Strona główna » Felietony/opinie » Oskarżam prezydenta i radnych o czarci taniec wokół zamku i 10 lat niewinności
Felietony/opinie

Oskarżam prezydenta i radnych o czarci taniec wokół zamku i 10 lat niewinności

foto: Renata Szymaszko
Kiedy w 2010 roku miasto sprzedało zamek ełckiemu przedsiębiorcy ełczanie nie kryli swego zadowolenia. Na wyspie miał powstać hotel, a zabytkowa ruina miała przestać szpecić miasto. Jednak od transakcji minęła dekada, a na wyspie zamkowej nie dzieje się praktycznie nic. Za to zamiast widocznych prac jest wokół zamku dużo sztucznie wywołanego szumu medialnego.

To właśnie ostatnie informacje, które pojawiły się w przestrzeni publicznej (przedstawienie ostatniej koncepcji zamku w obrazkach), skłoniły mnie do pochylenia się nad sprawą zamku od samego początku.

 Na potrzeby tego materiału przejrzałam kilka teczek dokumentów, przeprowadziłam rozmowy z archeologami, konserwatorami, Narodowym Instytutem Dziedzictwa i prawnikami. Praca nad tym tematem i zebraniem materiałów zajęła mi dwa i pół miesiąca.

Ten tekst jest też moją własną opinią, są to moje wątpliwości i moje pytania, które chcę postawić publicznie. Moją intencją jest ujawnienie też pewnych faktów, do których poznania — my — ełczanie mamy prawo.

Rok 2010 – wspaniały prezydent Tomasz Andrukiewicz 

Zamek od lat próbowali sprzedać poprzednicy obecnego prezydenta. Udało się to Tomaszowi Andrukiewiczowi. Zgodnie z umową największa atrakcja turystyczna Ełku ma przestać być ruiną, a stać się nadzieją na pobudzenie ruchu turystycznego. Samorząd może więc śmiało ogłosić sukces — i słusznie. Niewątpliwie pozbycie się „samorządowego kukułczego jaja”, z którym nikt wcześniej nie umiał sobie poradzić, jest zasługą i sukcesem Andrukiewicza — to jeszcze w 2010 r. Jednak w 2020 „sukces” jest już porażką. Już można śmiało powiedzieć, że dobrego zamku w dobrym mieście nie ma.

Ełczanie z „ręką w nocniku”

Prezydent Andrukiewicz, zawierając umowę z nabywcą zamku, zawarł jeszcze jedną, nieformalną – z nami, ełczanami. W ramach tej publicznej umowy mieszkańcy mieli otrzymać coś, z czego będą dumni. A mianowicie pięknie zagospodarowaną, przynoszącą zyski nie tylko inwestorowi, wyspę. Na dziś najbardziej pokrzywdzonymi są mieszkańcy. To my powierzyliśmy nasz publiczny majątek grupie osób, która miała nim dobrze zarządzać. Teraz wygląda to tak, że zyskali wszyscy oprócz ełczan. Przedsiębiorca stał się właścicielem zamku, do budżetu miasta wpłynęła kasa, ełczanom pozostał jak na razie zamek na kolorowych obrazkach. Pacta sunt servanda wobec mieszkańców zostało złamane.

Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać

Pierwszy akt notarialny został sporządzony w 2010 r. Jego zapisy wynikały wprost z warunków przetargowych. Inwestor zobowiązał się w ciągu dwóch lat od nabycia rozpocząć prace budowlane (nie są nimi badania archeologiczne) a w kolejnych 3 latach zakończyć inwestycję. Ogólnie miasto, co wynika też z przetargu, dało 5 lat na zrealizowanie inwestycji.

Warto też dodać, że tylko budynki (zamek i 3 obiekty zamkowe) są własnością przedsiębiorcy. Natomiast grunty miasto oddało mu w użytkowanie wieczyste na 99 lat. Z tego tytułu do miejskiej kasy miało wpływać rocznie 110 467,72 zł (sto dziesięć tysięcy czterysta sześćdziesiąt siedem złotych siedemdziesiąt dwa grosze). Nie wpływa.

W jednym z dokumentów (dot. wyspy zamkowej) wyszczególnione są kwoty, które zasilają budżet miasta z tytułu użytkowania wieczystego. Kwoty te różnią się od tych wynikających z aktu notarialnego. Skąd te rozbieżności?

