Przebudowa i remont największej ulicy w centrum miasta ma tyle samo zwolenników co i przeciwników. Część mieszkańców Ełku sprzeciwia się z racji wycinki dużej liczby drzew i uważa, że wystarczą drobne poprawki kosmetyczne, zwolennicy natomiast chcą równego asfaltu i ścieżki rowerowej.
Miasto Ełk w grudniu 2018 r. ogłosiło przetarg na przebudowę ulicy W. Polskiego, który został ogłoszony na tzw. całość, w tym sieć wodnokanalizacyjną i ciepłowniczą. Przedmiotem zamówienia jest przebudowa ul. Wojska Polskiego w Ełku na odcinku od skrzyżowania z ul. Kościuszki do ul. Mickiewicza wraz z wykonaniem zatoki autobusowej i aktywnego przejścia dla pieszych w okolicy Wojska Polskiego 62 i 68.
Przebudowie podlega odcinek ul. Wojska Polskiego o przekroju dwujezdniowym z dwoma pasami ruchu na wprost z dodatkowymi pasami do skrętu w lewo i w prawo w rejonie skrzyżowania.
Skrzyżowanie ma być wyposażone w sygnalizację świetlną. Przedmiot zamówienia obejmuje także przebudowę kolizji z urządzeniami podziemnymi oraz budowę kanalizacji deszczowej, oświetlenia ulicznego, wykonanie monitoringu wraz z kanalizacją teletechniczną, budowę sieci wodociągowej i sieci sanitarnej.
Otwarcie ofert nastąpiło 28 lutego. Jednak do 17 kwietnia nie doszło jeszcze do rozstrzygnięcia przetargu, być może dlatego, że ten w opinii radnych budzi wiele wątpliwości i zastrzeżeń, w tym prawnych. W budżecie na ten cel miasto zabezpieczyło kwotę 10 milionów złotych. Do przebudowy głównej arterii miasta zgłosiły się dwie firmy. Najkorzystniejsza finansowo oferta opiewała na lekko powyżej 12 milionów złotych. Problem w tym, że miastu brakuje w budżecie 2 milionów złotych na zrealizowanie wspomnianej inwestycji. Aby zdobyć brakującą kwotę, miasto musiałaby poszukać oszczędności lub zaciągnąć np. kolejny kredyt, a na takie rozwiązanie radni zielonego światła raczej nie dadzą.
Urzędnicy, obawiając się reakcji radnych, (i słusznie) omijają więc organ stanowiący i kontrolny, i sięgają do „kieszeni” spółki komunalnej PWiK. Ta, wg Haliny Bender ma nie robić żadnych problemów i zgadza się na partycypowanie w kosztach. Uczestnictwo PWiK w modernizacji ulicy ma polegać na wykonaniu sieci wodnokanalizacyjnej i sanitarnej, które ma kosztować 1,8 mln zł, co w praktyce oznaczałoby pokrycie dziury finansowej i wybrnięcie z trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się miasto.
Wydawać by się mogło, że sprawa została załatwiona. Jednak ta „kombinacja” zwróciła szczególną uwagę rajców miejskich podczas ostatniej komisji Budżetu oraz Infrastruktury i Rozwoju Gospodarczego.
Zmiany, których nie ma w „papierach”
W dokumentacji przetargowej (SIWZ) nie ma żadnej informacji o tym, że wykonanie sieci wodnokanalizacyjnej i sanitarnej jest wyłączone z przetargu i że wykona je inna spółka. Taki zapis pojawił się natomiast w przypadku sieci ciepłowniczej, którą ma wykonać PEC za własne pieniądze. W praktyce oznacza to, że firma, która wzięła udział w przetargu, otrzymała sygnał, że w przygotowaniu swojej oferty nie może uwzględnić kosztów, tego, co jest wyłączone z zamówienia. W kwestii PWiK takiego zapisu nie ma. Oferent zgodnie ze zleceniem uwzględnił więc koszt wykonania sieci wodnokanalizacyjnej i sanitarnej.
Jak powinno być?
Zakładamy, że przetarg został rozstrzygnięty i Firma A wygrywa przetarg na przebudowę W. Polskiego za kwotę 12 milionów złotych. Zgodnie z ofertą, za wykonanie swoich usług powinna otrzymać na swoje konto kwotę 12 milionów złotych, którą przelewa miasto Ełk. W ramach robót Firma A zleca PWiK jako podwykonawcy wykonanie sieci wodociągowej i sanitarnej, ale to PWiK wystawia fakturę firmie na kwotę 1,8 mln.
