— Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18. roku życia jest obowiązkowa. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna — mówi Konstytucja RP. A system oświatowy szwankuje, bo zapowiedziany strajk nauczycieli to tylko jeden z objawów jego niewydolności.
Co zrobić, żeby edukacja w Polsce działała sprawnie? W takim pytaniu zawarta jest sugestia, że coś z nią jest nie tak. I chyba jest, skoro przed egzaminami gimnazjalnymi, maturalnymi i zawodowymi grozi nam totalny paraliż. Nie jest dobrą drogą wytykanie nauczycielom ich przywilejów i napuszczanie jednych grup społecznych na drugie. Owszem, Karta Nauczyciela to twór z innej epoki i przywilej dość ekskluzywny. Czemu jednak nikt nie ośmiela się ruszyć systemu emerytur mundurowych, w którym 40-letnie, sprawne chłopisko zostaje emerytem z pokaźnym przelewem z ZUS-u co miesiąc i zasila prywatny sektor, bo nie trzeba za niego płacić składek?
Właściwie, dlaczego edukacja ma być obowiązkowa aż do 18 roku życia i do tego bezpłatna? Młodzież kończy tę edukację i często przeciętniak zmyka na zmywak do Anglii, a najzdolniejsi do międzynarodowych korporacji w Warszawie, Poznaniu albo w Berlinie.
Oświata gubi się w przeładowanych programach, ciągłych reformach, przekształceniach, zmianach, dostosowaniach. Czasem mam wrażenie, że działa jakieś tajne lobby wydawnictw i firm szkoleniowych, które naciskają na ciągły galimatias w edukacji, na którym przecież zarabiają. Bo jest nowa podstawa programowa i trzeba ją wdrażać. Jak? Nie bardzo wiadomo, ale specjaliści od szkoleń pomogą. Może specjaliści od szkoleń i nowej podstawy programowej zorganizują szkolenie dla nas wszystkich o tym, jak rozwikłać ten oświatowy węzeł gordyjski?
(ams)