Okazuje się, że nabywca wyspy zamkowej zaskarżył uchwałę Rady Miasta Ełku do sądu. Przedsiębiorca uważał, że naliczony został mu za duży procent opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste. Zgodnie z podjętą przez radnych uchwałą przedsiębiorca miał płacić 9% ceny. W 2012 roku WSA przyznał rację skarżącemu. Przedsiębiorca zgodnie z wyrokiem płaci do dziś 2%.

Skąd tak drastyczne zmniejszenie wysokości opłaty? Mianowicie stąd, że właściciel zamku przekonał sąd do tego, że prowadzi działalność turystyczną. Wysokość opłaty za użytkowanie wieczyste dla tego rodzaju usług wynosi zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami właśnie 2% ceny. Teraz, zamiast przeszło stu tysięcy złotych (110 467,72 zł) rocznie do budżetu wpływa niecałe 25 tys. zł z tytułu ww. opłaty.

Uchwała RME została praktycznie przez sąd zmiażdżona i unieważniona. Tylu naruszeń nie widziałam jeszcze nigdy. Z wyrokiem możecie zapoznać się tutaj.

Z obliczeń wynika też, że miasto nie aktualizowało opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste zamkowych gruntów. A jak wiemy, wartość gruntów w Polsce przez 10 ostatnich lat wzrosła. Wraz ze wzrostem wartości nieruchomości gruntowej wzrasta opłata za użytkowanie wieczyste. Co w tej sytuacji, może być zastrzykiem finansowym dla miasta.

Drugim ważnym elementem aktu notarialnego są zapisy dotyczące opłat za niedotrzymanie warunków umowy. Wynika z nich, że miasto może żądać rozwiązania umowy o oddanie gruntu, jeżeli użytkownik wieczysty nie zrealizuje inwestycji w ustalonym terminie. Dziś już wiadomo, że inwestycja nie została zrealizowana. Miasto może też naliczyć z tego powodu dodatkowe opłaty w wysokości 10% wartości nieruchomości gruntowej w pierwszym roku i zwiększyć o dalsze 10% w kolejnych latach. Wg mojej wiedzy nigdy takie „kary” nie zostały naliczone. Za to konsekwentnie miasto wydłuża termin inwestycji, mimo że nie został spełniony żaden warunek z umowy.

Zmiana terminu realizacji „sukcesu” oznacza też zmianę warunków przetargowych. Z przetargu wyraźnie wynikało, ile czasu będzie miał dany inwestor na zrealizowanie inwestycji. To bardzo kontrowersyjne posunięcie ze strony władz lokalnych. Można postawić pytanie: na jakiej podstawie prawnej miasto ciągle zmienia te warunki? Przecież gdyby od początku wiadomo było, że inwestycję zamkową można realizować np. przez 20 lat, być może zwiększyłoby się grono potencjalnie zainteresowanych nabywców. Nie zachodzą tu też jakieś istotne zmiany, których inwestor mógł nie przewidzieć. Problemy z konserwatorem nie mieszczą się w tych kryteriach. Racjonalnie postępujący przedsiębiorca powinien liczyć się z ryzykiem kontraktowym, powinien dokonać dogłębnej analizy, szczególnie przy tak trudnej inwestycji, wymagającej pozwoleń konserwatorskich. Przecież i miasto, i kupujący mieli świadomość, że to „zabytki”, a nie grunt pod deweloperkę.

Przedłużanie umowy przypomina raczej zgodne oświadczenie woli prezydenta i inwestora na obejście warunków wynikających z przetargu. Rodzi się też kolejne pytanie: czy rada miasta podejmowała w tej sprawie jakąkolwiek uchwałę? Wg mojej wiedzy — żadnej.

Mieć jak nerka w sadle

Trzeba też otwarcie powiedzieć, że za zaistniałą sytuację winę ponoszą także radni, nie tylko włodarz miasta. Bo i prezydent, i inwestor pozwalają sobie na tyle, na ile się im pozwoli. Krótkowzroczność radnych miejskich trwa już wiele lat. Zainteresowanie zamkiem jest pozorne i praktycznie kończy się jedynie na zapytaniach. Nie idą za tym żadne działania kontrolne.

Podczas ostatniej komisji infrastruktury, poświęconej wyspie zamkowej, jeden z radnych Dobra Wspólnego zadał konserwatorowi zabytków kuriozalne pytanie. Dociekał w pretensjonalnym tonie czy przedsiębiorca otrzymał z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków jakieś pieniądze na badania archeologiczne.

To ja bardzo przepraszam, panie radny — to inwestor nie ma pieniędzy? Nie ma pieniędzy na badania, a zamek chce budować? Czy zdaniem pana radnego konserwator ma zapukać do drzwi i przywieźć mu walizkę pieniędzy?

