Strona główna » Felietony/opinie » Żeby starość żyła krótko
Felietony/opinie

Żeby starość żyła krótko

fot. pixabay.com

Sie­dzia­ła na ław­ce w par­ku. Sama. Chy­ba odpo­czy­wa­ła. Obok niej tor­ba, wypcha­na warzy­wa­mi, cukrem, mąką – zaku­pa­mi. Usia­dłam obok niej, też na chwi­lę. Na moje oko kobie­ta mia­ła jakieś 65 lat. Pach­nia­ła mar­ko­wy­mi per­fu­ma­mi. Ogól­nie, zadba­na star­sza pani. Tyl­ko ta tor­ba, nijak mi do niej nie paso­wa­ła – duża, bazarowa.

— Wie pani, lubię tu, na tej ławecz­ce tro­chę posie­dzieć. Nie chcę wra­cać teraz do domu. Uwa­ża­ją, że jestem sta­ra. Kto? — pytam. — Cór­ka, zięć, nawet mąż. Twier­dzą, że jestem sta­ra. Że nie wypa­da robić mi pew­nych rze­czy. Dyk­tu­ją, jak mam się ubrać, uma­lo­wać. Wie­dzą lepiej ode mnie, co powin­nam robić, a cze­go nie. Pani czu­je się sta­ra? Świet­nie pani wyglą­da. Tyl­ko pozaz­dro­ścić, tak ład­nie się pani sta­rze­je — mówię. Więc pani też uwa­ża, że jestem sta­ra? — zapy­ta­ła mnie. — Wca­le nie czu­ję, że jestem spróch­nia­łym wap­nem. Cho­dzę na basen, gram w teni­sa. Regu­lar­nie odwie­dzam kosme­tycz­kę i fry­zje­ra. Żyję peł­nią życia. Wie­rzę w mło­dość mojej duszy. Zmarszcz­ki na twa­rzy to tyl­ko sym­bol moje­go doświad­cze­nia, moich dłu­gich lat. Każą mi cho­dzić po zaku­py, goto­wać obia­dy — bo prze­cież jestem na eme­ry­tu­rze. Czy życie na eme­ry­tu­rze upo­waż­nia moją rodzi­nę do orga­ni­zo­wa­nia mi cza­su? Sama potra­fię zor­ga­ni­zo­wać sobie czas. W koń­cu mam te chwi­le tyl­ko dla sie­bie. Nawet nie zauwa­ży­łam, kie­dy się zesta­rza­łam. Moja rodzi­na sta­le pró­bu­je mi to uświa­do­mić. Poświę­ci­łam im kawał mego życia. Pra­co­wa­łam cięż­ko w zakła­dach mię­snych. Uro­dzi­łam cór­kę. Odkła­da­łam dziec­ku pie­nią­dze na start, żało­wa­łam sobie nawet na majt­ki. A dziś, kie­dy moja rodzi­na ma wszyst­ko, nadal czu­ję się wyko­rzy­sty­wa­na. Dla­cze­go o mnie nie pomy­ślą? Nikt nie pyta, czy mi dobrze, czy źle. Jak się bun­tu­ję, to mówią, że muszą ze mną do leka­rza. Po jaką cho­le­rę pytam? Wie pani, ostat­nio kupi­łam sobie bluz­kę, taką wrzo­so­wą, z dekol­tem. Nie chcia­ła­by pani wie­dzieć, co ja mia­łam w domu. Awan­tu­ra z powo­du bluz­ki — mojej fana­be­rii. Chy­ba wyja­dę do sana­to­rium i nic im nie powiem. Tam przy­naj­mniej mło­dość nie jest dzi­wac­twem. Niech szu­ka­ją mnie, niech się tro­chę pomar­twią — tym zda­niem zakoń­czy­ła swo­ją smut­ną opowieść.

Roz­mo­wa z nie­zna­jo­mą na dłu­go utkwi­ła w mojej pamię­ci. To, że wyża­li­ła się obcej kobie­cie, być może jej pomo­gło. Zaczę­łam zasta­na­wiać się nad sta­ro­ścią. Dla­cze­go panu­je prze­ko­na­nie, że star­sze­mu czło­wie­ko­wi nic się nie nale­ży. Czy fak­tycz­nie wie­my, co jest dla nich naj­lep­sze? Kto zbu­do­wał sche­mat: co wol­no mło­de­mu, a co sta­re­mu. Dla­cze­go mówi się, że mło­dość musi się wysza­leć. A sta­rość nie musi? Jeże­li są na to siły, to dla­cze­go nie zwa­rio­wać na chwi­lę. Zro­bić coś dla siebie.

Marzy­ciel­kę o wol­nej sta­ro­ści spo­tka­łam mie­siąc póź­niej. Sie­dzia­ła na tej samej ław­ce, z tą samą tor­bą. Tym razem była nie­ucze­sa­na, nie pach­nia­ła, jak wte­dy, mia­ła nawet poob­gry­za­ne paznok­cie. Przy­sia­da­jąc obok niej, przy­wi­ta­łam się i przy­po­mnia­łam jej nasze spo­tka­nie. Spa­so­wa­ła pani? — grzecz­nie pytam.

—To życie spa­so­wa­ło, nie chcia­ło mnie posłu­chać. Zmarł mój uko­cha­ny mąż. Uwiel­bia­łam jego gder­li­wość. Dziś wiem, że pro­wo­ko­wa­łam go do dys­ku­sji. Przed śmier­cią wyznał mi, że całe życie był o mnie zazdro­sny. Że uwiel­biał ten mój bunt wobec sche­ma­tów i narzu­co­nych norm. Kochał tę moją wyima­gi­no­wa­ną mło­dość. Teraz czu­ję, że mam ze 120 lat. Posta­rza­łam się w jed­nej chwili.

Jedy­ne, na co mnie było stać, to mil­cze­nie. Ode­szła. Nawet nie zauwa­ży­łam, kie­dy zosta­łam sama na ław­ce w par­ku. Zawsze myśla­łam, że sta­rze­je­my się rok po roku. A tu w jed­nej chwi­li sta­rość przy­nio­sła kobie­cie set­kę lat. Smu­tek wyrył na jej twa­rzy głę­bo­kie zmarszcz­ki. Jak paso­żyt wyżarł jej cia­ło i duszę. Ta spo­tka­na przy­pad­ko­wo kobie­ta, uświa­do­mi­ła mi, że leci­wość to nie zmarszcz­ki, zgar­bio­ne ple­cy czy powy­krzy­wia­ne pal­ce. Że o naszym wie­ku nie świad­czy metry­ka. Mło­dość żyje w duszy i w sercu.

Ale czy wol­no się pod­dać? Czy bunt i chęć życia po swo­je­mu to coś złe­go? War­to prze­cież żyć nie tyl­ko dla innych, ale też dla sie­bie. War­to być kie­row­ni­kiem swo­je­go życia, chwy­cić mło­dość i trzy­mać, jak byka za rogi. Są prze­cież na świe­cie rze­czy, o któ­re war­to wal­czyć do koń­ca. Pozo­sta­je tyl­ko życzyć kobie­tom, podob­nym do niej, sta­ro­ści żyją­cej krót­ko. Bo jak powie­dział Geo­r­ge Ber­nard Shaw: W życiu nie­wia­sty roz­róż­nić moż­na sie­dem okre­sów: nie­mow­lę, dziew­czyn­ka, dziew­czy­na, mło­da kobie­ta, mło­da kobie­ta, mło­da kobie­ta i mło­da kobieta.

MYSZ


OSTATNIE