— Dałem się nabrać i straciłem 200 zł. Chcę ostrzec innych przed oszustem, bo pieniędzy pewnie i tak nie odzyskam — taki telefon w poniedziałkowy poranek postawił na nogi naszą redakcję.
Dzwoniącym był ełczanin, który chce zachować anonimowość, gdyż nie jest łatwo pokazać innym, że wyszło się na naiwniaka. Nazwijmy go panem Ernestem.
— Czwartek, 15 września, koło godziny pierwszej — wspomina pan Ernest. – Wybrałem się służbowo do Pisza drogą z Ełku przez Drygały i Białą Piską. Gdzieś pomiędzy Bajtkowem a Drygałami ostro zahamowałem. Z prawej strony trasy młodzieniec o ciemnej karnacji skóry machał jak szalony rękoma. Nie wysiadłem z samochodu, otworzyłem przednią szybę, a ten pakuje mi przed nos wyglądający na złoto sygnet. Trochę łamanym angielskim rzuca hasło: „diesel” pokazując na swoje stojące nieopodal auto — chyba Mercedes nowszej klasy z przyciemnianymi szybami i na zagranicznej rejestracji. No tak – mówię mu, ja też jeżdżę na diesel, ale nie mam kanistra z zapasem. Młodzieniec wręcza mi wizytówkę i mówi, że musi być dzisiaj w Warszawie, a samochód mu stanął, bo paliwo się skończyło. Chcę pomóc człowiekowi, mówię, że wezwę pomoc, a on na to, że nie ma gotówki, tylko kartę kredytową. Sięgam automatycznie do portfela. Mam w nim banknot z Zygmuntem Starym.
Kiedy teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że zauważyłem w tym momencie błysk w oku rzekomego Ahmeda, managera import – eksport Europa. Ok. – mówi, daj mi swój numer telefonu, zwrócę ci pieniądze, a w zastaw weź ten sygnet. Sygnet wyglądający rzetelnie, nie znam się na tym, ale chyba złoto. Dobrze — mówię poznanemu w takich dziwnych okolicznościach facetowi w garniturze, daję mu 200 zł, życzę szerokiej drogi i miłego dnia. Byłem pewien, że wyrządzam przysługę, pomagam, pieniądze do mnie wrócą, mam namiary na gościa, zastaw, przecież nic nie stracę.
Ocierając pot z czoła, nasz Czytelnik drżącą ręką pokazuje wizytówkę oszusta
—Po kilku dniach coś mnie tknęło — opowiada Ernest. — Odnalazłem wizytówkę sympatycznie wyglądającego Ahmeda. Pomyślałem, że przypomnę się mu, wysyłając wiadomość pocztą elektroniczną. Dear Ally — piszę w mejlu — Kilka dni temu byłeś w kłopocie i pożyczyłem ci 200 zł. Prześlij mi te pieniądze na moje konto i tutaj podaję numer konta. Wpisuję adres z wizytówki: aally_omer@yahoo.com. Zadowolony, że sprawa załatwiona, ufny w ludzi, czekam na przelew. Po chwili jednak powrót do rzeczywistości. Adres, na który wysłałem list, nie istnieje, konto zostało usunięte albo zablokowane. W tym momencie zapaliła mi się lampka. Czyżbym dał się wystrychnąć na dudka? Dzwonię na trzy widniejące na wizytówce numery. Wszędzie tan sam komunikat, tyle że w różnych językach – „Nie ma takiego numeru, numer nieprawidłowy”. Jeszcze tli się we mnie iskierka nadziei.
Poszukam Ahmeda w sieci
Na Facebooku Ally Ahmedów więcej niż Janów Kowalskich. Wpisuję jego imię i nazwisko w wyszukiwarkę. „Uwaga na Ahmed Mustafa Import Export Germany” – ostrzega pierwszy link. Niestety, wygląda na to, że chyba padłem ofiara oszusta. Czytam informacje znalezione w sieci. Tak, to z pewnością on, różnie się nazywał – Ahmed Mustafa, Murad Ally, ale sposób działania miał taki sam. Wpisy opisujące jego oszustwa datowane są od grudnia 2013 roku — Polska, Czechy, Niemcy, Słowacja. Zawsze tak samo, brak paliwa, gotówki, nieważna karta kredytowa, sygnet w zastaw i potrzeba gotówki. Jeden z piszących na forum dał mu 600 euro z obietnicą, że dostanie dwa razy tyle z powrotem.
—A co ze złotym sygnetem? — pytamy nieszczęśnika, który chciał pomóc zagubionemu obcokrajowcowi w naszym kraju.
—Tombak. Czuję złość na siebie, na własną głupotę, ale też chcę ostrzec innych, nie dajcie się nabrać, tak jak ja, ten oszust może nadal grasować na mało uczęszczanych trasach w naszej okolicy — mówi Ernest. — To było moje pierwsze takie zetknięcie z człowiekiem o ciemnej karnacji. Nie będę tego dobrze wspominał.
O sprawie poinformowaliśmy ełckich policjantów.
— Mieliśmy podobne zgłoszenie rok temu w październiku — mówi Agata Kulikowska de Nałęcz, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ełku. — 48-letni kierowca został oszukany, kupując tombak, który miał być cennym złotem. Mężczyzna chciał pomóc zatrzymującym go obcokrajowcom stojącym na poboczu, kupił od nich sygnet i łańcuszek. Oszuści łamaną polszczyzną wyjaśnili, że sprzedają złoto, ponieważ potrzebują pieniędzy na paliwo, a chcą dojechać na Litwę. W ostatnim czasie nie otrzymaliśmy tego typu zgłoszeń. Apelujemy jednak o zachowanie szczególnej ostrożności i zasady ograniczonego zaufania przy tzw. szybkich transakcjach. Zatrzymujący samochody obcokrajowcy często mówią, że skończyło im się paliwo, dlatego oferują złoto po bardzo okazyjnej cenie. W rzeczywistości oszukują osoby, które chcą im pomóc. W przypadku podejrzeń i obaw co do próby dokonania oszustwa należy niezwłocznie powiadomić policję.