Oczywiście zaraz wyszło na jaw, że biznesmen nie ubiegał się o środki finansowe z WUOZ.

Takie twarde stanie po stronie kupca urąga mandatowi radnego. Bo ten najpierw powinien, w ramach swojej kontroli, zapoznać się ze zdaniem dwóch stron sporu. A mam duże wątpliwości czy radny DW to zrobił. Taką pozycję obronną przyjęło kilku radnych.

Nikt nie chce przyznać się błędu

Trwające od wielu lat oczekiwanie na zrobienie porządku z wyspą zamkową zaczyna być irytujące. Być może podskórnie włodarze czują, że cierpliwość ełczan zaczyna się powoli kończyć. Brak porozumienia inwestora z konserwatorem, brak pociągnięcia go do odpowiedzialności doprowadziło do tego, że trzeba było wskazać winnego tej sytuacji. Na pożarcie ełczanom „rzucono” konserwatora.

Dziwi też to, że nową, nie pierwszą już, koncepcję przedstawiono opinii publicznej po fakcie przedłużenia z inwestorem umowy po raz kolejny.

Kto zyska, kto traci?

Brak wzrostu wartości gruntu, zwolnienie z podatku od nieruchomości (od zabytkowych budynków), 65 tys. zł na badania archeologiczne z budżetu ełczan — to „daliśmy” inwestorowi, co zyskaliśmy?

Może gdybyśmy do tego worka dorzucili pieniądze wydane na wieżę z Pięknej, zrezygnowali z wypasionych przystanków — to przez tyle lat udałoby się nam „postawić” zamek własnymi siłami?

Nie chcę też zarzucać złej woli inwestorowi, a tym bardziej miastu. Wierzę, że wszystkim zależy na tym, aby „to” się w końcu stało. Ale nie może być tak, że zaczynamy akceptować trwające od wielu lat „wielkie nic” i przyzwyczajamy się do małego „coś”. Nie może być tak, że zadowalamy się pozorowanymi działaniami, które na chwilę mają uciszyć opinię publiczną. Ten taniec z nami trwa za długo. Kochajmy swoje miasto mądrze i bezwarunkowo, ale nie ślepo.

Z racji tego, że materiały dotyczące inwestycji są bardzo obszerne to temat dotyczący sporu z konserwatorem czy możliwości narażenia na straty budżetu miasta będę przedstawiała w kolejnych materiałach.

42 komentarze

napisz komentarz

  • Prowadzone są rozmowy w celu likwidacji ruin zamku i budowie apartamentowca minimalnie 10-15 pięter , i o tą wysokość teraz będzie się rozchodzić. Będą garaże podziemne – 3 piętra, parter bary, restauracje, I i II piętro część hotelowa, a wyżej już lokale na sprzedaż. Ciekawe co ostatecznie zostanie zatwierdzone.

    • ale czy będzie lotnisko????? bo gdzie ja swoim Jet-em wyląduję. Trzy piętra garaży pod poziomem jeziora??? ciekawe. Ja bym dał tak ze dwadzieścia – trzydzieści pięter w górę i nazwał Tomasz Tower

  • Jestem mile zaskoczony informacjami o ruinach zamku na wyspie.Komentarze daja informacje a potrzebne jest dzialanie.Trzeba zawiazac grupe, ktora podejmie dzialania w sprawie zamku.Osoby zainteresowane zeby zmienic stan rzeczy, powinny sie spotkac i zawiazac stowarzyszenie.

    • Komitetu budowy apartamentowca już nie można bo deweloper ma swoje plany, ciekawe panie po ile będzie za meter, pewnie wasila i rutke przebije z cenami

  • Tak głośno się zastanawiam. Czy jest miejsce na naszej lokalnej “scenie politycznej” na ugrupowanie niezwiązane z żadną stroną polityczną? Po prostu mogłoby to być ugrupowanie ełczan, działającej pod kątem rozwoju miasta, technologiami, rozbudową infrastruktury i jej modernizacją, ograniczaniem/kontrolą kosztów. Sprawy związane ze światopoglądem (szeroko rozumianym) nie byłyby przedmiotem działania takiej grupy, tak samo praca w spółkach miejskich/UM członka takiej grupy byłaby wykluczona (albo jest się członkiem grupy i radnym, albo pracownikiem) . Może to pobożne życzenie, ale nie zauważyłem takiej inicjatywy w Ełku (nie liczę DW, ponieważ w mojej ocenie jest to ugrupowanie, które nie zrealizowało powyższych postulatów – w mega skrócie).
    Pozdrawiam