Cały problem w tym, że miasto nie ma tych 12 milionów i próbuje obejść finansowanie, angażując w to spółkę wodociągową. My pytamy, czy nasza spółka ma wykonać roboty miastu i nie brać za to pieniędzy, albo przelać na gminne konto brakującą kwotę i wykonać inwestycję, bo przecież oferentowi (Firmie A) trzeba przelać na konto kwotę, za którą wygrał przetarg? W takiej sytuacji można by aneksować umowę, wykluczyć roboty, których miałoby się podjąć PWiK i pomniejszyć sumę przetargową, ale pod warunkiem, że byłoby to uregulowane odpowiednim zapisem w warunkach zamawiającego, czyli miasta Ełku. A tych regulacji brakuje i w tym cała przeszkoda.
Nikt wcześniej nie informował, że coś ma finansować PWiK.
Z racji tego, że spółka PWiK nie jest wzięta pod uwagę w przetargu i nie bierze w nim udziału (nie widnieje w udostępnionych dokumentach), radni miejscy zażądali wyjaśnień od Haliny Bender, która jest odpowiedzialna za przygotowanie przetargu i realizację całej inwestycji, zarzucając jednocześnie władzom brak współpracy i poszanowania mandatu radnego.
— Po co tu jesteśmy — pytał Ireneusz Dzienisiewicz. Właśnie się dowiedziałem, że dwa miliony złotych pokryje spółka miejska. Nie pojawiają się one w budżecie miasta. Nie podoba mi się rozwiązanie, w którym pomija się radnych w tak ważnej sprawie. Ta inwestycja budzi wiele zastrzeżeń. Chociażby ze względu na finansowanie.
— W zakres inwestycji wchodzi modernizacja kanalizacji sanitarnej i wodociągu — broniła się Halina Bender. W przetargu żeśmy ustalili, że każdy z oferentów pokazywał kwotę całościową i kwotę za wykonanie sieci wodnokanalizacyjnej i sanitarnej. Wykonawca, który złożył najkorzystniejszą ofertę, wycenił to na 1,8 mln zł. Na ten zakres prac zostało podpisane porozumienie/ umowa z PWiK o finansowanie ze środków przedsiębiorstwa.
Radni jednak nie dali wiary tłumaczeniom Bender i zażądali opinii prawnej. Ta przyznała, że konsultowała się z trzema prawnikami i zapewniła, że wszystko jest zgodne z prawem.
Na sali obrad pojawił się także radca miejski, który poproszony o potwierdzenie, czy spółka, która nie bierze udziału w przetargu, może finansować miejską inwestycję, nie udzielił wyczerpującej wypowiedzi. Lakonicznie stwierdził, że nie zna sprawy, i bez dokumentów nie może tego ocenić. Radny Dobkowski zażądał więc opinii radcy prawnego na piśmie. Jednak czy takową otrzyma? Propozycję rozpisania przetargu na nowo zaproponował radny Włodzimierz Szelążek, a jego pomysł poparł Bogusław Wisowaty. Jednak nie spodobało się to „obrończyni” inwestycji. Po burzliwej dyskusji radni nie zgodzili się na zaproponowane przez władze miasta zmiany.
— Czy my, jako rada miasta mamy jeszcze jakąś możliwość wpływu. Czy jesteśmy tylko po to, aby się temu przyglądać — pytała ciągle Dzienisiewicz?
Naszym zdaniem/opinia
Zespół Inwestycji to spółka miejska, która została utworzona na mocy uchwały w 2010 roku. Jej prezesem została Halina Bender i funkcję tę pełni do dziś. Uprawnienia właścicielskie wykonuje prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz. Spółka zajmuje się m.in. nadzorem inżynierskim przeprowadzanych na terenie naszego miasta inwestycji i obsługą inwestorską zadań inwestycyjnych i remontowych. Wcześniej te zadania były realizowane w ramach wydziału mieszczącego się w UM Ełku. Jednak w 2010 roku gmina Ełk przekazała te obowiązki nowo utworzonej spółce. Z tytułu wykonywania określonych usług przysługuje jej wynagrodzenie ustalone w wysokości: 3% wartości zrealizowanych nakładów inwestycyjnych lub remontów, realizowanych na podstawie dokumentacji projektowej, 5% wartości wykonanej dokumentacji projektowej nadzorowanej przez Spółkę dla zadań inwestycyjnych, 5% wartości zrealizowanych nakładów na remonty przeprowadzane na podstawie przygotowanych przez Spółkę we własnym zakresie obmiarów robót planowanych do wykonania. Wszystkie podane wartości procentowe są kwotami netto, do których spółka dolicza obowiązujący podatek VAT.
