Strona główna » Rozmowy kontrolowane » Aneta Werla: trzeba umieć cieszyć się małymi rzeczami
Rozmowy kontrolowane

Aneta Werla: trzeba umieć cieszyć się małymi rzeczami

foto: archiwum prywatne

 AnKim jest Ane­ta Werla?
Ane­ta Werla: Przede wszyst­kim kobie­tą szczę­śli­wą, speł­nio­ną mamą i żoną. Kimś, kto kocha i jest kochany.

Two­je wady i Two­je zalety?
A.W.: Nigdy ich nie zli­cza­łam, na pew­no mam jed­ne i dru­gie. Nad tymi pierw­szy­mi pracuję.

Jaką Ane­tę lubisz, a jakiej Ane­ty nie lubisz?
A.W.: Sta­ram się lubić sie­bie. Jestem wier­na swo­im war­to­ściom i postę­pu­ję w zgo­dzie z zasa­da­mi, któ­re przy­ję­łam. Sta­ram się respek­to­wać war­to­ści innych. Lubię, gdy mam czas na podró­że albo małe wyciecz­ki, spo­tka­nia ze zna­jo­my­mi i roz­wi­ja­nie pasji. Uwiel­biam grać na pia­ni­nie (skoń­czy­łam Szko­łę Muzycz­ną, kla­sę fortepianu).

Bycie dyrek­to­rem takiej pla­ców­ki jak Ełc­kie Cen­trum Kul­tu­ry to duża odpo­wie­dzial­ność. Odpo­wia­dasz za kształ­to­wa­nie wraż­li­wo­ści arty­stycz­nej i kul­tu­ry ełczan. Decy­du­jesz o tym, kto wystą­pi na sce­nie. Jak spro­stać takie­mu wyzwaniu?
A.W.: Pra­cę wyko­nu­je naj­le­piej, jak potra­fię. Dostar­cza­my ludziom emo­cji i wzru­szeń, zachę­ca­my do zasta­no­wie­nia się nad czymś bar­dziej istot­nym, niż nasz codzien­ny pośpiech. Wkła­dam w to całe ser­ce, całą sie­bie i sta­ram się dzia­łać na naj­wyż­szym pozio­mie. Jeśli coś jest nie tak, zasta­na­wiam się dla­cze­go, co i jak mogę popra­wić, co mogę zro­bić lepiej.

foto: archi­wum prywatne

Jak oce­niasz poziom kul­tu­ral­ny miesz­kań­ców Ełku?
A.W.: Odbior­ca­mi kul­tu­ry są ludzie o skraj­nie róż­nych poglą­dach i potrze­bach kul­tu­ral­nych. Naszą rolą jest spró­bo­wać wejść z nimi w dia­log. Trze­ba brać pod uwa­gę to, że współ­cze­sna kul­tu­ra już daw­no prze­kro­czy­ła” ścia­ny sali kon­cer­to­wej. Wycho­dzi ona poza ramy usta­no­wio­ne tra­dy­cją na rzecz nowych poszu­ki­wań alter­na­tyw­nych, stwa­rza­jąc, cho­ciaż­by sztu­kę uli­cy. Widzo­wie są róż­ni, jed­ni szu­ka­ją gło­śne­go festi­wa­lu, inni wyra­fi­no­wa­ne­go kon­cer­tu czy popu­lar­ne­go spek­ta­klu. Wszy­scy potrze­bu­ją unie­sień, wzru­szeń i reflek­sji czy to poprzez kul­tu­rę wyż­szą, czy też popularną.