    • Coś takiego jak Miasto Jest Nasze w Warszawie. Tam zaangażowało się w to mnóstwo mądrych ludzi, pracują społecznie, udzielają porad, patrzą władzy na ręce, weryfikują dokumenty, wygrali z Gronkiewicz Walz sporo procesów o nieudostępnianie dokumentów. Mają swoją wiceprezydent. To im zawdzięczamy rozbicie zmowy milczenia w sprawie reprywatyzacji kamienic i gruntów. W Ełku tego sobie nie wyobrażam. Policja ściga samorządowców? Prokurator na nich nastaje za niegospodarność?

      • Dziękuję Ci za informację 🙂 – ciekawa lektura. Sprawy kryminalne zostawiam kryminalnym. Myślę, że najważniejsze to ruszenie betonu, pójście w działania proobywatelskie i rozwijające miasto – przeczytałem cele MJN (§4 ich Statutu) i wydają się być uniwersalne, takie proste, a takie trudne do realizacji przez władzę i radnych. Niektóre z zapisów rzuciły mi się w oczy : “propagowanie racjonalnej polityki finansowej miasta”, “promowanie idei odpowiedzialnego społecznie biznesu oraz wspieranie lokalnej przedsiębiorczości”, “promowanie idei „prawa mieszkańców do miasta”, społeczeństwa obywatelskiego i rozwoju demokracji miejskiej, kształtowanie kompetencji obywatelskich (…)”, nie wspominając o jawności i przejrzystości procedur i działania samorządu. Czyli są to przerażające dla obecnie zasiadających w ratuszu zapisy. Nie ukrywam, że my ełczanie, zbudowaliśmy już pewien kapitał ludzki, jakim są Samorządni Ełczanie. Panie Leszku, pozwolę za jakiś czas odezwać się do Pana.

      • … kto wie? może już ściga… to tak w odniesieniu do zdania końcowego. Bo nie jest ono – zapewne, zdaniem ostatnim.

  • To że zamek czyli ruiny stoją to nie wina humorzastego prezia a mieszkańców. Kto tego nieudacznika wybiera. Pan Bóg? Przypomnijcie sobie wynik wyborów. Kiedy zapytałem mieszkankę dlaczego na niego głosowała odparła ze takie ładne kwiatki w mieście. A gospodarka gdyby nie komuna już by nie istniała. Jeżeli tej pani najważniejsze kwiatki to niech się spróbuję nimi najeść. Miejsca pracy potrzebne a nie tęczowe kolory na moście.

    • Masz zupełną rację. Nie wybiorą człowieka, który coś potrafi i chciałby zrobić wiele dla miasta, tylko nieudacznika opowiadającego bajki i marnujący nasze pieniądze budując pierdoły w mieście i wydając ogromne pieniądze na niepotrzebne rzeczy. Mam nadzieję, że w końcu co do niektórych to postępowanie dotrze i zaczną logicznie myśleć o konkretnym prezydencie miasta.

      • Nie ma szans na zmianę. My, ełczanie, kisimy się w tym sosie, bo nie chce nam się nic zmieniać, bo to wymaga atencji, lektury, bo przy wyborze trzeba pomyśleć, zainteresować się, czytać. U nas nie widać tej potrzeby. Potem w radzie miasta mamy osoby, które oddają głos, a następnie przepraszają (patrz : sprawa haraczu za śmieci). Ełczanie nie mają przedstawicieli w radzie miasta, to osoby, które zostały po prostu odhaczone, bo już byli radnymi, bo fajnie śpiewają, bo słyszeliśmy już gdzieś to nazwisko. Tyle. Niech ktoś powie co konkretnego poszczególni radni jako kandydaci mówili o działaniach jakie zamierzają podjąć na rzecz ełczan? Ktoś, coś? Mnie ukuło jedno : na początku kadencji radni podwyższyli sobie diety. Mogą to sobie zaznaczyć za cel jaki osiągnęli naszym kosztem, w końcu to nasze pieniądze.

