Obserwując pewne działania ełckiego samorządu, można pokusić się o taki wniosek. Tylko że w miejskim samorządzie można mówić dobry car, źli urzędnicy.
Coraz częściej społeczeństwo ełckie, szczególnie te młodsze, wyraża na FB swoją opinię w sposób odważny i świadomy. Otwarcie „krzyczy” już co się mu nie podoba i krytykuje władzę. A władza, żeby uspokoić nastroje i zmyć z siebie „winę”, … krytykuje działania urzędników.
W kwietniu tego roku „wypłynęła” informacja o zburzeniu zabytkowej hali bokserskiej przy ulicy A. Krajowej. Sprawę nagłośnił portal Ełk dla Was. Ta informacja nie spodobała się ełczanom.
Ewentualny remont raczej nie wchodzi w grę, gdyż budynek jest w tak fatalnym stanie, że faktycznie należałoby rozebrać około połowy hali. Dach również jest w bardzo złym stanie. Łączne koszty remontu mogłyby sięgać nawet kilku milionów złotych — pisano wówczas.
Informacji portalowi udzielił wieloletni urzędnik ratusza miejskiego Andrzej Semeńczuk — szef Wydziału Mienia Komunalnego.
Ta odpowiedź bardzo poruszyła lokalną społeczność. W sieci posypały się gromy w stronę władz. Odzew i niezadowolenie były tak duże, że do dyskusji włączył się prezydent Tomasz Andrukiewicz i poprawił urzędnika, pisząc — Przepraszam też za niefrasobliwą i nieścisłą wypowiedz mojego współpracownika, która nie była ze mną konsultowana czy „To teraz czas na właściwą informację”.
Oczywiście prezydent uspokoił nastroje niezadowolonej braci. Umiejętny pijar bowiem czyni cuda. Bo wyszło na to, że dobry prezydent obalił złą wypowiedź złego urzędnika. Prezydent dał odpowiedź mieszkańcom taką, jakiej oczekiwali, tym samym zmył z siebie winę i wyeliminował niepożądaną informację z sieci. Ełczanie mogli więc spać spokojnie.
Minęło zaledwie kilka miesięcy, kiedy pojawiała się następna niepokojąca informacja. Informacja, która dotyczyła częściowej, procentowej prywatyzacji spółek komunalnych. Niepokojący wpis w Wieloletniej Prognozie Finansowej zauważył podczas komisji radny Ireneusz Dzienisiewicz.
Na swoim FB umieścił informację o treści „Czytając 62 stronicowy plik dotyczący zmian w budżecie i Wieloletniej Prognozie Finansowej Ełku (WPF) natknąłem się na zdanie „W 2019 r. zaplanowano większą sprzedaż majątku o kwotę 4.000.000 zł z tyt. sprzedaży udziałów w spółkach miejskich”. Co to oznacza ? Oznacza, że miasto planuje prywatyzować miejskie spółki”.
Osoby, które interesują się choć trochę samorządem, wiedzą, że taka informacja może oznaczać, że miasto „szuka” pieniędzy. A jeżeli ktoś czegoś zaczyna szukać, to znaczy, że na chwilę obecną tego nie posiada.
Komunikat, tak mocno rozgrzał ełczan, że włodarze, zaczęli w panice „prostować” informację i szukać winnego. — Pismo wyjaśniające ten temat radni mają już w swoich skrzynkach. Nie ma mowy o żadnej prywatyzacji. Konfabulacje skarbnika wpisane do dokumentu nieskonsultowane z prezydentem. Temat nigdy nie stawał na posiedzeniu prezydenckim — wypisywał Artur Urbański, z-ca prezydenta Ełku.
Jeszcze dobitniej ustosunkował się prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz — Drogi Ireneusz Dzienisiewicz miasto Ełk nie planuje prywatyzowania żadnych spółek. Twoje słowa „miasto planuje prywatyzować miejskie spółki” są nieprawdziwe. Otrzymałeś w tym zakresie informację. Filozofie skarbnika miasta, które opowiadał radnym, nie były konsultowane z prezydentem, czyli ze mną. Ukróciłem je szybko i czytelnie. Żadne spółki miejskie nie są rozważane do prywatyzacji. Ale na pewno warto rozważyć czy niektóre instytucje miejskie nie powinny stać się spółkami miejskimi: MOSiR, czy PNT — tak jak jest to w innych miastach. Rozumiem, że czas kampanii wyborczej jest czasem festiwalu przedziwnych obietnic i siania niepokojów. Tylko w jakim celu? By zdobyć popularność? Poklask? By dokopać? Proponuję, by zachowywać się godnie, by po zakończeniu wyborów umieć spojrzeć sobie w twarz.
W innych mediach Andrukiewicz „zwalał” na rutynę urzędniczą oraz mówił o wyciągnięciu konsekwencji wobec wieloletniego skarbnika miasta Jarosława Wróbla.
Znowu nastroje zostały uspokojone, a czujność ełczan uśpiona.
Nieudolne próby wybrnięcia z niewygodnych sytuacji, obciążających „dobrego” prezydenta i osłabiających jego dobry pijar zazwyczaj w obiegu publicznym kończą się wskazaniem winowajcy. Dziwna to sytuacja, kiedy wskazuje się winnego, gdzie samemu się tę „winę” wywołuje.
Pod zmianami w dokumencie WPF z wpisem o prywatyzacji spółek miejskich podpisało się 5 osób, w tym sam Tomasz Andrukiewicz. Mówiąc o konsekwencjach wobec skarbnika, należałby zadać pytanie: Czy pan, panie prezydencie siebie też ukarze i wyciągnie wobec siebie konsekwencje? Bo oprócz podpisu skarbnika, widnieje tam także pański podpis.
O żadnej pomyłce, w mojej ocenie, nie może być mowy, bo pomyłką może być literówka w tekście czy brak przecinka, a nie tak poważny wpis, w dużej mierze przekładający się w przyszłości na życie ełczan.
Publiczna chłosta w Internecie musiała wywrzeć tak silną presję, że zapis wykreślono z dokumentu.
Co byłoby w sytuacji, gdyby żaden z radnych nie „wyłapał” zapisu, który nigdy nie powinien się tam znaleźć. Bo gdyby radni przegłosowali ten dokument, to kto byłby winny, prezydent czy radni? Bo być może usłyszelibyśmy — Ja tylko przedstawiłem propozycję, to radni ją przyjęli.
Ukazywanie siebie zawsze jako tego dobrego, dobrym wcale nie jest. Szczególnie jeśli popada się rutynę. Bo albo prezydent jest nieuczciwy i nie potrafi powiedzieć prawdy, i przyznać się do błędu. Albo co gorsza, nie wie już, co podpisuje.
Ludzką rzeczą jest bowiem popełniać błędy, a miasto-gazeta.pl jest i tak bardzo wyrozumiała w kwestii błędów naszych prezydentów.