Dwóch radnych (miejski i powiatowy) wróciło 18 marca z wycieczki z Indii. Teraz przez dwa tygodnie będą poddani przymusowej kwarantannie. Ełczanie wylecieli z Polski 4 marca, do kraju wrócili 18. W izolacji będą przebywać do 31 marca.
— Obecnie jestem poza swoim domem, jestem odizolowany od swojej rodziny — mówi radny.
Jak odbywał się powrót do domu?
— Już na pokładzie samolotu wypełnialiśmy druki, w których musieliśmy zaznaczyć swoje miejsce kwarantanny, sami je wskazywaliśmy — mówi ełczanin. — Na lotnisku, w Polsce wojsko zmierzyło nam temperaturę. Potem wspólnym transportem, razem z drugim kolegą radnym, udaliśmy się do Ełku.
Czy już w ferworze informacji płynących z Europy o rozprzestrzeniającym się wirusie (w Polsce pierwszy przypadek potwierdzono 4 marca-red.) pomyślał pan o rezygnacji z wycieczki?
— Podróż miałem zarezerwowaną już w grudniu — mówi nasz rozmówca. — Wtedy wydawało się, że jak nie ma zakazu odgórnie, to jest wszystko Ok. Tym bardziej że wszystkie podróże można było odbywać normalnie. Myśmy w tego wirusa po prostu nie wierzyli — mówi radny.
Teraz jak na to wszystko patrzę, nie zdecydowałbym się na podjęcie takiego kroku. Będę prawie miesiąc (wycieczka + kwarantanna) bez rodziny. Do mnie powaga całej sytuacji dotarła dopiero wtedy, jak odwołali lot.