  • Ale my nie mamy radnych od kontrolowania, działania, rozwoju. Mamy radnych od podwyższania sobie diet. Mamy wręcz etatowych radnych i co kadencja : tadam! Tak nam się oni podobają, takie buzie mają fajne, policzki, noski i oczka, takie giligili. Bo jako ełczanie nie chcemy mieć konkretnych radnych, którzy mają wizję rozwoju, restrukturyzacji betonu, w którym tkwi w UM (zwłaszcza tego mentalnego). My, ełczanie, uwielbiamy podwyżki serwowane przez prezydenta i radę (ktoś coś kontrolował, np. koszty ostatniej podwyżki za śmieci?), uwielbiamy marazm, kochamy zadłużanie się bezcelowe na wieżyczki, na kładki, runmageddony, baloniki, uwielbiamy te same twarze w radzie miasta. Nie lubimy widzieć, że ZEM pada i nie ma kto zapełnić tej luki (pisanie do premiera w sprawie Izery to pokaz bezradności prezydenta – a prezydent zaproponował pracę zwalnianym pracownikom y w spółkach miejskich?), nie widzimy, że rada miasta+UM męczą się z tzw. małą obwodnicą (chyba już 20 lat), nie widzimy, że oprócz Zakładów Mięsnych nie mamy innego dużego pracodawcy, nie widzimy potrzeby przyciągania inwestorów (wierzymy, że zrobi to Strefa i Technopark), nie widzimy że radni na początku kadencji podwyższyli sobie diety (na które my płacimy), nie widzimy, że nie jesteśmy stolicą Mazur, nie widzimy, że umiera jezioro, że wycinamy drzewa, nie lubimy widzieć, że wszelkie konsultacje z nami są prowadzone nie jak równy z równym, tylko : do jutra musicie się wypowiedzieć, nie widzimy, że konsultacje i pytania ułożone w sprawie podwyżki za śmieci były tendencyjne, nie chcemy widzieć, że ludzie protestują pod UM, nie widzimy że kolejny raz wymieniana jest kostka na placu Sapera, nie widzimy że jest potrzeba tworzenia polityki parkingowej (bez parkometrów), nie widzimy jak leją Grześka (ta formacja dalej będzie funkcjonowała w strukturach gminy i koszty jej istnienia poniesiemy my – ełczanie), nie widzimy że miejski monitoring to jakaś kpina (bo jeden monitoring obsługuje policja, a drugie słynna formacja zwana strażą miejską), nie widzimy że nie ma polityki ochrony mieszkańców przed libacjami alkoholowymi (jest tylko papierek na temat polityki….i tak dalej, ale trzeba pamiętać, że jest tzw. komisja ds rozwiązywania problemów alkoholowych…zapewne bezkosztowa – buhaha!), nie widzimy że miasto powinno chronić zwykłych mieszkańców przed oszczywaniem podwórek, klatek schodowych. My uwielbiamy jak się nic nie robi, jak te same twarze wędrują do rady miasta, do zarządu miasta. Cała prawda o nas samych.

    • Czy Wy myślicie, że przy Andrukiewiczu, Urbańskim i ich spółce coś w naszym mieście się zmieni. Nie, bo oni nie mają pomysłu na rozwój miasta i myślą tylko o sobie, a reszta to tylko pozorowane ruchy, że coś tam się robi i marnuje nasze pieniądze. Czas na zmiany i w końcu wybrać ludzi którzy są kompetentni, mają wiedzę i umieją zarządzać majątkiem, a nie tylko bzdurną propagandę ludziom wciskać i bawić się jak dużo dzieci.

      • kompetencje lub znasz kogoś kto takie ma to przecież każdy może startować w wyborach , wygrać i uszczęśliwiać ludzkość od rana do wieczora. Za proponowane w Urzędzie pieniążki ściągnie z całego kraju najwybitniejszych urzędników , inżynierów i ekonomistów. Wtedy będzie jak w raju . Jak zwykle na gadaniu się skończy. Gadać i pisać na forach to prosta robota. Podobnie jak marnowanie środków unijnych na rusałki, wieżyczki i inne dupersznity. Wart Pac pałaca.

        • Chodzi o to, że ełczanom podobają się takie wybory miss. Te same twarze, nie trzeba się gimnastykować przy urnach, nie trzeba słuchać, czytać. Nie wyciągamy wniosków. A gadać i pisać na forach o tym co jest źle (lub dobrze) to prawo każdego i nie zawsze “prosta robota” – wystarczy przeczytać post “Czytelnika” poniżej.

          • jacy mieszkańcy. Sami sobie wypracowaliśmy ten los , a świadomość ekonomiczna jest na żenującym poziomie . Tak wyborców jak i wybieranych co widać na relacjach z sesji i komisji.

    • Ale pierdy, człowieku ogarnij się, poczytaj, a nie walisz farmazony. Gdybyś choć trochę wiedział o czy piszesz, nie napisałbyś takich bzdur.

