Pod koniec lipca, podczas nadzwyczajnej sesji Rady Gminy Stare Juchy, radni pośpiesznie przegłosowali uchwałę, która umożliwia budowę farmy fotowoltaicznej na gruntach rolnych. Uchwała została wprowadzona nagle i bez szerokich konsultacji, co wywołało oburzenie lokalnej społeczności. Uchwała, otwiera drogę do zmiany przeznaczenia aż 286 hektarów gruntów rolnych (III i IV klasa) na cele przemysłowej produkcji energii.
Za przyjęciem dokumentu aktywnie lobbował Jarosław Franczuk, który – jak sam podkreśla – jest „zakochany w Starych Juchach”. Tyle że ta miłość ma ewidentnie wymiar inwestycyjny, nie romantyczny. Uchwała została wrzucona na sesję w trybie nadzwyczajnym, a tempo jej procedowania zdumiało nie tylko część radnych, ale też mieszkańców.
Ci ostatni już zaczęli protestować – zbierają podpisy i zapowiadają zaskarżenie uchwały do wojewody. Uważają, że decyzja została podjęta zbyt szybko, bez realnej debaty i z pominięciem głosu lokalnej społeczności.
– Nikt z nami nie rozmawiał. Zostaliśmy zaskoczeni. A teraz mamy się zgodzić na inwestycję, która może kompletnie zmienić charakter tych terenów – mówią mieszkańcy.
Sprawa budzi coraz większe emocje. Pojawiają się pytania o przejrzystość procedur, tryb wprowadzenia uchwały i realne korzyści dla gminy. Czy Stare Juchy staną się symbolem zielonej energii – czy może raczej przykładem, jak nie przeprowadzać kluczowych decyzji samorządowych?







