Problem zalań w rejonie ulicy Targowej nie jest nowy, ale z roku na rok staje się coraz bardziej uciążliwy. Każdy intensywny deszcz to dla okolicznych mieszkańców paraliż komunikacyjny i strach przed kolejnymi zniszczeniami. To właśnie oni od miesięcy głośno domagali się działań, interweniując u radnych i naciskając na ełcki magistrat, by w końcu rozwiązał problem niewydolnej infrastruktury.
Betonoza i błędy projektowe
Skąd biorą się regularne podtopienia? Włodarze nie ukrywają, że to w dużej mierze efekt tego, jak Ełk rozwijał się w ostatnich latach.
Prezydent Tomasz Andrukiewicz, odnosząc się do sytuacji na antenie Radia 5, przyznał wprost, gdzie leży przyczyna – Rozbudowa Ełku powoduje, że w różnych częściach miasta powstają nowe budynki. A tym samym wody opadowe, które pojawiają się w trakcie deszczu, nie wnikają w nawierzchnię gruntu. Tylko pojawia się nawierzchnia twarda i z tej twardej nawierzchni… mamy więc miejsca, które podlegają podtopieniom. Do tego pojawiają się jeszcze błędy projektowe, które zdarzają się u wykonawców.
Cenę za te błędy i postępującą „betonozę” płacą dziś mieszkańcy Targowej. Odpowiedzią na ich interwencje ma być pierwszy etap przebudowy sieci kanalizacji deszczowej wraz z budową nowego zbiornika retencyjnego w tym rejonie.
Koszty wyższe niż zakładał Ratusz
W piątek, 7 sierpnia inwestycja weszła w kluczową fazę, otwarto oferty w przetargu, który ma wyłonić wykonawcę prac ratujących Targową przed kolejnymi zalaniami. Urzędnicy zarezerwowali na ten cel 1 347 690,68 zł brutto.
Szybko okazało się jednak, że rynek wycenił zadanie drożej. Do przetargu stanęły trzy firmy:
- AQUAKOP z Raczek – 1 528 982,40 zł
- PHUP PALWOD z Gołdapi – 1 586 700,00 zł
- STRABAG z Pruszkowa – 2 108 548,04 zł
Wszystkie firmy oferują standardowe 60 miesięcy gwarancji, ale każda z ofert przekracza miejski budżet. Do najtańszej propozycji z Raczek brakuje dokładnie 181 291,72 zł.
Przed władzami Ełku stoi teraz twardy orzech do zgryzienia. Samorząd ma dwa wyjścia: unieważnić przetarg i rozpisać go ponownie, licząc na cud i spadek cen (co w dobie dzisiejszych realiów rynkowych jest ryzykowne), albo poszukać w budżecie miasta brakujących 181 tysięcy złotych.
Dla mieszkańców ulicy Targowej, którzy wydeptali ścieżki do rady miasta, odpowiedź jest oczywista. Teraz oczekują, że radni staną na wysokości zadania, przesuną środki i pozwolą na wbicie pierwszej łopaty.