      • Do Czytelnika : o i to mi się podoba. Konkretne rozwiązania. Opinia treściwa, merytoryczna. Można z takim podyskutować 🙂

    • Niestety, widzimy, ale jako bardzo bierna społeczność nie jesteśmy w stanie wyłonić spośród siebie nowego lidera. Jakich mamy kandydatów co kilka lat? Więc wybieramy, co już znamy, kwiatki i balony.

  • Artykuł rzeczowy, przybliża taczke dla prezydenta. Jak mozna nie brać pieniedzy od tzw. inwestora za użytkowanie wieczyste zgodnie ze stawkami aktualnymi? Dlaczego grosze płaci deweloper, który obraca milionami? Dlaczego sprzedano mu grunty na Asnyka, Armii Krajowej, Koszykowej – czy to tez była umowa w pakiecie z zamkiem? Dyma miasto jak chce, bez mydła jak to mówią. A zburzcie te ruiny i pozwólcie mu jeszcze tam apartamentowiec postawić i bedzie po sprawie, weżmie po 10 tys za meter chałupy i niech juz skończy się ten sen o zamku.

  • Zgadywanka. Jakie ugrupowanie powiesiło reklamy wyborcze na ogrodzeniu zamku ? Kto z Rasy Panów kupił mieszkanie w apartamentowcu wybudowanym przez właściciela zamku ?

  • W końcu ktoś w temacie grzebie…
    Ale Pani Renato proponuję poszukać w większej historii sprzedaży zamku jest wiele ciekawszych informacji o inwestorach, którzy mieli pomysł, pieniądze, wiadomości i chęci na zmianę tego co mamy na “wyspie”.
    Proponuję poszperać, to co proponuję poszperać w archiwach urzędu miasta.

  • Gdybym miał budować hotel, to nigdy na tej wyspie, wolałbym już po PGR owskie pola , tzw. Górę Idyllę za jeziorem widok na panoramę miasta i miejsca do zagospodarowania ile tylko wyobraźnia pozwoli. Hotel na tak małej wyspie ??? samobójstwo inwestycyjne.

  • Jedyny winny to prezio. I to bezdyskusyjne. To nowa rada opozycyjna przywróciła ten temat. Klimowicz zwiał bo już miał dość spotkań przed rada by wysłuchac instruktażu jak ma głosować. Będą kolejne ucieczki od Dobrzaków bo jest tam jeszcze parę ambitnych osób. Szacunek tym Radnym którzy uciekli od tej dobrzackiej kliki.

    • Z tym szacunkiem, to bez przesady. Każdy kto w trakcie kadencji zmienia barwy polityczne jest zwykłym …. I tyle! Gdyby miał jaja, to by został w środku i pokazywał swoją postawę, a tak to zwykły … Co do zamku, niech inwestor robi, dać mu jeszcze jakiś czas, a jak nie to niech oddaje i robi to konserwator zabytków!!!

  • Skoro Pan Ryba sobie nie poradził to miasto by to zagospodarowało ? Kupa śmiechu. Może by tam zrobili lodowisko ? Budują już drugie w tym czasie po pierwsze “się zużyło”. Sprawny kapitalista , wielobranżowy przedsiębiorca nie kupił żeby nie budować , ale opór materii było nie do pokonania. To żaden zabytek tylko tandetna XIX wieczna ruina bez żadnych walorów zabytku , , wielokrotnie tandetnie przebudowywana i partacko naprawiana . Konserwator chce otworzyć coś czym był ten budynek w XIX wieku – a jaki można na tym zrobić interes ? Współczesny obiekt musi spełniać współczesne przepisy.
    Na razie to interes zrobiło miasto : nie ponosi kosztów zabezpieczenia i ochrony budynku , nie sprząta i nie ponosi odpowiedzialności – to też da się policzyć jako koszty nieponiesione. Te obowiązki i koszty spadną na miasto natychmiast jak unieważni umowę. To unieważnienie też wcale nie musi być bez kosztowe. Jakoś nie widać kolejki chętnych do tej inwestycji bo kapitalista nie zbuduje tu równie niepotrzebnej jak pierwsza , drugiej wieży widokowej. Gdyby to była atrakcyjna lokalizacja to obecny właściciel chętnie by ja odsprzedał nawet ze stratą. Tym bardziej , że prowadzi inne duże i dochodowe inwestycje i nie ma problemu z osiąganiem zysku.
    Nikt się o te budy nie dopomina , bo to beznadziejna sprawa co zostało aż nadto udowodnione. Krytykanctwo to jeszcze nie konstruktywna krytyka.

