W Regielnicy ludzie mają swój grunt, swoje ciepło, sami dbają o porządek i remonty. Mają też wodę – a raczej mieli, dopóki Zakład Usług Gminnych nie zaczął wypowiadać umów i zakręcać kurka. Dziś oficjalnie wody tam nie ma, choć z kranów wciąż coś kapie. Ale czy to przypadek?
Umowy były, umów nie ma
W 2019 roku ZUG podpisał z mieszkańcami bloku umowy na dostarczanie wody i odbiór ścieków. Później zakład zaczął je wypowiadać – raz tłumacząc się rozliczeniami wodomierzy, raz „brakiem wspólnoty”, innym razem potrzebą wyłonienia zarządu.
Mieszkańcy odpowiadali jasno: „nie”. Nie chcą rejestrować wspólnoty, tylko dlatego, że tak chce zakład. W efekcie – ZUG zerwał umowy i ogłosił: „nie ma umowy – nie ma wody”.
Woda na kroplówce
Oficjalnie w Regielnicy dla tych mieszkańców wodociąg nie działa. W praktyce – woda w kranach jest. Raz leci normalnie, raz jakby na kroplówce, a czasem nie ma jej wcale.
Mieszkańcy pytają wprost: czy to techniczna awaria, czy może celowe działanie? Bo z boku wygląda to tak, jakby ktoś ręcznie przykręcał kurek – zostawiając tylko tyle, by udowodnić, że „coś” płynie.
Nielegalny pobór? Ale przez kogo?
Wygląda to tak, że woda, która płynie, płynie „nielegalnie”. Ale jak ma być nielegalna, skoro mieszkańcy mają podłączenie do sieci?
Tu może pojawić się najgroźniejszy zarzut: jeśli woda leci, choć formalnie nie ma umów, to kto ją „kradnie”? Sami mieszkańcy? Czy może ZUG celowo dopuszcza minimalny przepływ?
To wygląda jak prowokacja – przykręcony kurek ma tworzyć wrażenie, że woda płynie bokiem, nielegalnie. A wtedy łatwo oskarżyć lokatorów o coś, czego nie zrobili. No i są straty na wodzie, za które, ktoś musi zapłacić.
Prawo mówi jasno: wody odciąć nie wolno
Zgodnie z ustawą o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, wodę można odciąć tylko w trzech przypadkach: gdy ktoś nie płaci rachunków, gdy kradnie wodę albo gdy istnieje zagrożenie dla sieci.
W Regielnicy żaden z tych warunków nie został spełniony. Lokatorzy płacili, przyłącze jest legalne, zagrożenia nie stwierdzono. ZUG, wypowiadając umowy i zakręcając kurek, działa więc na granicy prawa.
„To szantaż, to wymuszenie”
– To jest zwykły szantaż – mówią mieszkańcy. – Płaciliśmy rachunki. Każą nam jeździć po wodę do innego ujęcia, jakbyśmy mieszkali w jakiejś kolonii.
Kto tu naprawdę manipuluje wodą?
Fakty są brutalne: ktoś manipuluje wodociągiem w Regielnicy. Woda raz jest, raz jej nie ma. ZUG „mówi”, że nie ma umów – więc oficjalnie woda płynąć nie powinna. A jednak płynie. Ale może być, że i zawór„nie trzyma”. 😉
Pytanie brzmi: kto tu gra nieczysto?
Wspólnota istnieje, ale odciąć wody nie wolno
Tu jest klucz: wspólnota mieszkaniowa w Regielnicy powstała z mocy prawa – automatycznie, bo w budynku jest osiem wyodrębnionych lokali. To oznacza, że ZUG ma prawo oczekiwać rozliczeń z jednym podmiotem – wspólnotą. Pod tym względem jego argumenty są zrozumiałe.
Ale sposób, w jaki próbuje to egzekwować – poprzez rozwiązywanie umów i zakręcanie wody – jest w naszej ocenie nielegalny. Prawo nie przewiduje odcięcia dostaw tylko dlatego, że trwa spór administracyjny czy że ktoś nie chce powołać zarządu wspólnoty.
Bo jeśli umów nie ma, a woda jednak leci (ciurkiem), to pojawia się proste pytanie: komu ZUG teraz wystawi rachunki?