I to ta spółka odpowiedzialna jest za inwestycje w naszym mieście. PNT, modernizacja ulicy Suwalskiej, lodowisko, stadion, plaża miejska, przebudowa ulic, chodników itp. są pod kuratelą Zespołu Inwestycji. Z punktu widzenia interesu spółki, im droższe inwestycje przez nią „przechodzą”, tym większa prowizja wpływa na jej konto. Niekoniecznie jest to jednak zgodne z interesem mieszkańców.
Spór dotyczący finansowania jest w naszej ocenie słuszny. Halinie Bender być może bardzo zależy na tym, aby ta inwestycja została zrealizowana, ponieważ spółka osiągnie z tego tytułu duże zyski. Gdzie zatem prezes spółki w sprawie przetargu na budowę W. Polskiego naszym zdaniem mogła przedobrzyć? Czyżby wpisując do projektu dotyczącego pozyskania funduszy unijnych, uwzględniła roboty wodnokanalizacyjne i sanitarne, w celu podwyższenia wartości finansowej tej inwestycji, mimo że Unia nie dopłaci do kanalizacji? Daje to jednak szansę na sutą prowizję przysługującą spółce. Stawiając się więc na miejscu Haliny Bender, można by więc ten manewr zrozumieć. Jednak wychodzi na to, że w sprawie tej inwestycji zdrowo przesadziła. Naszym zdaniem, „zapomniała” o znaczącym zapisie, który powinien znaleźć się w zamówieniu publicznym, a mianowicie „Sieć sanitarna i wodociągowa: zakres realizacji przebudowy sieci sanitarnej i wodociągowej jest wyłączony z zamówienia i będzie realizowany i finansowany bezpośrednio przez użytkownika PWiK w trakcie kontraktu, przy wspólnej koordynacji działań Zamawiającego, Wykonawcy i Użytkownika”.
W naszej ocenie najprostszym rozwiązaniem, aby pogodzić obie strony konfliktu, jest unieważnienie obecnego przetargu i rozpisanie go na nowo, uwzględniając w nim zapis, że wykonanie sieci wodociągowej i sanitarnej jest wyłączone z zamówienia. Co oznacza, że przyszły oferent nie będzie brał tego pod uwagę w swoim kosztorysie.
Natomiast z racji tego, że Halina Bender na komisji trwała w przekonaniu pozostawienia obecnego przetargu i utrzymaniu go w mocy pozwoliło to nam na wykreowanie własnej powyższej opinii.
Jak się okazuje, miasto mimo sprzeciwu radnych miejskich podjęło decyzję i 18 kwietnia wyłoniło wykonawcę.
Przebudową W.P. ma zająć się spółka Przedsiębiorstwo Robót Drogowych. To ełcka spółka, która wygrywa w naszym mieście dużo przetargów. Wg portalu e-gospodarka.pl „miasta, w których tej firmie najczęściej udzielane są zamówienia publiczne to: Ełk (116 przetargów na łączną kwotę 84 711 370,97 zł). Olsztyn (107 przetargów na łączną kwotę 44 450 042,14 zł). Łomża (31 przetargów na łączną kwotę 3 010 131,00 zł). Olecko (20 przetargów na łączną kwotę 7 225 230,05 zł). Pisz (14 przetargów na łączną kwotę 1 580 786,50 zł).”
Na rozstrzygnięcie przetargu czekaliśmy ponad półtora miesiąca. Być może powodem zbyt długiego podejmowania decyzji w sprawie wyboru formalnego oferenta jest larum, które podniosła grupa radnych. My natomiast zapytaliśmy Urząd Zamówień Publicznych, czy takie pozyskiwanie finansowania mieści się w granicach prawa. Na odpowiedź czekamy.
O spółce „Zespół Inwestycji” i jej racji bytu będziemy pisać w najbliższym czasie.