    • Co do wieży to hola, chodzi tam dzidek z tym drugim. Jeden wyprowadza drugiego… Zaraz pobudzi się i na sesji kręcąc wąsa strzeli pogadankę, że jest lipa i wiadomo kto winien – dzidek! 🙂

  • Pani Renato, ma Pani jaja, lub duże “plecy” 😉 wnika Pani w ełcki Matrix i wystawia Pani na światło dzienne poczynania naszej RM i Mr. Smitha – po co to Pani ? Znam Panią i wiem że jest Pani dziarską babką ale, czy aż taki zastrzyk adrenaliny i narażanie się na ełckim podwórku są Pani potrzebne? 😉 Wiem z autopsji że w tym mieście nie działają żadne deklaracje, zasady i prawa – łącznie z prawem grawitacji , ale nie można się poddawać nasza władz tylko na to liczy – na zmęczenie materiału. Kłaniam się i pozdrawiam serdecznie, ach bym był zapomniał ;)…….. gratuluję jaj! Męska część radnych miejskich winna brać z Pani przykład i przynajmniej próbować wychodować sobie nabiał pomiędzy nogami – ale…………. rozmarzyłem się;)

  • Mam pewien niedosyt, bo temat został zaledwie “muśnięty”, a wymagałby większej uwagi oraz poważnego toku rozumowania. Rozpatrywać to trzeba w połączeniu z wielkim obszarem terenu za jeziorem, w pobliżu zamku, który został przed laty sprzedany trójce młodych przyjaciół. Było to w okresie nieco przed sprzedażą “wyspy zamkowej”. Właściwie… od czasu, gdy u nas zapanowała tzw. gospodarka rynkowa. Majątek wspólny znaczył niewiele. Tyle był warty, ile ktoś za niego chciał dać.
    Oczywiście jest faktem, że oba wątki się ze sobą nie łączą. Obszar ziemi po ówczesnym POHZ (pegeer), który rozwiązywano jako relikt socjalizmu leży niezmiennie w obszarze gminy Ełk. Zaś zamek, a raczej obiekt byłego więzienia, jest w obszarze miasta Ełk. Plany przyłączenia gminnego kawałka ziemi spaliły na panewce. Pech?
    Oba jednak łączy jedno – nikt nie chciał ani jednego, ani drugiego “dobra”. A było to wzięcia niemal za grosze. Taki to był czas. Znaleźli się w obu przypadkach ludzie bardzo młodzi, którzy zaryzykowali. Wydali swoje pieniądze. Niewielkie, bo jak to młodzi… niewiele ich mieli. Niewielki to był też koszt. Sprzedający, władza, byli pod wielką presją. Potrzebowali pieniędzy, a tzw. majątek był “trudno zbywalny”. Młodzi, skłonni do ryzyka, wiedzieli, że nie mają na transakcji wiele do stracenia. Pieniądze mogły też być wówczas “gorące”, o szybkiej dewaluacji. Mimo, że ziemia była “nieodrolniona”, a zamek to jednak raczej upadłe więzienie, ale z historią, więc będzie się wtrącał ciągle jakiś urzędnik, zwany konserwatorem zabytków. Młodzi ludzie jednak uznali, że mają czas. W obu przypadkach. Ryzyko jest warte poświęcenia.
    Czas jest tu ważny. Bo tak już jest, że w momencie inwestowania było trudno cokolwiek przewidzieć. Wschodząca giełda papierów aż się gotowała. Można było co dnia zyskać krocie, ale też i gwałtownie stracić. ziemia… niemal jak złoto. Tak było. Ziemia… tereny z pozoru “na uboczu”, a jednak za jakiś czas mające znaczenie niemal strategiczne. Ciasne miasto, obszar dziewiczy w zieleni i przy jeziorze. Deweloperka… to też była przyszłość
    Nowy właściciel zamku przez lata robił nieco szumu medialnego, ale tylko było tak “w sam raz”. Nawet był pomysł, a raczej falstart, kiedy pojawiły się plany przywrócenia wyspowego charakteru terenu zamkowego. Most, który łączy wyspę z zamkiem i tak wkrótce się rozsypie. Budowany na początku XX wieku nie był planowany na ruch obecny, na wielość i wielkość przejeżdżających pojazdów. Bez remontu, zagraża nawet katastrofą. Użytkowany, bo to konieczność. Są prowadzone jakieś badania techniczne, tak od kilku lat. Mogą go zamknąć w każdej chwili. Miasto… kolorowe światełka tam dali.