Masz czę­sty kon­takt z arty­sta­mi małe­go” i duże­go” for­ma­tu. Jak wyglą­da współ­pra­ca z gwiaz­da­mi? Czy gwiaz­dy bywa­ją kapry­śne, a może nawet nieznośne?
A.W.: Podzi­wiam arty­stów, ich arty­stycz­ną duszę, goto­wość do podej­mo­wa­nia trud­nych wyzwań, pra­co­wi­tość i deter­mi­na­cję, ich eks­cen­trycz­ność a cza­sem ich zwy­czaj­ność. Cie­szę się, gdy są otwar­ci i chcą roz­ma­wiać w gar­de­ro­bie o sobie, pyta­ją o mnie, o nas tu żyją­cych w Ełku. Takim cudow­nym spo­tka­niem była np. roz­mo­wa z panią Sta­ni­sła­wą Celiń­ską, artyst­ką nie­zwy­kłą, któ­rej kon­cert odbył się w Ełku w ubie­głym roku.
Wyma­ga­nia arty­stów nie były, jak dotąd, szcze­gól­nie wygó­ro­wa­ne, jed­nak zda­rza­ły się życze­nia dokład­nie spre­cy­zo­wa­ne. Nie były to na szczę­ście tyta­no­we słom­ki czy czer­wo­ny dywan przed hote­lem, któ­ry aku­rat mamy w ECK, za to doty­czy­ły np. kon­kret­nej mar­ki wody, któ­rą musie­li­śmy spe­cjal­nie zamó­wić albo owo­ców pocho­dzą­cych wyłącz­nie z upraw eko­lo­gicz­nych. W przy­pad­ku kon­cer­tów ple­ne­ro­wych, co jest zro­zu­mia­łe, mie­li­śmy żąda­nia doty­czą­ce utrzy­ma­nia odpo­wied­niej tem­pe­ra­tu­ry na sce­nie albo zakaz włą­cza­nia kli­ma­ty­za­cji na sali pod­czas wystę­pu, na któ­rej robi­ło się już napraw­dę gorąco.

foto: archi­wum prywatne

Czy jest jakiś pułap, któ­ry chcia­ła­byś osią­gnąć w swo­jej karie­rze zawodowej?
A.W.: To, co robię, wią­że się z cią­głą oce­ną. Musisz udo­wad­niać innym, że coś potra­fisz. Kocham to, co robię. Wiem też, że jesz­cze wie­le mogę się nauczyć.

Pra­ca w ECK to nie­raz pra­ca po godzi­nach? Jak godzisz życie oso­bi­ste z życiem zawodowym?
A.W.: Sta­ram się, jak więk­szość współ­cze­snych kobiet łączyć te dwie sfe­ry życia. Pró­bu­ję odpo­wied­nio sobie zapla­no­wać dzień, tydzień. Do tego potrzeb­na jest kon­se­kwen­cja, wów­czas znaj­dzie się czas na chwi­le relak­su i aktyw­no­ści, rów­nież czas dla rodzi­ny. Nato­miast mnie to nie zawsze się uda­je. Przy­zna­ję się do pra­co­ho­li­zmu. Pra­ca zwy­kle wypeł­nia więk­szą część moje­go tygo­dnia, tym bar­dziej że w week­en­dy rów­nież pra­cu­ję. Mam jed­nak to szczę­ście, że wspól­nie z mężem orga­ni­zu­je­my nasze domo­we życie. Mam ogrom­ne wspar­cie całej rodzi­ny: męża, cór­ki, rodzi­ców i bra­ta. Rodzi­na jest klu­czem do wszystkiego.

O czym marzy skry­cie Ane­ta Werla?
A.W.: Marze­nia są od tego, aby je speł­niać, nie żeby o nich mówić. Mam w gło­wie nie­skoń­czo­ną pro­jek­cję obra­zów do reali­za­cji i nie jest to buja­nie w obło­kach. Zapew­ne się zdzi­wisz, ale ja speł­nie­nie oraz radość życia odnaj­du­ję w naj­prost­szych i czę­sto pro­za­icz­nych czyn­no­ściach. Trze­ba umieć cie­szyć się mały­mi rze­cza­mi. Cele­bro­wać życie…
Dzię­ku­ję za roz­mo­wę. Czar