Betonowe pustynie w centrach polskich miast i miasteczek to jedno z wątpliwych dobrodziejstw „uniowstąpienia”. A może to nie wina UE, tylko naszego bałaganu i beztołku.
Przykłady? „Remont” ełckiej ulicy Wojska Polskiego. Moim zdaniem za późno. Ale były przecież inne priorytety. Trzeba było wziąć w karby wszelkie pudła rezonansowe nadające w mieście, żeby grały jedną melodię: „Łubu-du bu, łubu-du bu, niech nam żyje […], niech żyje nam!” Teraz fundujemy sobie betonowo-asfaltową pustynię, a upały coraz większe. Drzewa poszły pod topór, ale przecież posadzone będą nowe. Nad jeziorem, gdzie i tak ich nie brakuje. Tak, to ma sens. 😉
Dbałość o obecność zieleni w przestrzeni miejskiej to nie jest żadne pięknoduchostwo ani rozpaczanie nad losem żuczków i owadów. To nasz własny interes. Inaczej podusimy się w tym betonowo-asfaltowym raju.
A może o to chodzi? Jako zwolennik spiskowej teorii dziejów uwierzę raczej w przebiegłość zachodnich kapitalistów, którzy najpierw nas betonowali, a teraz będą zazieleniać. Bo jaka jest alternatywa?
Czy wszystkie ełckie szkoły przeszły już termomodernizację? Jeśli jeszcze nie, to może się z nią powstrzymać, gdyż bardziej przydałaby się raczej klimatyzacja. W siarczystym upale przeprowadzane zakończenia roku w niektórych ełckich placówkach edukacyjnych powodowały masowe omdlenia dziatwy szkolnej zmuszonej do długiego wystawania w przepoconych salach gimnastycznych. Ale zimą będzie ciepło…. a wiosną znowu będzie ładnie.