągowska przedstawia krótkie, jednoznaczne wyjaśnienia: Komisja miała działać zgodnie z obowiązującymi procedurami. Komisja przeanalizowała dostępne materiały i nie stwierdziła mobbingu w rozumieniu przepisów. Decyzje komisji były niezależne. Prezes zapewnia, że nie wpływała na jej ustalenia.
Prezes mówi też: Komisja zakończyła swoją działalność, wszystkie protokoły zostały zamknięte, opieczętowane. Czy protokoły były kilka razy poprawiane? Nie! Pyta i jednocześnie odpowiada sobie. To ratownicy chcieli po przeczytaniu protokołu jakąś poprawkę wprowadzić, to nie było na życzenie komisji, a życzenie ratowników. Jeżeli ktoś pisze, może użyć innego słowa i dlatego jest to po to dawane do przeczytania. Bo w intencji, mówionego było to inaczej powiedziane a w intencji piszącego inaczej — dodaje.
Choć prezes zapewnia o braku mobbingu, rzetelności komisji oraz istnieniu „czynów karalnych”, które, jak sama mówi, mogły doprowadzić do „afery na całą Polskę”, ostatecznie to ratownicy wygrali sprawę w sądzie. To sąd, po analizie materiału dowodowego, stanął po stronie pracowników.
Wyrok zmienia układ ciężaru wiarygodności, i to nie tylko w sferze prawnej, ale i w społecznej ocenie działań dyrekcji. Sąd potwierdził, że wersja ratowników zasługuje na ochronę.
Wygrana ratowników nie kończy tej historii. Przeciwnie, otwiera nowy rozdział. Bo wyrok sądu to nie tylko rozstrzygnięcie sporu, ale także mocny sygnał, że w miejskiej jednostce zdrowia doszło do sytuacji, które wymagają pełniejszego wyjaśnienia.
Redakcja będzie monitorować dalsze kroki szpitala, reakcję władz miasta oraz to, czy po tym wyroku ktoś poniesie odpowiedzialność i czy systemowe mechanizmy ochrony pracowników zadziałają tak, jak powinny.