    Młodzi bardzo wówczas inwestorzy są ciągle młodzi, mają czas. Za jeziorem od dziesiątków lat była zaplanowana część obwodnicy Ełku. Obszar popegeerowski się odrolni, a tereny będą wówczas szybko zabudowane luksusowymi domami, zwróconymi do jeziora. Wyspa zamkowa pozostanie taką raczej z nazwy, bo ruiny obrócą się w gruzowiska. Najpierw pewnie runie płot, potem powięzienne szczątki budynków.
    To już w niczym nie przypomina pokrzyżackiego zamku. Wizualizacje jakie były przygotowywane, gdy właściciel chciał pokazać, że on tam chce mieć zamek, że się mocno stara o odbudowę, odrzucał konserwator zabytków. Bo nie chciał, aby w przewodnikach pisano o zamku, “z XV wieku, odtworzonego na podstawie wizji artystycznych w XXI wieku”.
    A skoro tak, to… poczekamy. Mamy czas, majątek i tak pracuje na zysk. Most się rozsypie. Gruzowisko się usunie, może nawet prędzej niż nam się to wydaje; może jakiś wypadek się tam zdarzy, dotrze jakiś bezdomny, a może piorun w to strzeli. Na pewno nikt tam niczego nie pilnuje. Bo to przecież… koszty.
    Czas sam w sobie – pracuje niezauważenie. Jednym przynosi korzyści, w innych przypadkach destrukcję. Obszar “za mostem” to temat przyszłości. Może tam stanąć przepiękny ośrodek rekreacyjno-hotelowy. Na wyspie, z jeziorem, po którym mogą hulać do woli luksusowe skutery wodne, motorówki. Gdzieś tam w oddali się zdarzy pole golfowe. Wzdłuż jeziora – do istniejącego Osiedla Grunwaldzkiego, a nawet Bocianiego Gniazda – staną luksusowe budynki, zamknięte osiedla. Z dojazdem przez obwodnicę łączącą trakty na Olsztyn i Białystok. Kierowane na nowe drogi szybkiego ruchu i ekspresówki. Chruściele są takim tego początkiem. Były tam protesty, gdy mieli już być połączeni “z miastem”. Nie ma to jednak żadnego znaczenia. Czas jest tu sprzymierzeńcem. Nikt i nic rozwoju nie zatrzyma. Wcześniej w wizję uwierzył właściciel działek na Bocianim Gnieździe. On wówczas czekać nie chciał, bo miał “przymus”. Potrzebował gotówki. Pokazał jednak kierunek…
    Wówczas, gdy te plany się rodziły, się ujawniały, wielu z nas w to nie wierzyła. Obwodnica, modernizacja S16 to było mówione już w okresie tzw. wczesnego Gierka. Ile to już lat? A jednak. Teraz się to powoli urzeczywistnia. Ełk ma przyszłość. Gmina Ełk – jeszcze większa. Niestety, nasi samorządowcy lata przespali. Pierwsze samorządy, nas sprzedały. Bo brakowało pośród nich realistów. Wizjonerów. A może chcieli nas sprzedać? Tak niebywale… Bo to wszystko, co dzieje się “w sprawie” było znane już wcześniej. Zainwestowano… jednym się śpieszy, inni mają czas. Bo są lokaty krótkoterminowe i długoterminowe. Można to urzeczywistnić w grze rynkowej – na giełdzie, lokując pieniądze w nieruchomościach. Można też pieniądze było wydać na konsumpcję… na cele doraźne… Sprzedano zamek. Kasy jednak nam ciągle mało i mało. Ełk – od czasu pamiętnej (medialnie) transakcji się zdążył zapożyczyć na blisko 200 mln złotych… może 170 mln… A może i mniej, czy więcej, ale tam jakieś 10 milionów w jedną czy drugą stronę, to żaden problem. Dla naszych samorządowców. Bo to my spłacimy. Co do złotówki, z odsetkami.

    • I obudziłeś się zlany potem. Masz coś komu za złe? Sam widać nie wiesz czego chcesz. Piszesz aby pisać. To historia kapitalizmu, ktoś zyskuje, ktoś traci. Co do zamku, nadal cel jest jeden – zagospodarować w końcu tą wyspę!

    • Szanowna Pani tak właśnie w Ełku jest, urzędnicy ełccy robią co chcą, czują się bezkarni. Obecnie przerabiam jeden temat. Prokuratura, Urząd Skarbowy, ale z po za Ełku miałaby ręce pełne roboty.